13.02.2024, 17:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.02.2024, 17:47 przez Cameron Lupin.)
— N-nie n-nabijam! — odparł, nachylając się subtelnie ku Heather. — Lepiej być określanym przez kilka tytułów niż przez jeden. Ludzie nie są jednowymiarowi. T-to, że jesteś ruda, nie znaczy, że to centrum twojej osobowości. Rozumiesz, co mam na myśli?
Gdyby wszyscy bez namysłu uznali Heather za ''Rudą'' momentalnie ściągnęła ku sobie wszystkie stereotypy dotyczące rudowłosych kobiet jak chociażby gorący temperament. Człowieka nie określała jednak tylko jedna cecha, stanowili sumę swych doświadczeń, a takie tytuły dosyć jasno wskazywały na głębię, jaka się za tym kryła. Wskazywała na bogactwo przeżyć, kładąc akcenty na najważniejsze rozdziały w historii życia.
Nieco wystraszył się na widok jej poważnej miny. Słowa, które wypłynęły z ust panny Wood, wybiły go z rytmu. Miał wrażenie, że zupełnie odmiennie postrzegają sytuację w jakiej się znaleźli. Może faktycznie przesadzał? Tak bardzo chciał sprawić jej przyjemność, że wszystkie przeszkody jakie mogli napotkać urosły w jego oczach do rangi śmiertelnego niebezpieczeństwa.
— Ch-chciałem cię zadowolić — mruknął speszony, walcząc z samym sobie, aby nie odwrócić spojrzenia od jej twarzy. Zaniżony ton głosu sprawił, że jąkanie nieco ustąpiło. — N-nie powinnaś kisić się przez resztę lata w moim pokoju. Na co dzień nie mam gdzie cię zabrać, a potem usłyszałem o tym balu, więc... P-p-przeszmuglowałem nas tutaj. Po znajomości. Leczyłem jednego z ochroniarzy w H-hogwarcie.
Nie chciał się do tego przyznawać. Naprawdę liczył, że dotrwają do końca tej nocy i nie wzbudzą niczyich podejrzeń. I może nawet by im się to udało, gdyby Cameron był bardziej stanowczy. Gdyby stwierdził, że to on decyduje, co będą robić. Tylko że to nie było w jego stylu. Zawsze brał pod uwagę zdanie najbliższych, w tym wypadku Heather. Oczami wyobraźni widział scenę, gdzie wymykają się do ogrodu pod koniec przyjęcia i dopiero wtedy, gdy już nie mają nic do stracenia, zdradza jej, jak właściwie udało mu się to załatwić. Nie sądził, że będzie musiał zrobić to na sali balowej.
— M-mam nadzieję, że nie pożałujesz tego za dziesięć minut — wyszeptał, zwalniając nieco kroku.
Skoczna muzyka zdawała się tracić na energiczności, sprawiając, że goście raz jeszcze zbliżyli się ku sobie w wolnym segmencie tanecznym. Kątem oka Cameron zerknął ku kobietom, które ich obserwowały z tłumu. Dalej tam były. I dalej patrzyły, ewidentnie zerkając co rusz na papiery, jakie miały ze sobą. Lupin ledwo nauczył sobie radzić z prasą, a teraz miał stanąć w szranki z arystokracją? To dopiero będzie wyzwanie.
Gdyby wszyscy bez namysłu uznali Heather za ''Rudą'' momentalnie ściągnęła ku sobie wszystkie stereotypy dotyczące rudowłosych kobiet jak chociażby gorący temperament. Człowieka nie określała jednak tylko jedna cecha, stanowili sumę swych doświadczeń, a takie tytuły dosyć jasno wskazywały na głębię, jaka się za tym kryła. Wskazywała na bogactwo przeżyć, kładąc akcenty na najważniejsze rozdziały w historii życia.
Nieco wystraszył się na widok jej poważnej miny. Słowa, które wypłynęły z ust panny Wood, wybiły go z rytmu. Miał wrażenie, że zupełnie odmiennie postrzegają sytuację w jakiej się znaleźli. Może faktycznie przesadzał? Tak bardzo chciał sprawić jej przyjemność, że wszystkie przeszkody jakie mogli napotkać urosły w jego oczach do rangi śmiertelnego niebezpieczeństwa.
— Ch-chciałem cię zadowolić — mruknął speszony, walcząc z samym sobie, aby nie odwrócić spojrzenia od jej twarzy. Zaniżony ton głosu sprawił, że jąkanie nieco ustąpiło. — N-nie powinnaś kisić się przez resztę lata w moim pokoju. Na co dzień nie mam gdzie cię zabrać, a potem usłyszałem o tym balu, więc... P-p-przeszmuglowałem nas tutaj. Po znajomości. Leczyłem jednego z ochroniarzy w H-hogwarcie.
Nie chciał się do tego przyznawać. Naprawdę liczył, że dotrwają do końca tej nocy i nie wzbudzą niczyich podejrzeń. I może nawet by im się to udało, gdyby Cameron był bardziej stanowczy. Gdyby stwierdził, że to on decyduje, co będą robić. Tylko że to nie było w jego stylu. Zawsze brał pod uwagę zdanie najbliższych, w tym wypadku Heather. Oczami wyobraźni widział scenę, gdzie wymykają się do ogrodu pod koniec przyjęcia i dopiero wtedy, gdy już nie mają nic do stracenia, zdradza jej, jak właściwie udało mu się to załatwić. Nie sądził, że będzie musiał zrobić to na sali balowej.
— M-mam nadzieję, że nie pożałujesz tego za dziesięć minut — wyszeptał, zwalniając nieco kroku.
Skoczna muzyka zdawała się tracić na energiczności, sprawiając, że goście raz jeszcze zbliżyli się ku sobie w wolnym segmencie tanecznym. Kątem oka Cameron zerknął ku kobietom, które ich obserwowały z tłumu. Dalej tam były. I dalej patrzyły, ewidentnie zerkając co rusz na papiery, jakie miały ze sobą. Lupin ledwo nauczył sobie radzić z prasą, a teraz miał stanąć w szranki z arystokracją? To dopiero będzie wyzwanie.