13.02.2024, 11:57 ✶
Herbata była dobra na ukojenie nerwów, wspomagała także sen - lecz w niektórych przypadkach nawet ona nie była w stanie pomóc. Skąd to wiedział? Cóż… Rodolphus nie należał do zbyt rozrywkowych osób na tym świecie: nie pił, nie palił, narkotyków tym bardziej nie brał. Za kawą nie przepadał, podobnie jak za smakiem słodkiego, chociaż w tych dwóch przypadkach zdarzało się, że robił wyjątek. Zwykle siedział w pracy lub mieszkaniu, które estetyką przypominało mieszkanie Nicholasa. Nie, zdecydowanie nie był typem rozrywkowym, a wręcz przeciwnie: do porzygu nudnym. Pijał więc herbatę zamiast kawy, odrzucając jak najbardziej się dało większość używek tego świata.
- Los nic tu nie ma do rzeczy, Nicholasie - mruknął, nie bez zaskoczenia wpatrując się w Traversa. Nigdy nie posądziłby go o bycie osobą, która powierza swoją przyszłość takim bzdurom, jak los. Nie chodziło o to, by zamordował obecnego szefa Komnaty, lecz każdy Niewymowny wiedział, że tego stanowiska nie piastowało się zbyt długo. Zamiast liczyć na los, Nicholas powinien być po prostu w gotowości, robić wszystko by to on był pierwszym wyborem, jeśli chodziło o awans. Nie miał pojęcia, czy Travers się starał, ale zakładał - być może błędnie - że to robił a wcześniejsza wypowiedź była utartym frazesem.
Lestrange opróżnił szklankę. Na ten moment poza delikatnym paleniem przełyku i ostrym, specyficznym posmakiem alkoholu, nie odczuwał jego skutków. Doskonale jednak wiedział, że to było zgubne uczucie, bo zanim ten dostanie się do krwi i wpłynie na cały organizm: minie trochę czasu. Jednak kolejne pytanie Nicka było tym, którego nie chciał słyszeć. Sięgnął więc wbrew sobie po butelkę i jeśli mężczyzna chciał, to najpierw nalał jemu, a potem sobie.
- Można powiedzieć, że sam rozwiązał swój problem - odpowiedział po chwili namysłu, obracając szklankę w dłoni. Przyglądał się, jak płyn rozbijał się o szkło, tworząc bursztynowe, niespokojne morze. - Plotki okazały się być nadinterpretacją, a osoba je rozpuszczająca nie będzie miała okazji, by ponownie je rozpuścić.
Mówił niezwykle ogólnikowo i tak po prawdzie to nieznacznie manipulował faktami, chociaż technicznie rzecz biorąc wcale nie kłamał. Ona nie będzie już miała okazji by się tym interesować, a plotki faktycznie były nadinterpretacją.
- Mogę cię zapewnić, że Robert jest bezpieczny, jeśli to miałeś na myśli - czy był bezpieczny? Na ten moment: tak. Czy będzie bezpieczny? Tego już musiał przypilnować sam Lestrange: nie tylko dla dobra Mulcibera, ale przede wszystkim dla siebie samego.
- Los nic tu nie ma do rzeczy, Nicholasie - mruknął, nie bez zaskoczenia wpatrując się w Traversa. Nigdy nie posądziłby go o bycie osobą, która powierza swoją przyszłość takim bzdurom, jak los. Nie chodziło o to, by zamordował obecnego szefa Komnaty, lecz każdy Niewymowny wiedział, że tego stanowiska nie piastowało się zbyt długo. Zamiast liczyć na los, Nicholas powinien być po prostu w gotowości, robić wszystko by to on był pierwszym wyborem, jeśli chodziło o awans. Nie miał pojęcia, czy Travers się starał, ale zakładał - być może błędnie - że to robił a wcześniejsza wypowiedź była utartym frazesem.
Lestrange opróżnił szklankę. Na ten moment poza delikatnym paleniem przełyku i ostrym, specyficznym posmakiem alkoholu, nie odczuwał jego skutków. Doskonale jednak wiedział, że to było zgubne uczucie, bo zanim ten dostanie się do krwi i wpłynie na cały organizm: minie trochę czasu. Jednak kolejne pytanie Nicka było tym, którego nie chciał słyszeć. Sięgnął więc wbrew sobie po butelkę i jeśli mężczyzna chciał, to najpierw nalał jemu, a potem sobie.
- Można powiedzieć, że sam rozwiązał swój problem - odpowiedział po chwili namysłu, obracając szklankę w dłoni. Przyglądał się, jak płyn rozbijał się o szkło, tworząc bursztynowe, niespokojne morze. - Plotki okazały się być nadinterpretacją, a osoba je rozpuszczająca nie będzie miała okazji, by ponownie je rozpuścić.
Mówił niezwykle ogólnikowo i tak po prawdzie to nieznacznie manipulował faktami, chociaż technicznie rzecz biorąc wcale nie kłamał. Ona nie będzie już miała okazji by się tym interesować, a plotki faktycznie były nadinterpretacją.
- Mogę cię zapewnić, że Robert jest bezpieczny, jeśli to miałeś na myśli - czy był bezpieczny? Na ten moment: tak. Czy będzie bezpieczny? Tego już musiał przypilnować sam Lestrange: nie tylko dla dobra Mulcibera, ale przede wszystkim dla siebie samego.