11.02.2024, 23:12 ✶
- Brzmi, jakby chciał budować z tobą przyszłość - przyznała Brenna ostrożnie. Bo chyba nie chciałeś mieszkać z kimś jeżeli no... nie chciałeś być z tą osobą blisko? Poza tym Cameron zdawał się wodzić za Heather prawie tak zachwyconym spojrzeniem, jak wtedy, kiedy patrzył na kebaba, więc to już o czymś w jego wypadku świadczyło. - Może więc warto na początek wrócić do tego tematu i zobaczyć, jak to się potoczy? Ewentualnie mogę złapać Camerona i zapytać, kiedy wreszcie ci się oświadczy.
Żartowała rzecz jasna, bo to dopiero byłoby bezczelne. Chyba że też zapytałaby go o to w żartach, obserwując reakcję, ale nie to, że specjalnie ją do tego ciągnęło: sytuacja między Wood a Lupinem była trochę zbyt poważna, aby Brenna miała odwagę wmieszać się w nią bardziej niż po dostaniu dramatycznego listu wysłać mu bilety do wesołego miasteczka i zasugerować, by poszli na randkę.
Upiła ostatni łyk kawy, kiedy Heather przyznała, że nie do końca o to jej chodziło. A potem znowu się uśmiechnęła i po raz kolejny sięgnęła po swoją ulubioną sztuczkę.
Nie mów prawdy, nie wypowiadając ani jednego kłamstwa.
- Z ręką na sercu. Jestem pewna, że bardzo często miał ochotę mnie zamordować.
Na przykład wtedy, gdy w środku nocy biła się z Saurielem. Albo kiedy weszła do grobowca wampirzycy. Lub gdy smok zionął na nią ogniem. Albo gdy w New Forest poniewierano nią zaklęciami. Listę można by ciągnąć długo, ale liczyło się tylko to, że kiedy ona była zagrożona, on na pewno czuł się paskudnie: w końcu jej też ze trzy razy zdarzyło się wyczuwać, że dzieje się coś złego (i do tej pory nie miała pojęcia, że był to na przykład cios cegłą w głowę albo pobicie się z cyrkowcem).
– Czasem nie zaszkodzi, żeby ludzie brali cię za głupszą niż jesteś – mruknęła Heather, a w jej spojrzeniu znów błysnęło rozbawienie. Nie to, że nie robiła czasem pewnych idiotyzmów niechcący. Ta słynna gryfońska odwaga, granicząca z głupotą, zwodziła ją na manowce nie raz, nie dwa. Poza tym po prostu lubiła pajacować. Ale czasem było w tym odrobinę wyrachowania, zwłaszcza w ostatnich dwóch latach. – To co? Zbieramy się? W końcu trzeba jeszcze przygotować się do sabatu – stwierdziła, odsuwając pusty talerz.
Żartowała rzecz jasna, bo to dopiero byłoby bezczelne. Chyba że też zapytałaby go o to w żartach, obserwując reakcję, ale nie to, że specjalnie ją do tego ciągnęło: sytuacja między Wood a Lupinem była trochę zbyt poważna, aby Brenna miała odwagę wmieszać się w nią bardziej niż po dostaniu dramatycznego listu wysłać mu bilety do wesołego miasteczka i zasugerować, by poszli na randkę.
Upiła ostatni łyk kawy, kiedy Heather przyznała, że nie do końca o to jej chodziło. A potem znowu się uśmiechnęła i po raz kolejny sięgnęła po swoją ulubioną sztuczkę.
Nie mów prawdy, nie wypowiadając ani jednego kłamstwa.
- Z ręką na sercu. Jestem pewna, że bardzo często miał ochotę mnie zamordować.
Na przykład wtedy, gdy w środku nocy biła się z Saurielem. Albo kiedy weszła do grobowca wampirzycy. Lub gdy smok zionął na nią ogniem. Albo gdy w New Forest poniewierano nią zaklęciami. Listę można by ciągnąć długo, ale liczyło się tylko to, że kiedy ona była zagrożona, on na pewno czuł się paskudnie: w końcu jej też ze trzy razy zdarzyło się wyczuwać, że dzieje się coś złego (i do tej pory nie miała pojęcia, że był to na przykład cios cegłą w głowę albo pobicie się z cyrkowcem).
– Czasem nie zaszkodzi, żeby ludzie brali cię za głupszą niż jesteś – mruknęła Heather, a w jej spojrzeniu znów błysnęło rozbawienie. Nie to, że nie robiła czasem pewnych idiotyzmów niechcący. Ta słynna gryfońska odwaga, granicząca z głupotą, zwodziła ją na manowce nie raz, nie dwa. Poza tym po prostu lubiła pajacować. Ale czasem było w tym odrobinę wyrachowania, zwłaszcza w ostatnich dwóch latach. – To co? Zbieramy się? W końcu trzeba jeszcze przygotować się do sabatu – stwierdziła, odsuwając pusty talerz.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.