Wspólne wyjście, do którego tak po prawdzie to Malfoya zmusiła, nie było czymś, czego się spodziewała. Renigald nie zaliczał się do grona jej ulubieńców. Penny niekoniecznie była zainteresowana tym, żeby spędzać czas z blondynem. A jednak to robiła. Zdecydowała się na tak desperacki krok; na tak duże poświęcenie. Najwyraźniej była gotowana na wiele, byle tylko dostać się na to przyjęcie.
I spotkać z pewną osobą.
Penny wiedziała, że na przyjęciu organizowanym przez rodzinę Reginy, pojawi się dziennikarka, z którą musiała się spotkać. Do tej pory ruda miała problem z tym, żeby nawiązać z kobietą kontakt. Wiecznie zajęta, nie miała dla niej czasu. Nie miała go też dla Zaczarowanych Różności - a właśnie na tym, na artykule o sklepie oraz jego asortymencie, Weasleyównie zależało najbardziej. Chodziło o reklamę, która powinna była przyciągnąć klientów. A także pieniądze.
Bez tych ostatnich ciężko było funkcjonować.
Nie zamierzała brać do siebie niczego, co padnie z ust blondyna. Przejmować się mniej lub bardziej irytującymi docinkami Reginy. Od samego ranka powtarzała sobie, że to tylko kilka godzin. Nie decydowała się przecież spędzić z nim całego życia. Nie mieli brać ślubu, a następnie wychowywać razem gromadki dzieci. Swoją drogą - brzmiało to niczym prawdziwy koszmar. Pewnie zbudziłaby się po takimi cała zalana potem. Zostawmy to jednak. Ograniczmy się do tego, że dzięki swojemu nastawieniu, nie wzięła do siebie uwagi dotyczącej sukienki. Tak bardzo nieodpowiedniej w stosunku do okazji. Niby ładnej, ale niestety - nie dość dobrej.
Była też w stanie przetrwać kolejne minuty w jego towarzystwie.
- W naszej części miasta, nie ma tak wysokich budynków. - zauważyła. Nie rozumiała tej irytacji. Tego niezadowolenia. Czy to naprawdę stanowiło tak dużą różnice? Dzięki temu, że wszystko odbywało się w tym miejscu, mogli podziwiać panoramę miasta. Wyglądało to niesamowicie. Było inne od tego, co mogli oglądać na co dzień. - Widok na miasto jest stąd niesamowity. - dodała jeszcze. Dla niej mugolski Londyn był interesujący. Przyciągał Penny niczym magnez. Zawsze chętnie zapuszczała się w te regiony miasta. Nie unikała też towarzystwa samych mugoli. Uważała ich za... cóż, ciekawych.
Tylko czy było to coś, czym mogła się podzielić z Reginą? Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że widzieli to zupełnie inaczej. Wiedziała też, że ją samą nie uważał za dość dobrą. Podobnie jak wielu innych czystokrwistych, Malfoy był po prostu dupkiem.
Mogła to jednak przeżyć - tym razem.
Przyjęła podaną przez niego lampkę z szampanem. Nie śpieszyła się jednak, aby upić choćby łyk musującego alkoholu. Zamiast tego wysłuchała Malfoya. Był jak zawsze szalenie uprzejmy. Człowiek, na którego można liczyć. Cudem powstrzymała się przed prychnięciem. Nie chciała sprzeczać się z nim, ściągać na siebie uwagi. Była na przyjęciu jego rodziny. Znajdywali się w jego piaskownicy. Tutaj Regina był górą. Musiała to zaakceptować. Jakoś przełknąć. Korzystać z tego, co było jej dane.
Co wywalczyła sobie sama?
- Oczywiście. Będę dwa kroki za Tobą. Mogę też udawać niemowę. - nie powstrzymała się jednak przed tą drobną uszczypliwością. Złośliwością. Tylko czy Malfoy na to w ogóle zwróci uwagę? Przejmie się jej zachowaniem? Mocno wątpliwe. Nie było sensu się tutaj oszukiwać. No cóż. Przynajmniej mogła sobie pogadać. - Wiesz czy panna Larson już jest? - zamiast to przeciągać, zadała pytanie. Takie, które dotyczyło tego, co ją interesowało. Tego, co ją tutaj przyciągnęło.