12.02.2024, 16:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2024, 21:27 przez Neil Enfer.)
Zapachy nie miały znaczenia, mokro i zimno również, gdy Morpheus był przy nim i dawał mu wszystko czego potrzebował. Wtulał się w niego z zamkniętymi oczyma próbując nie myśleć o ledwo oszukanej śmierci i o tym, że w ciągu ostatnich kilku dni popełnił tak wiele błędów. Jednak to nie one teraz mieszały w jego głowie.
Za każdym razem gdy go widział, gdy o nim myślał dopadały go nadzieje z rozterkami, szczęście i przykre wspomnienia. Dalej jednak wierzył w jego słowa. To wszystko minie, znajdzie się ktoś inny, tylko czy będzie w stanie odpuścić mając go tak blisko siebie na każdym kroku? Nie lubił swojego niedoświadczenia, ale niestety niewiele mógł z nim zrobić.
Westchnął spokojnie na jego polecenie. Nawet nie miał zamiaru się sprzeciwiać, znów polegając na starszym mężczyźnie, który w wielu przypadkach wiedział lepiej.
-Bezpieczniejszej okolicy na życie nie mogłeś wybrać?-zaśmiał się cicho pod nosem, patrząc na niego z dołu, gdy stał przed nim, jak bój wyciągający rękę do grzesznika, dając mu kolejną szansę na wybawienie, choć zaprzepaścił wiele innych. Podniósł się, trzymając się go, żeby nie stracić równowagi przez nerwy i lekkie osłabienie. Szybko jeszcze zabrał resztki swoich rzeczy z końca pomostu i mogli iść.
Czuł rosnąca ekscytację. Gdyby nie dzisiejsze wydarzenia czy kiedykolwiek byłoby mu dane odwiedzić Morpheusa w jego własnym domu? Do tej pory mu się to nie udało. Zerkał na niego na trasie, rozglądał się dookoła i z ulgą przyjmował to, że im dalej od wody tym spokojniej się czuł. Wiatr również nieco zelżał nie ciągnąć od otwartej przestrzeni. Strach i nienaturalny spokój sprzed kilku chwil teraz wydawały się być wyolbrzymioną kreacją zmęczonego podróżą umysłu.
-Szkoda, że mój dziennik przepadł. Będę musiał wszystko przepisywać na nowo.-wyżalił się cicho, chcąc zaczepić o coś myśli, by nie milczeć i nie pogrążać się w coraz to dziwniejszych myślach. Myślach które zdecydowanie błądziły po nieznanej przyszłości która miała zaraz nastąpić. Dom Morpheusa, jego ubrania, jego zapach dookoła. Musiał się pilnować, nie chciał go rozczarować, jak ostatnim razem.
Za każdym razem gdy go widział, gdy o nim myślał dopadały go nadzieje z rozterkami, szczęście i przykre wspomnienia. Dalej jednak wierzył w jego słowa. To wszystko minie, znajdzie się ktoś inny, tylko czy będzie w stanie odpuścić mając go tak blisko siebie na każdym kroku? Nie lubił swojego niedoświadczenia, ale niestety niewiele mógł z nim zrobić.
Westchnął spokojnie na jego polecenie. Nawet nie miał zamiaru się sprzeciwiać, znów polegając na starszym mężczyźnie, który w wielu przypadkach wiedział lepiej.
-Bezpieczniejszej okolicy na życie nie mogłeś wybrać?-zaśmiał się cicho pod nosem, patrząc na niego z dołu, gdy stał przed nim, jak bój wyciągający rękę do grzesznika, dając mu kolejną szansę na wybawienie, choć zaprzepaścił wiele innych. Podniósł się, trzymając się go, żeby nie stracić równowagi przez nerwy i lekkie osłabienie. Szybko jeszcze zabrał resztki swoich rzeczy z końca pomostu i mogli iść.
Czuł rosnąca ekscytację. Gdyby nie dzisiejsze wydarzenia czy kiedykolwiek byłoby mu dane odwiedzić Morpheusa w jego własnym domu? Do tej pory mu się to nie udało. Zerkał na niego na trasie, rozglądał się dookoła i z ulgą przyjmował to, że im dalej od wody tym spokojniej się czuł. Wiatr również nieco zelżał nie ciągnąć od otwartej przestrzeni. Strach i nienaturalny spokój sprzed kilku chwil teraz wydawały się być wyolbrzymioną kreacją zmęczonego podróżą umysłu.
-Szkoda, że mój dziennik przepadł. Będę musiał wszystko przepisywać na nowo.-wyżalił się cicho, chcąc zaczepić o coś myśli, by nie milczeć i nie pogrążać się w coraz to dziwniejszych myślach. Myślach które zdecydowanie błądziły po nieznanej przyszłości która miała zaraz nastąpić. Dom Morpheusa, jego ubrania, jego zapach dookoła. Musiał się pilnować, nie chciał go rozczarować, jak ostatnim razem.
Koniec sesji