Miała świadomość, że jej charakter jest ciężki. Szła przez życie niczym taran, przepychała się łokciami, nie przeszkadzało jej, że ktoś może na tym ucierpieć. No chyba, że najbliżsi. Tych nigdy nie zraniłaby celowo, zdarzało się jej to robić przez narwany charakter. Próbowała uczyć się nie myśleć tylko o sobie i swoich pragnieniach, jak widać na załączonym obrazku, szło jej to jednak różnie. Nie bała się walczyć o swoje, zawsze dostawała to, czego chciała, była okropnie butna i arogancka, najgorsze było to, że zdawała sobie z tego sprawę.
Jak zawsze, nie dała dojść Cameronowi do słowa. Nim zdążył zareagować zaczęła go prowadzić w tańcu. Szło jej to całkiem nieźle, lata doświadczenia robiły swoje. Zresztą, jak każda aktywność ruchowa, to była jej smykałka, jakiej tylko dziedziny sportu by nie spróbowała, to zawsze szybko się jej uczyła, a po krótkiej chwili wychodziło jej to perfekcyjnie.
Zauważyła, że Lupin jest rozkojarzony. Dopiero w tym momencie do niej dotarło, że mogło to być dla niego niekomfortowe, tańce przed tym całym tłumem... każdy miał swoje granice, a ona sukcesywnie, ciągle przesuwała te jego. Zrobiło jej się głupio, po raz kolejny, ale nie mogli tego przerwać, nie w tej chwili. Brnęła więc dalej w ten taniec.
- Jestem niemożliwa, to prawda. Na pewno byśmy nie umarli, znasz kogoś kto umarł w tańcu? - Uśmiechnęła się do chłopaka serdecznie. Musiała jakoś wynagrodzić mu ten cały stres - zdecydowanie. Widziała, że się stara, że próbuje spełnić jej oczekiwania, tyle, że one wcale nie były takie wysokie. Wystarczało jej to, że zawsze był tuż obok niej, nie potrzebowała niczego więcej. Wytrzymywał wszystkie głupoty, na które go namawiała.
Nie zauważyła, że ktoś im się przyglądał, w tej chwili całą swoją uwagę skupiła na chłopaku, który stał tuż przed nią i wydawał się coraz bardziej panikować, nie miała pojęcia, czym było to spowodowane.
- Zawsze. - Co to w ogóle za pytanie, mógł ją prosić o co tylko chciał, w każdym momencie. - Dlaczego to brzmi tak bardzo dramatycznie? - Nie wiedziała, co mogło spowodować, że takie słowa padły z jego ust, ale wydawało się jej, że zrobiło się bardzo poważnie.
Wtedy muzyka zaczęła grać znowu, nie dali im dokończyć tej krótkiej wymiany zdań. Zniknęli w tłumie tańczących, gdzie tym razem to Cameron prowadził. Nie odzywała się do niego póki co ani słowem, bo nie miała pojęcia, co się właściwie przed chwilą wydarzyło, mógł jedynie poczuć, że jej dłonie mocniej go objemowały, bo w tej chwili i ona zaczęła się stresować.