14.02.2024, 12:29 ✶
Nie przedstawił mu się. Brwi Perseusa mimowolnie uniosły się ku górze w grymasie zdumienia, aż na bladym czole pojawiła się bruzda, a uśmiech nieco przygasł. Zaraz jednak zrobiło mu się szkoda tego chłopca; tak przerażonego i niezręcznego towarzysko, o kościstych dłoniach, które wydawały mu się chłodniejsze niż własne. Było w nim coś znajomego; nie w rysach twarzy, mógłby nogę (najlepiej tę schorowaną, w której wkrótce i tak straci czucie) oddać za to, że młodzieńca nigdy wcześniej nie widział, ale coś innego, kryjącego się w sposobie, w jaki budował zdania, kładł nacisk na sylaby i…
Och.
Gdy zdał sobie sprawę, co takiego wydało mu się znajome, roześmiał się głośno, niemalże histerycznie. Czy naprawdę był tak zmęczony, że nie zauważył tego od razu? Nie, z pewnością nie; zajęty próbą oceny, czy chłopak nie jest jednym z tych potworów z Nokturnu o twarzach anielskich, którzy gotowi byli dźgnąć nożem dla kilku galeonów (nie wolno winić go za nadmierną ostrożność; nie w obliczu jego małego osobistego koszmaru), nie był w stanie wcześniej dostrzec tego, co było takie oczywiste.
— Przepraszam, zupełnie nie zwróciłem uwagi, na to, że ty… — urwał.
Zupełnie nie zwrócił uwagi na to, że chłopak przez cały czas mówił z akcentem.
— Możemy rozmawiać po francusku, jeśli dzięki temu poczujesz się bezpiecznie i swobodnie — zwrócił się do niego w tymże języku; radził sobie dobrze, choć niewystarczająco dobrze, by ukryć swoje pochodzenie - w każdym razie nie przed rodowitym Francuzem. Zbyt miękko wymawiał niektóre z głosek; za długo przeciągał niektóre sylaby, ogółem brzmiał zbyt brytyjsko.
— Oh, jak słusznie zauważyłeś, jestem po godzinach pracy, więc nawet nie mogę przyjąć żadnych pieniędzy — rozłożył ręce niby bezradnie, wciąż patrząc na niego z łagodnym, choć nieco smutnym uśmiechem.
Ostatnia próba. Przecież nie mógł pomagać mu na siłę.
Och.
Gdy zdał sobie sprawę, co takiego wydało mu się znajome, roześmiał się głośno, niemalże histerycznie. Czy naprawdę był tak zmęczony, że nie zauważył tego od razu? Nie, z pewnością nie; zajęty próbą oceny, czy chłopak nie jest jednym z tych potworów z Nokturnu o twarzach anielskich, którzy gotowi byli dźgnąć nożem dla kilku galeonów (nie wolno winić go za nadmierną ostrożność; nie w obliczu jego małego osobistego koszmaru), nie był w stanie wcześniej dostrzec tego, co było takie oczywiste.
— Przepraszam, zupełnie nie zwróciłem uwagi, na to, że ty… — urwał.
Zupełnie nie zwrócił uwagi na to, że chłopak przez cały czas mówił z akcentem.
— Możemy rozmawiać po francusku, jeśli dzięki temu poczujesz się bezpiecznie i swobodnie — zwrócił się do niego w tymże języku; radził sobie dobrze, choć niewystarczająco dobrze, by ukryć swoje pochodzenie - w każdym razie nie przed rodowitym Francuzem. Zbyt miękko wymawiał niektóre z głosek; za długo przeciągał niektóre sylaby, ogółem brzmiał zbyt brytyjsko.
— Oh, jak słusznie zauważyłeś, jestem po godzinach pracy, więc nawet nie mogę przyjąć żadnych pieniędzy — rozłożył ręce niby bezradnie, wciąż patrząc na niego z łagodnym, choć nieco smutnym uśmiechem.
Ostatnia próba. Przecież nie mógł pomagać mu na siłę.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory