11.02.2024, 14:19 ✶
Brenna opadła na miejsce. Była ubrana w zwykłe, czarodziejskie szaty. Siniak i krwiak prawie znikły z jej twarzy, naprawione dla Dani, a ta odrobina, która jeszcze została, nikła pod pudrem. Kobieta zerknęła szybko na kartę, a potem rozejrzała się za kelnerką. Nie zastanawiała się długo nad wyborem - bo chciała przede wszystkim coś zjeść, a należała do tych osób, które nie były szczególnie wybredne, póki danie zostało dobrze przyrządzone.
Zresztą w tej chwili, mimo tego, że Brenna naprawdę doceniała smacznie jedzenie, interesowała ją przede wszystkim kawa.
- Cieszę się, że to nic poważnego - powiedziała szczerze, kiedy pracownica przyjęła już zamówienie. Naprawdę martwiła się, że Heather będzie musiała spędzić parę dni w łóżku po tym skręceniu czy co tam dokładnie się stało na podziemnych ścieżkach. - Czy Cameron wie, że większość mojej rodziny i pewnie połowa znajomych myśli, że już się pobraliście? Powinnam go unikać w najbliższych dniach, żeby nie umrzeć z wyrzutów sumienia na widok jego spojrzenia? - spytała, a uśmiech, który czaił się w kącikach jej ust był na poły zakłopotany, na poły rozbawiony. Oczywiście, tłumaczyła później, że tylko się przejęzyczyła, ale nie była pewna, czy wszyscy jej uwierzyli, zwłaszcza ciotka Eva, która tamtego dnia akurat odwiedziła matkę. Własne rozkojarzenie trochę się wtedy zemściło i Brenna wiedziała przynajmniej, że musi być bardziej ostrożna. Ale tak, odrobinę ją to bawiło, zwłaszcza że Wood nie wydawała się ani trochę przejęta rozchodzącą się powoli w kręgach znajomych plotką.
– A. Co do wczoraj. On nie chce wspominać nikomu, że tam był, więc przy odrobinie szczęścia nie wspomni o nas. Gdyby jednak rozpuścił jakieś plotki i ktoś cię pytał, zabrałam cię, żeby szukać informatora, nie dowiedziałyśmy się od niego bardzo wiele, nie znasz szczegółów, odsyłaj w razie do mnie – zrelacjonowała Brenna, trochę zniżając głos. Chociaż knajpa była niemal pusta, a mówiła wszystko tak, że nawet gdyby ktoś podsłuchał, nie padło przecież ani jedno obciążające słowo i mogły rozmawiać o setkach rzeczy. Ostrożności jednak nigdy za wiele, prawda? – Poproszę parę osób o zebranie dla mnie informacji i… zobaczymy - dodała
Zresztą w tej chwili, mimo tego, że Brenna naprawdę doceniała smacznie jedzenie, interesowała ją przede wszystkim kawa.
- Cieszę się, że to nic poważnego - powiedziała szczerze, kiedy pracownica przyjęła już zamówienie. Naprawdę martwiła się, że Heather będzie musiała spędzić parę dni w łóżku po tym skręceniu czy co tam dokładnie się stało na podziemnych ścieżkach. - Czy Cameron wie, że większość mojej rodziny i pewnie połowa znajomych myśli, że już się pobraliście? Powinnam go unikać w najbliższych dniach, żeby nie umrzeć z wyrzutów sumienia na widok jego spojrzenia? - spytała, a uśmiech, który czaił się w kącikach jej ust był na poły zakłopotany, na poły rozbawiony. Oczywiście, tłumaczyła później, że tylko się przejęzyczyła, ale nie była pewna, czy wszyscy jej uwierzyli, zwłaszcza ciotka Eva, która tamtego dnia akurat odwiedziła matkę. Własne rozkojarzenie trochę się wtedy zemściło i Brenna wiedziała przynajmniej, że musi być bardziej ostrożna. Ale tak, odrobinę ją to bawiło, zwłaszcza że Wood nie wydawała się ani trochę przejęta rozchodzącą się powoli w kręgach znajomych plotką.
– A. Co do wczoraj. On nie chce wspominać nikomu, że tam był, więc przy odrobinie szczęścia nie wspomni o nas. Gdyby jednak rozpuścił jakieś plotki i ktoś cię pytał, zabrałam cię, żeby szukać informatora, nie dowiedziałyśmy się od niego bardzo wiele, nie znasz szczegółów, odsyłaj w razie do mnie – zrelacjonowała Brenna, trochę zniżając głos. Chociaż knajpa była niemal pusta, a mówiła wszystko tak, że nawet gdyby ktoś podsłuchał, nie padło przecież ani jedno obciążające słowo i mogły rozmawiać o setkach rzeczy. Ostrożności jednak nigdy za wiele, prawda? – Poproszę parę osób o zebranie dla mnie informacji i… zobaczymy - dodała
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.