13.02.2024, 13:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.10.2024, 22:58 przez Król Likaon.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz tajemnic IV
Rozliczono - Morpheus Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Rozliczono - Morpheus Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Brenna po powrocie do Warowni z Nokturna, a konkretnie z podziemnych ścieżek, miała ochotę po prostu paść na łóżko i iść spać, najlepiej na najbliższy rok, licząc, że może w tym czasie wszystkie problemy same się rozwiążą. Planowała natomiast coś zupełnie innego - czyli najpierw dać kuzynce wyleczyć twarz, a potem wpaść do Dory i poprosić o pomoc w poszukiwaniu informacji o mitycznych wyspach, a także stworzeniach i zaklęciach mogących sięgnąć cudzego strachu i pragnień. Dora wiedziała o magii znacznie więcej niż Brenna, może będzie w stanie pomóc?
Zamiast tego jednak usłyszała z pewnym zdziwieniem o orkiestrze, o trzynastolatkach pukających do progu, o wielkim ciastku, pokrytym słodkim lukrem, o długach w jakimś burdelu i o pogróżkach wobec Morpheusa. Zostawiła mu więc na biurku liścik, a potem poszła przebrać się z ubrań, które przesiąkły nieprzyjemnymi woniami Nokturna i wciąż szybki prysznic.
I bardzo, bardzo starała się myśleć wyłącznie o dziwnych wyspach i mrocznej magii, a nie o tym, że Heather uszkodziła sobie nogę, i jakim cudem pewien auror aportował się dokładnie na Nokturnie, i czy przypadkiem jak pójdzie pokazać tę obitą twarz kuzynce, nie powinna przy okazji prosić o sprawdzenie, czy na pewno nie ma żadnych klątw albo, ehem, ehem, magicznych więzi do przerwania.
Ale odpowiedź sprawiła, że ostatecznie Brenna nie poszła ani do Danielle, ani do Crawleyówny. Zamiast tego, z wciąż wilgotnymi włosami, i policzkiem, który przybrał wyjątkowo twarzowe odcienie fioletu i czerwieni, wparowała prosto do pokoju wujka.
Z accio na ustach.
- Sprawdziłeś chociaż, czy na pewno czegoś do tego nie dodano? - zapytała, chwytając porwane magią ciastko i spoglądając na nie podejrzliwie, spod zmarszczonych brwi. – Kiedyś ktoś przysłał… komuś czekoladki z całym wiadrem amortencji w środku – powiedziała, nie chcąc przyznawać, że chodziło o Derwina, bo wymawianie jego imienia byłoby tutaj bardzo złym pomysłem. – Oboje wiemy, że możesz zjeść najwyżej jedną trzecią – oświadczyła, wkraczając do pokoju i odkładając ostatecznie to ciastko z powrotem na biurko tego, który nie bał się nawet bogów i chyba był bliski zapadnięcia na śpiączkę cukrzycową. Ale chyba się powstrzyma, prawda? Nie był dzieckiem. Nie był, prawda? Nie musiała mu tego ciastka tak naprawdę zabierać przemocą, bo to byłoby bardzo niegrzeczne i niepotrzebne?
– Jest ktoś, kto mógłby zrobić ci taki durny dowcip? – spytała prosto z mostu, bo zwyczajnie się m a r t w i ł a. Gdyby to był ktoś, kto Morpheusa dobrze znał lub naprawdę lubił i chciał się tylko powygłupiać, nie przesyłałby mu ciastek. Może to ciastko było pogróżką. Na dodatek do tej karteczki. Wolała więc wybadać, na ile sprawa jest poważna i czy na listę rzeczy do zrobienia powinna wpisać także szukanie nadawcy dziwnej wiadomości.
Translokacja
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.