— Eksplorowałam.
Tą krótką odpowiedzią Rabastan musiał się zadowolić. Przecież Peppa nie przyzna się, że fragment ulicy pokonała niemal biegiem, dobrze świadoma istniejącego tam zagrożenia. Aż tak głupia nie była. Co innego, gdyby miała na sobie płaszcz lejący się po podłodze, z kołnierzem z kruczych piór, a jej lico okryte było czarną woalką... Wtedy mogła paradować w takich rejonach i nikt nie śmiałby nawet na nią spojrzeć. Wyglądałaby jak potężna pani z dobrego rodu... a przynajmniej tak jej się wydawało, że tak by było.
Peppa wolała nie mieć na pieńku z prawem, bo to było po prostu niewygodne. Aczkolwiek gdyby nie wizja przyłapania, nie miałaby przeciwko złamaniu paru reguł. Daleko jej do buntowniczki, ale wyznawała zasadę "po trupach do celu". Prawdziwa Ślizgonka. Czy pewnego dnia będzie sprzedawać pod ladą nietestowane kosmetyki z rodzinnej fabryki? Być może. O ile miałaby wystarczająco wysoką pewność, że nikt jej nie wsypie. Znając życie wpadłaby z własnej głupoty i zawyżonej pewności siebie.
Ale do rzeczy.
Wszystko szło już tak dobrze. Aż za dobrze. Los wytoczył ciężkie działa. Peppa i tak była zabieliźniona bardziej niż jej rówieśniczki (nie wspominając miłujących naturę wiedźm, które pod szatą nie miały nic więcej), ale nie sprawiało to, że którekolwiek z nich czuło się lepiej z tego powodu. Majtki to majtki - nie ważne, czy to ledwo zakrywające coś stringi, czy pantalony do kolan.
Rabastan próbował załagodzić sytuację, ale nie wyszło mu to najlepiej. Co prawda falbany spódnicy wygięły się w niegorszącą stronę, niestety ich właścicielkę miotało teraz po całej windzie. Hamowała rękoma bezlitosne spotkania ze ścianami. Cóż za tragedia! Za taką przygodę to ona podziękuje! Teraz nie chciała niczego innego, niż opuszczenia paskudnej windy.
Po chwili, gdy przyzwyczaiła się do trajektorii lotu, wyjęła szybko różdżkę, rzucając Finite na paskudny wiatr. Jeśli jej wyszło, upadła wprost na Rabastana. Jeśli nie - spróbowała ponownie.
Finite - rozproszenie
Akcja nieudana
Sukces!