12.02.2024, 22:03 ✶
Ledwo zauważył, kiedy to się zaczęło. Czas płynął nieubłaganie, a Erik kompletnie za nim nie nadążał. Powiedziałby, że zaczęło się to jakoś w połowie lipca, ale po prawdzie sam już sobie nie do końca ufał w tej kwestii. Jakiś jego ruch musiał zapoczątkować ten łańcuch reakcji, z którym się obecnie borykał, czyż nie? Każdy dzień był dla niego wyzwaniem i niespodzianką.
Każdy inny, ale podobny w tym, że niósł ze sobą coraz więcej niewiadomych, które coraz bardziej go przytłaczały. To były intensywny okres, taki który potrafi wryć się w pamięć człowieka na długie lata. Czy to był ten moment, w którym zaczynał tracić kontrolę na poczet oddania jej siłom większym i potężniejszym od niego? A może po prostu gorszy czas, jaki nawiedzał każdego, a który po prostu trzeba było przeżyć, aby wszystko uległo zmianie na lepsze? Nie wiem, ja po prostu..., pomyślał Erik, gdy nieoczekiwanie odezwała się jego siostra.
— ...Nie wiem — odparł automatycznie, kończąc swoją myśl na głos. Oderwał zmęczone spojrzenie od widoku za oknem lokalu i skierował je ku Brennie. Otworzył usta, jednak zaraz je zamknął, myśląc o zawartości ostatnio wysłanych zaproszeń. — Nie napisali, że nie będą w stanie przyjść, jeśli to się liczy. Liczę, że wpadną. — Jego głos brzmiał mrukliwie i marszczył przy tym czoło jak niedouczony student z dobrą wolą na zbyt trudnej dla niego lekcji. — Departament Skarbu jest chyba jedynym wydziałem, który nie wysyła swoich pracowników na urlop w trakcie lata. Nie wiem, na jak długo wpadnie Elliot. O ile uda mu się wyrwać.
Odczekał, aż drewniana ława wyląduje na swoim miejscu, po czym rozłożył na nich małe świeczniki, aby zaraz zatknąć na nim kolorowe świeczki. Westchnął przeciągle, przyglądając się swojemu małemu dzieło. Niby nic specjalnego, ale liczył, że te małe akcenty pomogą w utworzeniu przyjemnej atmosfery w lokalu. Nie były to jednak klimaty, w jakich obracali się na co dzień; Erik był bardziej przyzwyczajony do organizacji eleganckich przyjęć, a nie potańcówek w Dolinie Godryka. Ale cóż, był to zdecydowanie lepszy sposób na zbliżenie do siebie ich krewnych i przyjaciół.
— Perseusz ma tu z Lecznicy Dusz rzut kamieniem, więc raczej powinien trafić? — Zerknął na siostrę, przechylając głowę w bok, jakby dając jej tym samym znać, aby podeszła zobaczyć układ świeczników. — Chyba, że panna Rookwood stwierdzi, że go jednak nie puści na wiejskie tańce. — Uśmiechnął się półgębkiem. — W sumie, jest spore ryzyko, że na ślubie pojawi się z adoptowaną kozą, jak zostanie tu na całą noc.
Rozumiał, że Brenna mogła się obawiać jego obecności na imprezie. Bądź co bądź, nikt nie chciał mieć na sumieniu ceremonii ślubnej i wesela młodego Blacka. Ktoś będzie musiał go mieć na oku i uważać, żeby opuścił lokal o jakiejś ludzkiej godzinie. O ile Elliot przyjdzie, to nie powinno być z tym kłopotu, pomyślał przelotnie. Jako współorganizatorowi, pewnie przypadnie mu obowiązek zadbania o to, aby za kulisami wszystko działało, ale zamierzał też spędzić trochę czasu pośród gości. Nie miał problemu z tym, aby przypilnować blacka i Malfoya.
— Bo za dużo czasu spędzają w ściśle określonych ramach, więc każda okazja do spontaniczności jest jak ucieczka od codziennych problemów? — rzucił z nutą sarkazmu, pocierając lekko niewyspane oczy. — No i to impreza dla czarodziejów. Ludzie chcą tej mistycznej szczypty magii.
Każdy inny, ale podobny w tym, że niósł ze sobą coraz więcej niewiadomych, które coraz bardziej go przytłaczały. To były intensywny okres, taki który potrafi wryć się w pamięć człowieka na długie lata. Czy to był ten moment, w którym zaczynał tracić kontrolę na poczet oddania jej siłom większym i potężniejszym od niego? A może po prostu gorszy czas, jaki nawiedzał każdego, a który po prostu trzeba było przeżyć, aby wszystko uległo zmianie na lepsze? Nie wiem, ja po prostu..., pomyślał Erik, gdy nieoczekiwanie odezwała się jego siostra.
— ...Nie wiem — odparł automatycznie, kończąc swoją myśl na głos. Oderwał zmęczone spojrzenie od widoku za oknem lokalu i skierował je ku Brennie. Otworzył usta, jednak zaraz je zamknął, myśląc o zawartości ostatnio wysłanych zaproszeń. — Nie napisali, że nie będą w stanie przyjść, jeśli to się liczy. Liczę, że wpadną. — Jego głos brzmiał mrukliwie i marszczył przy tym czoło jak niedouczony student z dobrą wolą na zbyt trudnej dla niego lekcji. — Departament Skarbu jest chyba jedynym wydziałem, który nie wysyła swoich pracowników na urlop w trakcie lata. Nie wiem, na jak długo wpadnie Elliot. O ile uda mu się wyrwać.
Odczekał, aż drewniana ława wyląduje na swoim miejscu, po czym rozłożył na nich małe świeczniki, aby zaraz zatknąć na nim kolorowe świeczki. Westchnął przeciągle, przyglądając się swojemu małemu dzieło. Niby nic specjalnego, ale liczył, że te małe akcenty pomogą w utworzeniu przyjemnej atmosfery w lokalu. Nie były to jednak klimaty, w jakich obracali się na co dzień; Erik był bardziej przyzwyczajony do organizacji eleganckich przyjęć, a nie potańcówek w Dolinie Godryka. Ale cóż, był to zdecydowanie lepszy sposób na zbliżenie do siebie ich krewnych i przyjaciół.
— Perseusz ma tu z Lecznicy Dusz rzut kamieniem, więc raczej powinien trafić? — Zerknął na siostrę, przechylając głowę w bok, jakby dając jej tym samym znać, aby podeszła zobaczyć układ świeczników. — Chyba, że panna Rookwood stwierdzi, że go jednak nie puści na wiejskie tańce. — Uśmiechnął się półgębkiem. — W sumie, jest spore ryzyko, że na ślubie pojawi się z adoptowaną kozą, jak zostanie tu na całą noc.
Rozumiał, że Brenna mogła się obawiać jego obecności na imprezie. Bądź co bądź, nikt nie chciał mieć na sumieniu ceremonii ślubnej i wesela młodego Blacka. Ktoś będzie musiał go mieć na oku i uważać, żeby opuścił lokal o jakiejś ludzkiej godzinie. O ile Elliot przyjdzie, to nie powinno być z tym kłopotu, pomyślał przelotnie. Jako współorganizatorowi, pewnie przypadnie mu obowiązek zadbania o to, aby za kulisami wszystko działało, ale zamierzał też spędzić trochę czasu pośród gości. Nie miał problemu z tym, aby przypilnować blacka i Malfoya.
— Bo za dużo czasu spędzają w ściśle określonych ramach, więc każda okazja do spontaniczności jest jak ucieczka od codziennych problemów? — rzucił z nutą sarkazmu, pocierając lekko niewyspane oczy. — No i to impreza dla czarodziejów. Ludzie chcą tej mistycznej szczypty magii.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞