O ojcach można napisać bardzo wiele opowieści. O rodzicach w ogóle. Cała rodzina Longbottomów zwykła mówić, że Morpheus był synem swojej matki, co zresztą było widoczne bardzo wyraźnie w najbardziej wydatnych cechach mężczyzny. Po matce odziedziczył dary Trzeciego Oka, które w bardzo silny sposób naznaczyły go od początku jego życia, będąc pierwszymi objawami naleśników. Chociaż ciężko było sobie wyobrazić pięcioletniego czarodzieja, w krótkich spodenkach i podkolanówkach, klasycznych dla ówczesnych dzieci arystokratów (a również widoczne pośród potomstwa obecnej rodziny królewskiej), to rzeczywiście ogromne, brązowe oczy spoglądały znad znienawidzonej owsianki, by dziwnym głosem dziecięcym chłopiec powiedział, że ciotka Elsbeth ma nowy pierścionek od jakiegoś brzydkiego pana, oświadczając dzień na przód oświadczyny dalekiej krewnej, już uznanej od dawna za starą pannę.
Później ten sam dar, który otrzymał od matki, nakazywał mu czuwać przy jej łóżku, aż jej oddech nie zgasł całkowicie, a dłoń, którą trzymał, nie rozluźniła się z uścisku. Wcześniej kobieta ostatkiem sił zdjęła z szyi czasozmieniacz i powiesiła na szyi najmłodszego syna, ofiarowując mu jeden z najpotężniejszych artefaktów w świecie czarodziei. Matka Morpheusa zaznaczała się w jego życiu bardzo grubymi, jasnymi kreskami, podczas gdy ojciec jawił się jako subtelniejsze elementy.
Morpheus poruszał się biegle w języku kpiny i sarkazmu, miał starsze rodzeństwo, na dodatek zajmował się niezbyt dobrze widzianą dziedziną, nie potrzebował ani tłumacza, ani głębokich przemyśleń, aby zrozumieć implikacje w tonie na słowa o przyjacielu.
— Przekażę. Na pewno doświadczenia z dziwnym, śpiewającym osobnikiem, który wciąga pod wodę, skłonią go do dalszych przygód pływackich dokładnie w tym miejscu, w którym prawie pożegnał się z życiem — Morpheus uśmiechnął się w ten okropny, fałszywy sposób, zupełnie odmienny od pierwszego, bardzo szczerego powitania. Usta miał nieco za bardzo ściśnięte, a spojrzenie zmatowiało. — Cieszę się jednak, że już nie ma po nim śladu, mam nadzieję, że na dobre. Może odstraszył go pan samą swoją obecnością. Byłoby to korzystne, rozpoczyna się sezon na letnie kąpiele.
Morpheus postanowił być ponad dziecinne zagrywki jasnowłosego czarodzieja, skoro decydował się oceniać go przez pryzmat uprzedzeń i przekonań, nie zamierzał z tym walczyć, bo już dawno pojął, że to orka na ugorze, a on uciekał od pracy fizycznej, jak daleko tylko się dało. Szanował dzieła rąk, na Longbottomowy sposób, nadal jednak był człowiekiem umysłu, nie czynu, w głównej mierze.
— A co z resztą kniei? Czy widać znów wzmożoną aktywność tych zjaw? Przykro mi, że musiał się pan rozstać chwilowo ze swoim domem.
Nieświadomie przesuwał stopami po piasku, zasypując skórę szorstkim pyłem, zakopując palce i odkopując w cieple pierwszych wiosennych upałów.