11.02.2024, 20:12 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.02.2024, 20:27 przez Brenna Longbottom.)
– Trudno mi powiedzieć, Heather. Na pewno miłość może być… źle pojęta – stwierdziła Brenna dyplomatycznie. Sama kochała bardzo mocno mnóstwo osób, ale nigdy nie była najlepsza w filozoficznych debatach. I wiedziała jedno: często ludzie najgorsze rzeczy robili z miłości właśnie.
Jak Persefona Fawley.
Czy to znaczyło, że kochali za bardzo, czy może tylko czy ich uczucia były wypaczone?
– Pewnie, nie spieszcie się, może jakimś cudem uda się w ciągu najbliższych tygodni – skwitowała tylko, bo doskonale wiedziała, że w pewnym momencie ciężko spiąć wszystkie rzeczy, by się spotkać, zwłaszcza w tych paskudnych czasach. To nie był już Hogwart, ani czasy tuż po nim, kiedy z przyjaciółmi spędzało się każdą wolną chwilę. – Hm… mówiąc szczerze, ciężko mi powiedzieć. To znaczy, na pewno przecież znasz Camerona lepiej ode mnie, jest o tyle młodszy, że jakoś nigdy nie spędzałam z nim dużo czasu. Rozmawialiście w ogóle o możliwości zaręczyn? Albo tak ogólnie o planach na przyszłość? – zapytała ostrożnie znad swojego talerza. Może i była starsza od Wood, ale o związkach to Heather na pewno wiedziała więcej. Brenna zwyczajnie bała się udzielać tutaj jej rad, bo co jeżeli coś powie, Heath jej posłucha i tylko wszystko w efekcie się popsuje? Przecież nie chciała namieszać w związku tej dwójki. Zdawało się, że Cameron uwielbia Heather równie mocno, co ona, ale co jeżeli faktycznie poczuje, że ta go do czegoś zmusza? Albo wcale nie chciał się żenić, uważał, że są na to za młodzi?
Bardzo starała się zachować neutralny wyraz twarzy, gdy rozmowa zeszła na nieco inny temat. I nie zapytać „jak do licha” (można by mieć uzasadnione wątpliwości, co do jej awansu na Detektywa, skoro sama nie była w stanie powiedzieć, ale na swoje usprawiedliwienie miała to, że przez sporą część lipca ona z kolei starała się po prostu na niego nie patrzeć).
– Jakby chciał mnie zamordować? – zasugerowała, posyłając dziewczynie uśmiech. Odłożyła serwetkę, choć w duchu skręcała się trochę, bo tu był ten problem, że wcale nie chciała zwodzić Heather, ale tak jakby nie miała zielonego pojęcia, co mogłaby jej powiedzieć. Bo przecież nie byli parą. Właściwie nawet nie spotykali się niezobowiązująco. Ale i z czystym sumieniem nie mogłaby stwierdzić „nie ma niczego”. Sugestia, że znalazłaby sobie bez problemu lepszego kawalera, rozbawiła ją tylko, ale postanowiła jej nie podejmować, żeby nie kontynuować wątku.
Nie czytała w myślach Heather. Na całe szczęście nikt inny tego nie robił, ale Bulstrode pewnie znielubiłby Wood jeszcze bardziej, gdyby dowiedział się, że jej zdaniem zainteresować się nim można głównie z desperacji.
– Wiem i doceniam. To znaczy… hm, właściwie ja ciągle chlapię coś głupiego, po prostu nie o pewnych sprawach – stwierdziła znad filiżanki. – Nie powiedzenie czegoś głupiego przynajmniej raz dziennie chyba by mnie przerosło.
Jak Persefona Fawley.
Czy to znaczyło, że kochali za bardzo, czy może tylko czy ich uczucia były wypaczone?
– Pewnie, nie spieszcie się, może jakimś cudem uda się w ciągu najbliższych tygodni – skwitowała tylko, bo doskonale wiedziała, że w pewnym momencie ciężko spiąć wszystkie rzeczy, by się spotkać, zwłaszcza w tych paskudnych czasach. To nie był już Hogwart, ani czasy tuż po nim, kiedy z przyjaciółmi spędzało się każdą wolną chwilę. – Hm… mówiąc szczerze, ciężko mi powiedzieć. To znaczy, na pewno przecież znasz Camerona lepiej ode mnie, jest o tyle młodszy, że jakoś nigdy nie spędzałam z nim dużo czasu. Rozmawialiście w ogóle o możliwości zaręczyn? Albo tak ogólnie o planach na przyszłość? – zapytała ostrożnie znad swojego talerza. Może i była starsza od Wood, ale o związkach to Heather na pewno wiedziała więcej. Brenna zwyczajnie bała się udzielać tutaj jej rad, bo co jeżeli coś powie, Heath jej posłucha i tylko wszystko w efekcie się popsuje? Przecież nie chciała namieszać w związku tej dwójki. Zdawało się, że Cameron uwielbia Heather równie mocno, co ona, ale co jeżeli faktycznie poczuje, że ta go do czegoś zmusza? Albo wcale nie chciał się żenić, uważał, że są na to za młodzi?
Bardzo starała się zachować neutralny wyraz twarzy, gdy rozmowa zeszła na nieco inny temat. I nie zapytać „jak do licha” (można by mieć uzasadnione wątpliwości, co do jej awansu na Detektywa, skoro sama nie była w stanie powiedzieć, ale na swoje usprawiedliwienie miała to, że przez sporą część lipca ona z kolei starała się po prostu na niego nie patrzeć).
– Jakby chciał mnie zamordować? – zasugerowała, posyłając dziewczynie uśmiech. Odłożyła serwetkę, choć w duchu skręcała się trochę, bo tu był ten problem, że wcale nie chciała zwodzić Heather, ale tak jakby nie miała zielonego pojęcia, co mogłaby jej powiedzieć. Bo przecież nie byli parą. Właściwie nawet nie spotykali się niezobowiązująco. Ale i z czystym sumieniem nie mogłaby stwierdzić „nie ma niczego”. Sugestia, że znalazłaby sobie bez problemu lepszego kawalera, rozbawiła ją tylko, ale postanowiła jej nie podejmować, żeby nie kontynuować wątku.
Nie czytała w myślach Heather. Na całe szczęście nikt inny tego nie robił, ale Bulstrode pewnie znielubiłby Wood jeszcze bardziej, gdyby dowiedział się, że jej zdaniem zainteresować się nim można głównie z desperacji.
– Wiem i doceniam. To znaczy… hm, właściwie ja ciągle chlapię coś głupiego, po prostu nie o pewnych sprawach – stwierdziła znad filiżanki. – Nie powiedzenie czegoś głupiego przynajmniej raz dziennie chyba by mnie przerosło.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.