Podobnie jak Leviathan, Theon nie miał ochoty skończyć spopielony przez jednego ze smoków, które znajdywały się na terenie powstającego rezerwatu. Dostrzegał ryzyko, które wiązało się z całym tym przedsięwzięciem. Nawet jeśli daleko było mu do smokologa, domyślał się, że we dwoje mieliby praktycznie zerowe szanse, gdyby przyszło im mierzyć się z rozwścieczoną bestią. Pozostawało mieć nadzieje, że Rowle miał plan. Solidny, przemyślany. W końcu całego tego zadania nie otrzymali wczoraj, mieli czas, żeby to odpowiednio zorganizować.
Albo raczej - on miał, Leviathan.
- Kopuła, boksy, uwolnienie smoków. - powtórzył za swoim partnerem. Nie brzmiało to najgorzej. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Theon przy okazji założył, że kiedy tylko uda im się wykonać tę część zadania, konieczne będzie przeniesienie się w bezpieczne miejsce. Takie, z którego będą mogli wszystko obserwować i po prostu czekać na pojawienie się mugolaków oraz ludzi z nimi współpracujących. Ilu ich było? O to też będzie musiał dopytać. Za chwilę. Za moment.
Poczuł ulgę, kiedy usłyszał, że z teleportacją nie będą mieć problemu. Zarazem przez myśl mu przeszło, że jak mógł być taki durny? To oczywiste, że pracując ze smokami, tego typu ograniczenia mogą być równoznaczne z wyrokiem śmierci. Zmniejszałyby szanse czarodzieja na wyjście z opresji obronną ręką. Nawet o tym nie pomyślał.
- Wtedy będę musiał zaciągnąć ją do łóżka. Może się zakocha i nie piśnie ani słówka. - czy on kiedykolwiek był poważny? Takie sytuacja dałoby się zapewne policzyć na palcu jednej ręki. Teraz jednak, mimo wypowiedzianych słów, widać było, że starał się pozostawiać skupionym. Skoncentrowanym na zadaniu. Może dlatego ten żart był tak słaby? Tak niskich lotów? - Po zdjęciu zaklęć i uwolnieniu smoków, teleportujemy się z powrotem w to miejsce? - zapytał, rozglądając się po okolicy. Mieli stąd dobry widok, ale czy faktycznie mogli się tutaj przyczaić? Czy nie było to zbyt blisko? Nie wiązało się z tym zbyt duże ryzyko? Theon nie był przekonany, a zarazem nie miał też lepszego pomysłu. - I jeszcze jedno. Orientujesz się ile osób może się pojawić, kiedy zorientują się, że mają tu problem? Zakładam, że raczej nie będziemy mieć przewagi?
Chyba, że byłaby to przewaga wynikająca z zaskoczenia. Tylko czy tym dysponowali? Raczej mało prawdopodobne. Przecież zaklęcia same z siebie nie zostałyby zdjęte. Czymś oczywistym było, że za tego rodzaju zdarzeniem musiał ktoś stać. Ktoś im zapewne wrogi. Ktoś kto w negatywny sposób odbiera całe przedsięwzięcie.