29.11.2022, 20:54 ✶
Święto Ostary było dla niego prawdziwym wytchnieniem. Co roku, tydzień przed świętem wszyscy pracownicy jego departamentu zamykali bądź zawieszali trwające zadania, wykopaliska i oględziny. Każdy czarodziej przygotowywał się aby na czas tego wiosennego święta nie mieć zbyt dużej ilości pracy. Castiel nie był wyjątkiem. Należał do grona początkujących pracoholików jednak skrycie uwielbiał jarmarki, światła, śpiewy, tańce, muzykę. Od wielu lat dyskretnie przyjaźnił się z Laylą Bell, a więc ta barwa i różnorakie atrakcje wabiły go. Być może nie brał udziału w większej ilości zabaw ale sama obserwacja niezwykle go odprężała. Ubrany był też w jaśniejsze kolory. Rękawy koszuli podwinął do łokci i o dziwo, szedł boso. Buty związane sznurowadłami powiesił sobie na ramieniu, a różdżkę wsunął za ucho. Ewidentnie był odprężony czego bardzo potrzebował.
Podskoczył kiedy zaatakowało go z góry wesołe "bu".
- Wyżej wejść się nie dało? - zapytał, a jego usta już przybierały kształt zachwyconego uśmiechu. Takie niespodzianki bardzo lubił a towarzystwo Brenny zawsze owocowało w wesołość, energię i szaleństwo - te składniki miały u niego solidny popyt!
- Opisałaś właśnie drzewce bądź entów i nie, wcale tam nie szedłem. - przystroił się w minę niewiniątka. Znała go na tyle dobrze, że mogła przewidzieć, że ta myśl bardzo go kusiła i jeśli nie teraz, to później miał w planach pokręcić się po tych najmocniej zaczarowanych okolicach.
- Właśnie zastanawiałem się czemu chodzę boso w okruszkach czekolady ale jak widzę twój brudny policzek to chyba już wiem kto się nimi tu objada. - nie wiedział jak dziewczyna to robi ale w jej towarzystwie był skory do żartów. Może nie zdawała sobie sprawy, ale naprawdę nie zdarzało mu się to często. Nabrał głęboko tchu i pomny tego, że Brenna jest wysoko, począł się gramolić w jej stronę, starając się nie myśleć o tym, że widoki mogą wpędzić go w zawrót głowy. Usadowił się obok niej, a buty zsunął z ramienia na trawę.
- Dzięki za te pączki. Baldur się w nich zakochał i coś wspomniał, że rozważa przeprowadzkę do Nory Nory. Orientujesz się czy może się z kimś spotyka? Jeśli nie to mojego brata ma już prawie w garści. - gdy się uśmiechnął to w jego policzkach pojawiły się te legendarne dołeczki absolutnego szczęścia na myśl o angażowaniu rodzeństwa w różne szalone przedsięwzięcia. Wiedział, że Brenna to podłapie wszak od dobrych piętnastu lat rozumieli się niemalże bez słów.
Podskoczył kiedy zaatakowało go z góry wesołe "bu".
- Wyżej wejść się nie dało? - zapytał, a jego usta już przybierały kształt zachwyconego uśmiechu. Takie niespodzianki bardzo lubił a towarzystwo Brenny zawsze owocowało w wesołość, energię i szaleństwo - te składniki miały u niego solidny popyt!
- Opisałaś właśnie drzewce bądź entów i nie, wcale tam nie szedłem. - przystroił się w minę niewiniątka. Znała go na tyle dobrze, że mogła przewidzieć, że ta myśl bardzo go kusiła i jeśli nie teraz, to później miał w planach pokręcić się po tych najmocniej zaczarowanych okolicach.
- Właśnie zastanawiałem się czemu chodzę boso w okruszkach czekolady ale jak widzę twój brudny policzek to chyba już wiem kto się nimi tu objada. - nie wiedział jak dziewczyna to robi ale w jej towarzystwie był skory do żartów. Może nie zdawała sobie sprawy, ale naprawdę nie zdarzało mu się to często. Nabrał głęboko tchu i pomny tego, że Brenna jest wysoko, począł się gramolić w jej stronę, starając się nie myśleć o tym, że widoki mogą wpędzić go w zawrót głowy. Usadowił się obok niej, a buty zsunął z ramienia na trawę.
- Dzięki za te pączki. Baldur się w nich zakochał i coś wspomniał, że rozważa przeprowadzkę do Nory Nory. Orientujesz się czy może się z kimś spotyka? Jeśli nie to mojego brata ma już prawie w garści. - gdy się uśmiechnął to w jego policzkach pojawiły się te legendarne dołeczki absolutnego szczęścia na myśl o angażowaniu rodzeństwa w różne szalone przedsięwzięcia. Wiedział, że Brenna to podłapie wszak od dobrych piętnastu lat rozumieli się niemalże bez słów.