Trudna rzecz do przełknięcia dla takiego kujona jak Longbottom, ale Morpheus nie miał pojęcia, że słodka woda może być szkodliwa dla syren. Jego doświadczenia z tymi istotami to urywki wspomnień wiedzy podręcznikowej ze szkolnych zajęć; wiedział gdzie powienien szukać informacji, ale nigdy nie potrzebował tego robić. W Grecji zaś nie płynęli w okolicach ich leża, słynnego z opowieści o Odyseuszu, więc i tutaj ominęły go doświadczenia z nimi związane. Najbliżej z syrenami było mu w łazience prefektów, gdzie na witrażu piękne wyobrażenie czesało sobie włosy i śpiewało bez dźwięku.
Zaniepokojenie Samuela nie udzieliło mu się w żaden sposób, bo nie obchodziła go wodna istota poza wiedzą, że nie skrzywdzi nikogo z Doliny Godryka.
— Mogę oddać ci wspomnienie tej istoty, nawet jeśli dobrze jej nie widziałem w wodzie. Nie miał żadnych obrażeń, nie takich, które zostawiłby jakiekolwiek ślady do obejrzenia. Więcej szkody narobiła woda.— Morpheus zmarszczył brwi, w jego dłoni niemal z próżni pojawiła się smukła i w bardzo prosta w wyglądzie różdżka, którą przyłożył sobie do skroni i wyciągnął z niej cieniutką, srebrzysto-błękitną nić. W tym samym czasie grzebał w kieszeniach spodni i wyciągnął z nich maluteńką fiolkę, w której umieścił wspomnienie i podał ją na otwartej dłoni Samuelowi.
— Proszę, mam nadzieję, że wystarczy do weryfikacji pana przypuszczeń.
Czarownicy rzadko dzielili się wspomnieniami, jednakże coś na twarzy Leśniczego, w jego obawie o dobrostan domniemanej syreny, poruszyło moralność Morpheusa i postanowił pozwolić mu spojrzeć na wydarzenia. Cała wizja zaczynała się od niego na pomoście, krzyczącego imię Neila, światło i nurkowanie, aż do nieszczęsnego zderzenia z pomostem, obejmując całokształt wspomnień o wodnym monstrum, które zwabiło w swoje sidła młodego czarodzieja.
Lustrował Samuela, jego nerwowość. Miał wrażenie, gdy na niego patrzył, że mężczyzna wrastał niejako w rzeczywistości kniei. Nawet jeśli tak nie było, w nierealizmie swojego postrzegania, Morpheus widział go, częściowo porośniętego mchem i pnączami, z płonącymi błękitem oczami sprawiedliwości natury, a jak wiadomo, ona sama miała zabawne sposoby na powstrzymywanie swoich ludzkich oprawców.
— Jest pan prawdziwym opiekunem tego miejsca. W sposób, który służy tej przestrzeni, a nie tym, którzy chcą ją nachodzić — powiedział na głos coś, czemu najbliżej było do komplementu.