14.02.2024, 01:06 ✶
- Wszystko dobrze - zapewnił ją, przez moment jeszcze lustrując ją wzrokiem, jakby chcąc się upewnić, że faktycznie, była cała i zdrowa. Ale im dłużej się jej przyglądał, tym pewniejszy był faktu, że gdziekolwiek się nie znaleźli, nie stała im się żadna krzywda. Przynajmniej fizyczna. Wystarczyło też chociażby zerknąć na towarzyszącego im Macmillana, by dojść do tego samego wniosku. Szczególnie, kiedy wyraził swoją opinię o tym, co właściwie myślał o Isobell.
Wzruszył ramionami na westchnięcie Timmy. Nie spodziewał się jakiejś konkretnej odpowiedzi od nieznajomej, ale przecież nigdy nie zaszkodziło spróbować, prawda? Szkoda tylko, że kobieta postanowiła mu nie odpowiedzieć, zamiast tego jednak przedstawiając się całym słownikiem imion, kończąc tym najważniejszym, które jasno dźwięczało w głowie każdego czarodzieja. Matka. Spotkanie Matki, brzmiało abstrakcyjnie, jakby umysł nie do końca chciał uwierzyć w to, że było to w ogóle możliwe, a jednocześnie, biorąc otaczający ich nastrój, który przenikał ich na wskroś, Levi był w stanie uwierzyć, że była dokładnie tą za którą się podawała.
Nawet jeśli pozornie wydawała się całkiem nieznajoma, w jej twarzy wydawało się z łatwością odnaleźć wszelkie podobieństwa do tej, w której jako dziecko odnajdywał ukojenie. To jej ręce otaczały go z matczyną miłością i to jej ufał bezgranicznie. W jego głowie jednak, te wszystkie znajome odblaski nosiły imię Evelyn. Może dlatego już bez słowa dalszego sprzeciwu chwycił za oferowany mu sierp, zabierając się do wskazanej pracy i rznąc pszenice na następne snopki.
Wzruszył ramionami na westchnięcie Timmy. Nie spodziewał się jakiejś konkretnej odpowiedzi od nieznajomej, ale przecież nigdy nie zaszkodziło spróbować, prawda? Szkoda tylko, że kobieta postanowiła mu nie odpowiedzieć, zamiast tego jednak przedstawiając się całym słownikiem imion, kończąc tym najważniejszym, które jasno dźwięczało w głowie każdego czarodzieja. Matka. Spotkanie Matki, brzmiało abstrakcyjnie, jakby umysł nie do końca chciał uwierzyć w to, że było to w ogóle możliwe, a jednocześnie, biorąc otaczający ich nastrój, który przenikał ich na wskroś, Levi był w stanie uwierzyć, że była dokładnie tą za którą się podawała.
Nawet jeśli pozornie wydawała się całkiem nieznajoma, w jej twarzy wydawało się z łatwością odnaleźć wszelkie podobieństwa do tej, w której jako dziecko odnajdywał ukojenie. To jej ręce otaczały go z matczyną miłością i to jej ufał bezgranicznie. W jego głowie jednak, te wszystkie znajome odblaski nosiły imię Evelyn. Może dlatego już bez słowa dalszego sprzeciwu chwycił za oferowany mu sierp, zabierając się do wskazanej pracy i rznąc pszenice na następne snopki.