29.11.2022, 21:16 ✶
Kompletnie nie wiedziała, czego obecnie powinna się spodziewać. Gotowa była w każdej sekundzie teleportować się (nawet znając konsekwencje które będą następstwem tego czynu...), byle tylko uciec z niekomfortowej sytuacji, w której się znalazła. Tyle że jakby dostrzegła nikłą, ale zauważalną zmianę w spojrzeniu Castiela. Coś jakby do niego w końcu dotarło, choć nie była pewna, co bardziej przemówiło do mężczyzny; czy jej nieświadomy pokaz zdolności magicznych, czy argumentacja jej spojrzenia na całą sytuację.
Nieco się rozluźniła, nie bez problemu rozprostowała palce, nawet nie zauważając, kiedy zacisnęła dłoń w pięść. Pochyliła się, aby wziąć w jedną dłoń swój plecak, który dotychczas leżał na ziemi.
- Cas, jeszcze gotowa jestem pomyśleć, że z twoich ust padł komplement - zauważyła, uśmiechając się kącikiem ust w kierunku kuzyna. Z tego co pamiętała, był on raczej drewniany, nie zdolny do okazywania głębszych uczuć czy miłego zachowania względem innych ludzi. Merlinie, do czego to doszło, że powiedział jej coś, co było miłe?
Zaraz jednak znów przeszli do momentu, kiedy to ten głupi facet nie brał pod uwagę innego punktu widzenia, niż jego własny. Nienawidziła tego typu mężczyzn. Tych, którzy to kompletnie nie liczyli się ze zdaniem innych, sądząc, że tylko ich własne jest najważniejsze. Wciąż była słaba, ale mimo to zarzuciła plecak na swoje ramię.
- Castiel, użyj mózgu, tylko przez chwilę, ok? - zapytała tak cierpliwym tonem na jaki tylko było ją stać. Próbowała nakreślić mu sytuację tak, jakby miała do czynienia z małym dzieckiem. - Załóżmy, czysto hipotetycznie, że masz dziecko oraz, że jesteś śmiertelnie pokłócony z Cynthią. Czy gdyby Twoje dziecko zaginęło, dalej nie odezwał byś się do siostry z pytaniem, czy cokolwiek wie? Nawet jeśli od tego zależałoby życie twojego dziecka? - Jedna jej brew podniosła się naprawdę wysoko ku górze, jakby nie dowierzała, że musiała tłumaczyć chłopakowi coś tak oczywistego. Prawdopodobnie każdy inny człowiek zrozumiał by to bez problemu. Tylko ona musiała trafić na takiego, który nie rozumie...
- Dlatego jeśli nie potrafisz mi zagwarantować, że przez dwa dni nikomu nie powiesz o mojej obecności w Londynie, to sądzę, że tutaj nasze drogi się rozejdą. - Wyprostowała się, mówiąc te słowa. Pewność siebie, pomimo opłakanego stanu fizycznego, wyzierała spoza niebieskich tęczówek. Nie, nie zamierzała zmienić zdania.
Nieco się rozluźniła, nie bez problemu rozprostowała palce, nawet nie zauważając, kiedy zacisnęła dłoń w pięść. Pochyliła się, aby wziąć w jedną dłoń swój plecak, który dotychczas leżał na ziemi.
- Cas, jeszcze gotowa jestem pomyśleć, że z twoich ust padł komplement - zauważyła, uśmiechając się kącikiem ust w kierunku kuzyna. Z tego co pamiętała, był on raczej drewniany, nie zdolny do okazywania głębszych uczuć czy miłego zachowania względem innych ludzi. Merlinie, do czego to doszło, że powiedział jej coś, co było miłe?
Zaraz jednak znów przeszli do momentu, kiedy to ten głupi facet nie brał pod uwagę innego punktu widzenia, niż jego własny. Nienawidziła tego typu mężczyzn. Tych, którzy to kompletnie nie liczyli się ze zdaniem innych, sądząc, że tylko ich własne jest najważniejsze. Wciąż była słaba, ale mimo to zarzuciła plecak na swoje ramię.
- Castiel, użyj mózgu, tylko przez chwilę, ok? - zapytała tak cierpliwym tonem na jaki tylko było ją stać. Próbowała nakreślić mu sytuację tak, jakby miała do czynienia z małym dzieckiem. - Załóżmy, czysto hipotetycznie, że masz dziecko oraz, że jesteś śmiertelnie pokłócony z Cynthią. Czy gdyby Twoje dziecko zaginęło, dalej nie odezwał byś się do siostry z pytaniem, czy cokolwiek wie? Nawet jeśli od tego zależałoby życie twojego dziecka? - Jedna jej brew podniosła się naprawdę wysoko ku górze, jakby nie dowierzała, że musiała tłumaczyć chłopakowi coś tak oczywistego. Prawdopodobnie każdy inny człowiek zrozumiał by to bez problemu. Tylko ona musiała trafić na takiego, który nie rozumie...
- Dlatego jeśli nie potrafisz mi zagwarantować, że przez dwa dni nikomu nie powiesz o mojej obecności w Londynie, to sądzę, że tutaj nasze drogi się rozejdą. - Wyprostowała się, mówiąc te słowa. Pewność siebie, pomimo opłakanego stanu fizycznego, wyzierała spoza niebieskich tęczówek. Nie, nie zamierzała zmienić zdania.