Niemal złamano mu serce wywracaniem oczami na jego cudny toast, ale w gruncie rzeczy wcale mu to nie przeszkadzało. Zdawał sobie sprawę ze swojej dramatyczności oraz faktu, że życie jest zbyt krótkie, aby chować swoje prawdziwie ja za zasłoną utartych schematów i społecznych norm. Oczywiście, zdawał sobie sprawę, że część jego życia musiała ukrywać się w cieniu, bo jeszcze do niedawna była nielegalna, ale nie zamierzał ukrywać niczego, co nie było szkodliwe dla reputacji jego lub jego rodu. Tak, jak w naturze Morpheusa leżały arystokratyczne manieryzmy, gładkie ruchy oraz schodzenie na śniadanie zawsze gładko ogolonym, idealnie uczesanym oraz elegancko ubranym, ta samo należały do niego zbyt długie toasty i romantyczne mowy pełne ozdobników, odniesienia do bogów i mitów.
— Dla pieniędzy, dla sławy, dla pozycji, dla dostępu do informacji. Ale głównie dla pieniędzy, Noro. Ludzie biorą śluby z różnych powodów. I z różnych ich nie biorą, nie tylko z braku miłości. Czasami to jest najmniejszy problem. — Wyliczał, polewając kolejną kolejkę. Odnosił się również do swojego własnego stanu kawalerskiego, który powinien zakończyć się jakieś dwie dekady temu, a jednak nigdy nie złożono w jego imieniu nawet oferty narzeczeństwa. Były plany, które jednak on sam zdmuchnął, jak urodzinowe świeczki na torcie. Prędko i z życzeniem dobrej przyszłości. Tym razem nie rozlał niczego.
Nie dało się powiedzieć, że Morpheus nie kochał, nawet jeśli wyklinał, że to nie prawda. Jego serce biło, bardzo silnie. Prędzej, sam kochał zbyt mocno i to doprowadziło go do zguby, otoczenia samego siebie murem odrzucenia terminologii. Przedstawiał każde uczucie przywiązania romantycznego sobie samemu jako cielesne pożądanie, a później, gdy nasycił się, chociażby wizjami, odrzucał je sam z siebie, dystansował się i przekonywał, że to wystarczy.
— Bogowie są szaleni i tylko Macmillanowie myślą, że jest inaczej — stwierdził, kładąc poziomo opróżnioną butelkę na stole. — Kręcę jako pierwszy, z okazji starszeństwa.
Jak oznajmił, tak zrobił. Dotknął samymi końcówkami palców butelkę z brązowego szkła, spojrzał bez mrugania to na Norę, to na Erika, z niecnym błyskiem w oczach, jakby już wiedział, na kogo trafi. Wprawny ruch nadgarstka i pozorna losowość została wprawiona w ruch, szkło szeleściło o drewno blatu pięknym poszumem przeznaczenia. Początkowo butelka kręciła się bardzo szybko, zaczęła jednak po chwili zwalniać, aż zatrzymała się, a szyjka jednoznacznie wskazywała na Norę.
— Pierwsze koty za płoty! — klasnął w dłonie. — Pytanie, czy wyzwanie?
Jeśli Nora wybrała pytanie, zapytał:
— Gdybyś mogła zmienić jedną rzecz w swojej przeszłości, co by to było?
Jeśli zaś Nora wybrała wyzwanie:
— Podmień tytoń Godryka na majeranek.