Sama forma tej imprezy była bardzo specyficzna. Różniła się od tego, gdzie zazwyczaj bywali. Nie oszukujmy się, jedno i drugie pewnie wolałoby teraz siedzieć w jakimś pubie, pić piwo i zagryzać je kebabem. Jednak Wood od czasu do czasu lubiła się wystroić i poudawać damę, ta sytuacja była wręcz idealna do tego. Ona w przeciwieństwie do Camerona nie miała problemu z tym, żeby przeskakiwać między swoimi różnymi wersjami, potrafiła bez problemu odnaleźć się w miejscu jak to, bo bywała na podobnych wydarzeniach dosyć często. Przychodziło jej więc to z łatwością.
Ruda od zawsze towarzyszyła matce na różnych bankietach, balach. Była jej jedyną córką, musiała tam błyszczeć, przynosić dumę swoim rodzicom, szczególnie, że odkąd tylko pamiętała byli na świeczniku, wcale nie tak łatwo być córką jednej z najlepszych szukających na świecie. Czekali na jej błędy, a ona z satysfakcją im się podkładała, bawiły ją te wszystkie artykuły w gazetach i plotki, lubiła jak o niej mówili, nie ważne co, ważne, aby nie dała o sobie zapomnieć.
- Może mam, a może nie. - Oczy jej błysnęły, jednak nie powiedziała mu o czym pomyślała. - Już daj spokój, nie musisz się ze mnie nabijać. - Czuła, że próbuje jej dogryźć, wcale nie była taka wspaniała, zdawała sobie z tego sprawę.
Ruda nadal nie miała pojęcia, co się dzieje. Wiedziała, że coś jest nie tak, tyle że póki co nie uzyskała żadnych konkretnych informacji. Cameron obrócił ją w tańcu i wreszcie to z siebie wyrzucił. Jej twarz wskazywała na to, że myśli, bardzo intensywnie, co nie zdarzało się zbyt często. - Dobra, nie bylismy zaproszeni, to co my tu właściwie robimy? - Jakoś im się przecież udało tutaj wejść. Nie było czasu na zadawanie pytań, później jej o wszystkim opowie, teraz powinni działać.
Nie stresowała się wcale brakiem zaproszenia, co mogą im zrobić, wyrzucić stąd? Nie był to koniec świata, Lupin objął ją mocniej, przyciągnął do siebie. Najwyraźniej miał jakiś plan, zamierzała mu zaufać. - Jestem w tym z tobą, tylko powiedz kiedy zaczynamy. Ufam ci, zawsze. - Dodała jeszcze.