Rozejrzał się, próbując spojrzeć na świat tak samo, jak patrzył na niego Neil, ale on widział głównie nieznane mu gatunki, które podobały mu się bardziej i mniej oraz wspomnienia, bliskie, rodzinnych obiadów na tarasie, oraz dalsze, gdy zdarł sobie kolana, wdrapując na jedno ze starszych drzew. Dalej, między jabłoniami, był wydeptany plac, niewidoczny po zmierzchu, gdzie uczył się fechtować z ojcem. Cenił sobie bardzo to wspomnienie, które wyrobiło mu postawę podczas rzucania czarów. Przestrzeń przelewała się sentymentem.
— Nie są moje. Wydaje mi się, że te zagonki są Dory, jest bardzo szczegółowa jeśli chodzi o jej rośliny. Tamte kwiaty hoduje Elise... — wskazał krzaki róż, z których większość jeszcze nie zaczęła kwitnąć, ale cała rabata prezentowała się prześlicznie i bardzo starannie. — To moja szwagierka — pospieszył z tłumaczeniem, zaraz jednak jego na jego twarz wpłynął uśmiech szczwanego lisa i zabrzmiała nadęta, teatralna duma chwalipięty. — Wiesz... W końcu jestem synem pana tego domu. A tobie podobają się kwiatki.
Westchnął na koniec, niemal zrezygnowany, chociaż w rzeczywistości na tę chwilę Neil patrzył właśnie na niego. Młodzieniec jawił się podobnie, zwłaszcza jego oczy, jak lustra, jak własne księżyce. Uwielbiał jego oczy.
O przebaczenie zawsze można się pomodlić, a tego wieczoru światła nie oślepiały go, więc przybliżył się do Neila i otulił jego policzki swoimi dłońmi, jakby chciał zamknąć pomiędzy jednym chłodem, a drugim, miękkie serce skowronka, by zbliżyć swoje usta do jego w szczodrym pocałunku, zakrywającym o namiętność, na którą sobie nie pozwolił w mieszkaniu Neila. Również na niego wpłynęło wydarzenie, jakby coś przeskoczyło w jego głowie, zmieniło jego chemię.
Przylgnął całym, zimnym ciałem do Neila, wilgoć ubrań jeszcze dodawała wrażenia chłodu na skórze, nie zamierzał się jednak tym przejmować, nie teraz, gdy przesuwał dłonie we włosy Enfera, aby zacisnąć palce na ciemnych puklach i lekko ciągnąc w pasji. Tutaj byli niewidoczni, a ogród zbyt ogromny i ciemny, aby ktokolwiek ich dostrzegł przez okna.