12.02.2024, 21:22 ✶
Przekręciła głowę na bok na jego reakcję na Deniz, sądząc, że już się przynajmniej z myślą o tym, że jej kuzynka miała na niego olbrzymie zauroczenie, to oswoił. Zacisnęła usta, powstrzymując roześmianie się, starając się chociaż trochę zachować powagi z uczuć młodej, chociaż kłamstwem byłoby stwierdzenie, że jego słowa nie sprawiły jej żadnej ulgi, może nawet radości, wszak Deniz była naprawdę śliczna, a do tego doskonale przygotowana do roli żony, miałby z nią dobrze. - Wiem, zawsze mnie bronisz. - przyznała pewnie, bo prędzej postawiłaby obydwie swoje ręce na Hjalmara w tej sprawie, niż Akane, która też się zawsze zaklinała, że będzie broniła przyjaciółki do końca świata lub jeden dzień dłużej. Daleko jej jednak było do tworzenia tej specyficznej, odrobinę uzależniającej aury, którą miał Islandczyk. - Oh, a więc się wyszalałeś.. - wróciła jednak do słów o kuzynce, która kolejny raz dostała kosza, tym razem nieświadomie. - Od razu za stary, dobrze mieć doświadczonego faceta. Ona by Cię zaskoczyła, zapewniam. Umiałaby dać Ci szczęście, ale na dłuższą metę, dziesięć lat to sporo. - westchnęła, również bezradnie rozkładając ręce, jednak nie mogła już ukryć towarzyszącemu temu gestowi uśmiechu. Jeszcze jedno pytanie cisnęło się jej na usta, ale stłumiła to, stukając paznokciami w tkwiącą pod nimi powierzchnie.
Pokręciła głową z niedowierzaniem, wpatrując się w niego brązowymi oczami, otulonymi wachlarzem czarnych i długich rzęs, które odziedziczyła po mamie — na szczęście. - Już prawie rok, a Ty się nadal nie przyzwyczaiłeś do tego, że zwykle mówię, co myślę i czuję. - zauważyła miękko, nieco zdziwiona, że nie podrapał się po karku, co zwykle robił, gdy ogarniała go fala nieśmiałości lub niezdecydowanie nad kolejnymi słowami bądź czynami. Poświęcała mu zawsze tyle uwagi, gdy się spotykali, że zdążyła się już trochę go nauczyć. Nie zamierzała się poddawać, rezygnować, nawet jeśli czasem było z nim naprawdę trudno, a brunetka miała wrażenie, że nigdy do niego nie zdoła dotrzeć. Pytanie brzmiało, czy on chciał, aby dała sobie spokój? Myśl ta uderzyła w nią nagle, roznosząc nieprzyjemny chłód po karku. Ściągnęła brwi i z nieporadnym wyrazem twarzy, zastanawiała się, czy powinna go o to zapytać. Bo co, jeśli znów się narzucała?
Nie było szczęśliwe, ale idąc za przyjaciółmi i pilnując ich, to wierzył w nie z całego serca, była o tym przekonana. Poniósł olbrzymią cenę za ich bezpieczeństwo, ale spoglądając na niego, spędzając z nim kolejne godziny, to przecież wiedziała, że kolejny raz postąpiłby w ten sam sposób. Musiał zawsze się upewnić, że jego bliscy są bezpieczni na własne oczy, takie odnosiła wrażenie. Dla niej był odważny, niezależnie od tego, jakie myśli kłębiły się w jego głowie na ten temat. Nie istniało chyba nic, co mogłoby zmienić zdanie Pandory.
Owszem, był magnesem na chaos, ale jednocześnie doskonale wiedział, jak sobie z nim poradzić, gdy był już absolutnie nieznośny. Nieczęsto pozwalała sobie na wybuchy temperamentu, gdyby ktoś źle wypowiadał się o niej — nie zrobiłoby to na niej wrażenia, ale nie mogła zwyczajnie znieść tego, jak o sobie mówił. W tak krótkim czasie stał się dla niej zbyt ważny, aby mogła takie głupoty tolerować. Gdyby ktoś obcy wypowiedział się na jego temat w taki sposób, najpewniej oberwał od niej pięścią lub zaklęciem, nie licząc obelg oraz krzywych spojrzeń. Zdawała sobie sprawę, że robił to, o co go chwilę temu oskarżyła nieświadomie. Nie mógł wiedzieć, jak reagowała i co myślała, jaką miał nad nią przewagę, bo albo widzieć nie chciał, albo ona tak dobrze trzymała kontrolę w dłoniach, że trudno było to zauważyć. Dawno już sobie owinął ją dookoła palca, żył jednak w błogiej nieświadomości lub z tego nie korzystał, bo miał szlachetne serce. - Musisz? A myślałam, że robisz to, bo chcesz. - brzmiała zadziornie, uparcie, wewnętrzna iskra zapłonęła mocniej i Merlin jej świadkiem, nie miała pojęcia, dokąd to wszystko zaprowadzi, jak długo będzie mogła trzymać się w ryzach. - Owszem, bywam trochę niezdarna i czasem ściągam kłopoty, ale jakoś udało mi się do tej pory względnie cało przetrwać.. - dodała jeszcze na swoją obronę, pytając następnie o przemianę. I lepiej, żeby do proroka takich spraw nie zgłaszał. Słuchała go uważnie, nieco zaskoczona, ale ostatecznie kiwnęła głową. Wiedziała już, że teraz będzie tysiąc razy bardziej na niego uważała, nie chcąc doprowadzić do uwolnienia jego wilczej strony. Nie dlatego, żeby chronić innych, ale dlatego, że gdyby złapało go na tym Ministerstwo, miałby kłopoty. A to było ostatnie, do czego Prewettówna by dopuściła, o ile oczywiście byłaby takiego zdarzenia świadkiem. Nie wierzyła przecież, że ktoś taki, jak Hjalmar chciałby kogoś zabić z powodu ewentualnego zagrożenia, które można było przegonić na wiele innych sposobów, niekoniecznie rozrywać delikwentowi gardło.
- Nie da się. - odpowiedziała krótko, wzruszając ramionami. Jak niby miałaby udawać, że zapomniała? Zwariował do reszty. Wcale nie brzmiał wiarygodnie, wcale nie zgadzała się z tym, że możliwe było przyzwyczajenie się do samotności i obojętne traktowanie rezygnowania z bliższych relacji z ludźmi, ale powstrzymała się od kolejnego komentarza, wzdychając jedynie. Tylko ze względu na niego, bo doskonale wiedziała, ile stresu go to wszystko kosztowało, jak było trudne i ważne. Skoro zaufał jej na tyle, nie mogła sobie pozwolić na najmniejsze rozczarowanie. Jej twarz nieco złagodniała, gdy zapytał, czy żałowała tego, jak się zachowywała w jego towarzystwie, sprawiając, że pokręciła przecząco głową, wprawiając w ruch brązowe pasma włosów. Kitka nie była już tak ładna, gumka nieco się zsunęła i coraz więcej kosmyków uciekało z uwięzi. - Nie. Zrobiłabym to jeszcze raz i tysiąc kolejnych, jeśli dzięki temu udało nam się pomimo wszystko nawiązać relację, zaprzyjaźnić.. - zaczęła, wzruszając ramionami, bo ona przecież wcale nie pocałowałaby go raz jeszcze, żeby zamknąć buzie jego kolegom, powód był całkiem inny. - No tak, jakaś wariatka z losu podchodzi i Cię całuje, a potem spędzasz z nią całą noc, wspinając się po drzewach i pijąc miód. Też byłabym zaskoczona, gdyby ktoś mi taki numer wywinąć. Może powinnam teraz dawać Ci buziaki co Lithę?
Rzuciła pogodnie, pół żartem i pół serio, bo przecież z nią, to nigdy nie wiadomo. Czy wyznacznikiem jego zainteresowania dziewczyną była zdolność zaimponowania? Szkoda, że nie zaskakiwania, bo w tym podobno nie miała sobie równych.
Mógłby zrobić wszystko, był od niej silniejszy, miał najpewniej wiele argumentów za pasem, które jego zdaniem byłyby właściwie, ale on, zamiast dolewać oliwy do ognia, zasłonił płomień, zabierając mu powietrze. To była naprawdę dla niej nowość, stąd też malujące się na twarzy zdziwienie. Pozostało jej mieć nadzieję, że naprawdę wiedział, że źle zrobił, użył okropnych słów. Już nie wspominając, że znów traktował siebie, jak kogoś gorszego, co wcale nie było prawdą, bo jeden taki blondyn był przez swój sposób bycia i charakter wart więcej, niż takich dziesięciu zadufanych w sobie lalusiów z czarodziejskiej śmietanki towarzyskiej.
Nie mogłaby go uderzyć, wolałaby walnąć w ścianę, niż w niego. Nie bała się przecież bólu, ale zrobienia komuś krzywdy, już tak, chociaż pewnie jej cios nie zrobiłby na nim żadnego wrażenia. Był silny i zahartowany, przypominałoby to pewnie ugryzienie komara, skoro kolców w plecach w ogóle nie czuł, a one sprawiały więcej dyskomfortu, niż ona byłaby w stanie.
Już jej było wszystko obojętne, będzie martwiła się potem konsekwencjami, jak zwykle. Będzie to odkręcała, tłumaczyła się, cokolwiek. Teraz jednak jej palce pewnie chwyciły jego nadgarstek, upomniała się raz jeszcze, ale szept rozsądku cichł z każdym kolejnym centymetrem, którego się pomiędzy nimi pozbywała. Były tam teraz absolutnie niepotrzebne.
Problem z nią był taki, że była uparta i prędzej czy później, robiła, co chciała. A pocałować go chciała już wcześniej, pewnie nawet wczoraj? Ostatnim razem? Nie była pewna, kiedy pierwszy taki kaprys rozniósł się po jej ciele, stłumiony wtedy jeszcze silnym przeczuciem, że nie powinna. Teraz jednak wydarzyło się zbyt dużo, rozbiło to jej koncentrację na tym, aby czegoś nie robić i po prostu się stało. Nie czuła, że drżała mu dłoń, zbyt zajęta próbą uspokojenia się, co wcale nie było łatwe, gdy ciepły oddech rozbijał się na wargach. Nie zdawała sobie sprawy, jak jej dłonie delikatnie błądziły po odkrytych fragmentach skóry, jak przytula się do niego mocniej. Jak można być na siebie złym i jednocześnie całkiem ze swojego działania zadowolonym?
Niechętnie odsunęła się od jego ust, nie mając jednak odwagi spojrzeć mu w oczy, korzystając z luźnych mięśni Islandczyka i sprawiając, że objął ją w pasie. Oparła głowę o jego tors, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć lub zrobić, ale musiała przerwać ciszę, którą przerywało uderzanie jej serca, delikatnie przyśpieszony oddech. Palnęła więc o wilku i o tej najlepszej dziewczynie, jakby było to teraz najważniejsze. Jak bardzo był na nią zły? - No wilk. Powiedziałam Ci, że pluszowy wilk powiedział, że jestem najlepszą dziewczyną na świecie, a on wcale nie był maskotką. - mruknęła cicho, chociaż znajdowała się na tyle blisko niego, głowę mając ułożoną w niewielkiej odległości od szyi oraz ucha, więc na pewno usłyszał. Miała nadzieję, że nie dopyta, za co go właściwie przeprasza i już się miała odezwać, ale zaczął głaskać ją po głowie. Poczuła, jak jej ciało się rozluźnia, jak cała złość gdzieś z niej schodzi, zostawiając w dużej mierze zawstydzenie, ale i poczucie winy. Przesunęła się nieco w jego ramionach, przykładając policzek do jego piersi. - Serce Ci wali jak szalone. W porządku? - zaczęła z odrobiną troski oraz niepokoju w głosie. Przecież nie była nieśmiałą, zagubioną dziewczynką, a to, że czasem był w stanie ją z niej wydobyć, nie odejmowało jej pewności siebie. Przełknęła głośniej powietrze, obydwie jej dłonie znalazły się na jego szyi, a ręce tkwiły oparte o ramiona. Odsunęła się nieco, odchylając głowę do tyłu i z niepewnością odnalazła niebieskie oczy, zastanawiając się, co w nich zastanie. Chciała powiedzieć, że przeprasza go za wszystko, ale to nie były właściwe słowa. - Nie mam? Pocałowałam Cię, znowu, a miałam tego nie robić. Jeszcze się zachowuje, jak ostatnia egoistka i mówię Ci, co masz o sobie myśleć, a co nie, a przecież nie powinnam, ale chciałam. No właśnie, chciałam.. - przerwała na chwilę, przenosząc na chwilę wzrok na bok. Wcale się od niego nie odsunęła, bo zwyczajnie nie chciała, co teraz do niej dotarło. Tylko czemu nie chciała. - Nie, to nie tak. Nie mogę Cię przepraszać, że Cię pocałowałam, skoro chciałam Cię pocałować. Obawiam się też, że istnieje szansa, że znów to zrobię, więc pytanie brzmi, czy Ci to przeszkadza? Tylko nie zadawaj mi, błagam trudnych pytań, bo naprawdę, naprawdę nie wiem niczego, poza tym, że czasem chciałabym Cię w sposób, w jaki chyba nie powinnam? Nie mogę przecież zawieść Twojego zaufania.
Zamilkła, wzruszając delikatnie ramionami, jakby faktycznie, nie bardzo wiedziała, co z tym wszystkim powinna zrobić, co to wszystko znaczyło i jak niby miała się wobec niego zachowywać. Bo przecież byli przyjaciółmi, a nie umiała powiedzieć tego na głos, jakby brzmienie tych słów miało ją cholernie zirytować. Jej palce przemknęły na jego kark, splotła je ze sobą i znów wspięła się na palce, opierając swoje czoło, o jego i przymykając oczy — całe szczęście, trochę się pochylał, a ona była całkiem wysoka. - Jak mi nie wyznaczysz granic, to nie będę wiedziała, gdzie są. A jak ich nie będzie, to sama nie wiem, co się stanie. To jak hazard.
Pokręciła głową z niedowierzaniem, wpatrując się w niego brązowymi oczami, otulonymi wachlarzem czarnych i długich rzęs, które odziedziczyła po mamie — na szczęście. - Już prawie rok, a Ty się nadal nie przyzwyczaiłeś do tego, że zwykle mówię, co myślę i czuję. - zauważyła miękko, nieco zdziwiona, że nie podrapał się po karku, co zwykle robił, gdy ogarniała go fala nieśmiałości lub niezdecydowanie nad kolejnymi słowami bądź czynami. Poświęcała mu zawsze tyle uwagi, gdy się spotykali, że zdążyła się już trochę go nauczyć. Nie zamierzała się poddawać, rezygnować, nawet jeśli czasem było z nim naprawdę trudno, a brunetka miała wrażenie, że nigdy do niego nie zdoła dotrzeć. Pytanie brzmiało, czy on chciał, aby dała sobie spokój? Myśl ta uderzyła w nią nagle, roznosząc nieprzyjemny chłód po karku. Ściągnęła brwi i z nieporadnym wyrazem twarzy, zastanawiała się, czy powinna go o to zapytać. Bo co, jeśli znów się narzucała?
Nie było szczęśliwe, ale idąc za przyjaciółmi i pilnując ich, to wierzył w nie z całego serca, była o tym przekonana. Poniósł olbrzymią cenę za ich bezpieczeństwo, ale spoglądając na niego, spędzając z nim kolejne godziny, to przecież wiedziała, że kolejny raz postąpiłby w ten sam sposób. Musiał zawsze się upewnić, że jego bliscy są bezpieczni na własne oczy, takie odnosiła wrażenie. Dla niej był odważny, niezależnie od tego, jakie myśli kłębiły się w jego głowie na ten temat. Nie istniało chyba nic, co mogłoby zmienić zdanie Pandory.
Owszem, był magnesem na chaos, ale jednocześnie doskonale wiedział, jak sobie z nim poradzić, gdy był już absolutnie nieznośny. Nieczęsto pozwalała sobie na wybuchy temperamentu, gdyby ktoś źle wypowiadał się o niej — nie zrobiłoby to na niej wrażenia, ale nie mogła zwyczajnie znieść tego, jak o sobie mówił. W tak krótkim czasie stał się dla niej zbyt ważny, aby mogła takie głupoty tolerować. Gdyby ktoś obcy wypowiedział się na jego temat w taki sposób, najpewniej oberwał od niej pięścią lub zaklęciem, nie licząc obelg oraz krzywych spojrzeń. Zdawała sobie sprawę, że robił to, o co go chwilę temu oskarżyła nieświadomie. Nie mógł wiedzieć, jak reagowała i co myślała, jaką miał nad nią przewagę, bo albo widzieć nie chciał, albo ona tak dobrze trzymała kontrolę w dłoniach, że trudno było to zauważyć. Dawno już sobie owinął ją dookoła palca, żył jednak w błogiej nieświadomości lub z tego nie korzystał, bo miał szlachetne serce. - Musisz? A myślałam, że robisz to, bo chcesz. - brzmiała zadziornie, uparcie, wewnętrzna iskra zapłonęła mocniej i Merlin jej świadkiem, nie miała pojęcia, dokąd to wszystko zaprowadzi, jak długo będzie mogła trzymać się w ryzach. - Owszem, bywam trochę niezdarna i czasem ściągam kłopoty, ale jakoś udało mi się do tej pory względnie cało przetrwać.. - dodała jeszcze na swoją obronę, pytając następnie o przemianę. I lepiej, żeby do proroka takich spraw nie zgłaszał. Słuchała go uważnie, nieco zaskoczona, ale ostatecznie kiwnęła głową. Wiedziała już, że teraz będzie tysiąc razy bardziej na niego uważała, nie chcąc doprowadzić do uwolnienia jego wilczej strony. Nie dlatego, żeby chronić innych, ale dlatego, że gdyby złapało go na tym Ministerstwo, miałby kłopoty. A to było ostatnie, do czego Prewettówna by dopuściła, o ile oczywiście byłaby takiego zdarzenia świadkiem. Nie wierzyła przecież, że ktoś taki, jak Hjalmar chciałby kogoś zabić z powodu ewentualnego zagrożenia, które można było przegonić na wiele innych sposobów, niekoniecznie rozrywać delikwentowi gardło.
- Nie da się. - odpowiedziała krótko, wzruszając ramionami. Jak niby miałaby udawać, że zapomniała? Zwariował do reszty. Wcale nie brzmiał wiarygodnie, wcale nie zgadzała się z tym, że możliwe było przyzwyczajenie się do samotności i obojętne traktowanie rezygnowania z bliższych relacji z ludźmi, ale powstrzymała się od kolejnego komentarza, wzdychając jedynie. Tylko ze względu na niego, bo doskonale wiedziała, ile stresu go to wszystko kosztowało, jak było trudne i ważne. Skoro zaufał jej na tyle, nie mogła sobie pozwolić na najmniejsze rozczarowanie. Jej twarz nieco złagodniała, gdy zapytał, czy żałowała tego, jak się zachowywała w jego towarzystwie, sprawiając, że pokręciła przecząco głową, wprawiając w ruch brązowe pasma włosów. Kitka nie była już tak ładna, gumka nieco się zsunęła i coraz więcej kosmyków uciekało z uwięzi. - Nie. Zrobiłabym to jeszcze raz i tysiąc kolejnych, jeśli dzięki temu udało nam się pomimo wszystko nawiązać relację, zaprzyjaźnić.. - zaczęła, wzruszając ramionami, bo ona przecież wcale nie pocałowałaby go raz jeszcze, żeby zamknąć buzie jego kolegom, powód był całkiem inny. - No tak, jakaś wariatka z losu podchodzi i Cię całuje, a potem spędzasz z nią całą noc, wspinając się po drzewach i pijąc miód. Też byłabym zaskoczona, gdyby ktoś mi taki numer wywinąć. Może powinnam teraz dawać Ci buziaki co Lithę?
Rzuciła pogodnie, pół żartem i pół serio, bo przecież z nią, to nigdy nie wiadomo. Czy wyznacznikiem jego zainteresowania dziewczyną była zdolność zaimponowania? Szkoda, że nie zaskakiwania, bo w tym podobno nie miała sobie równych.
Mógłby zrobić wszystko, był od niej silniejszy, miał najpewniej wiele argumentów za pasem, które jego zdaniem byłyby właściwie, ale on, zamiast dolewać oliwy do ognia, zasłonił płomień, zabierając mu powietrze. To była naprawdę dla niej nowość, stąd też malujące się na twarzy zdziwienie. Pozostało jej mieć nadzieję, że naprawdę wiedział, że źle zrobił, użył okropnych słów. Już nie wspominając, że znów traktował siebie, jak kogoś gorszego, co wcale nie było prawdą, bo jeden taki blondyn był przez swój sposób bycia i charakter wart więcej, niż takich dziesięciu zadufanych w sobie lalusiów z czarodziejskiej śmietanki towarzyskiej.
Nie mogłaby go uderzyć, wolałaby walnąć w ścianę, niż w niego. Nie bała się przecież bólu, ale zrobienia komuś krzywdy, już tak, chociaż pewnie jej cios nie zrobiłby na nim żadnego wrażenia. Był silny i zahartowany, przypominałoby to pewnie ugryzienie komara, skoro kolców w plecach w ogóle nie czuł, a one sprawiały więcej dyskomfortu, niż ona byłaby w stanie.
Już jej było wszystko obojętne, będzie martwiła się potem konsekwencjami, jak zwykle. Będzie to odkręcała, tłumaczyła się, cokolwiek. Teraz jednak jej palce pewnie chwyciły jego nadgarstek, upomniała się raz jeszcze, ale szept rozsądku cichł z każdym kolejnym centymetrem, którego się pomiędzy nimi pozbywała. Były tam teraz absolutnie niepotrzebne.
Problem z nią był taki, że była uparta i prędzej czy później, robiła, co chciała. A pocałować go chciała już wcześniej, pewnie nawet wczoraj? Ostatnim razem? Nie była pewna, kiedy pierwszy taki kaprys rozniósł się po jej ciele, stłumiony wtedy jeszcze silnym przeczuciem, że nie powinna. Teraz jednak wydarzyło się zbyt dużo, rozbiło to jej koncentrację na tym, aby czegoś nie robić i po prostu się stało. Nie czuła, że drżała mu dłoń, zbyt zajęta próbą uspokojenia się, co wcale nie było łatwe, gdy ciepły oddech rozbijał się na wargach. Nie zdawała sobie sprawy, jak jej dłonie delikatnie błądziły po odkrytych fragmentach skóry, jak przytula się do niego mocniej. Jak można być na siebie złym i jednocześnie całkiem ze swojego działania zadowolonym?
Niechętnie odsunęła się od jego ust, nie mając jednak odwagi spojrzeć mu w oczy, korzystając z luźnych mięśni Islandczyka i sprawiając, że objął ją w pasie. Oparła głowę o jego tors, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć lub zrobić, ale musiała przerwać ciszę, którą przerywało uderzanie jej serca, delikatnie przyśpieszony oddech. Palnęła więc o wilku i o tej najlepszej dziewczynie, jakby było to teraz najważniejsze. Jak bardzo był na nią zły? - No wilk. Powiedziałam Ci, że pluszowy wilk powiedział, że jestem najlepszą dziewczyną na świecie, a on wcale nie był maskotką. - mruknęła cicho, chociaż znajdowała się na tyle blisko niego, głowę mając ułożoną w niewielkiej odległości od szyi oraz ucha, więc na pewno usłyszał. Miała nadzieję, że nie dopyta, za co go właściwie przeprasza i już się miała odezwać, ale zaczął głaskać ją po głowie. Poczuła, jak jej ciało się rozluźnia, jak cała złość gdzieś z niej schodzi, zostawiając w dużej mierze zawstydzenie, ale i poczucie winy. Przesunęła się nieco w jego ramionach, przykładając policzek do jego piersi. - Serce Ci wali jak szalone. W porządku? - zaczęła z odrobiną troski oraz niepokoju w głosie. Przecież nie była nieśmiałą, zagubioną dziewczynką, a to, że czasem był w stanie ją z niej wydobyć, nie odejmowało jej pewności siebie. Przełknęła głośniej powietrze, obydwie jej dłonie znalazły się na jego szyi, a ręce tkwiły oparte o ramiona. Odsunęła się nieco, odchylając głowę do tyłu i z niepewnością odnalazła niebieskie oczy, zastanawiając się, co w nich zastanie. Chciała powiedzieć, że przeprasza go za wszystko, ale to nie były właściwe słowa. - Nie mam? Pocałowałam Cię, znowu, a miałam tego nie robić. Jeszcze się zachowuje, jak ostatnia egoistka i mówię Ci, co masz o sobie myśleć, a co nie, a przecież nie powinnam, ale chciałam. No właśnie, chciałam.. - przerwała na chwilę, przenosząc na chwilę wzrok na bok. Wcale się od niego nie odsunęła, bo zwyczajnie nie chciała, co teraz do niej dotarło. Tylko czemu nie chciała. - Nie, to nie tak. Nie mogę Cię przepraszać, że Cię pocałowałam, skoro chciałam Cię pocałować. Obawiam się też, że istnieje szansa, że znów to zrobię, więc pytanie brzmi, czy Ci to przeszkadza? Tylko nie zadawaj mi, błagam trudnych pytań, bo naprawdę, naprawdę nie wiem niczego, poza tym, że czasem chciałabym Cię w sposób, w jaki chyba nie powinnam? Nie mogę przecież zawieść Twojego zaufania.
Zamilkła, wzruszając delikatnie ramionami, jakby faktycznie, nie bardzo wiedziała, co z tym wszystkim powinna zrobić, co to wszystko znaczyło i jak niby miała się wobec niego zachowywać. Bo przecież byli przyjaciółmi, a nie umiała powiedzieć tego na głos, jakby brzmienie tych słów miało ją cholernie zirytować. Jej palce przemknęły na jego kark, splotła je ze sobą i znów wspięła się na palce, opierając swoje czoło, o jego i przymykając oczy — całe szczęście, trochę się pochylał, a ona była całkiem wysoka. - Jak mi nie wyznaczysz granic, to nie będę wiedziała, gdzie są. A jak ich nie będzie, to sama nie wiem, co się stanie. To jak hazard.