14.02.2024, 12:57 ✶
- Nikogo tu nie ma, a ty nikomu nie powiesz - mruknął w odpowiedzi na te złośliwe słowa, które w gruncie rzeczy były prawdą. Czy zareagowałby tak samo, gdyby ktoś był obok - na przykład od nich z biura? Parkinson uśmiechnął się krzywo. - Nikt nie uwierzy w to, że jestem dobrym chłopcem.
Nie było tajemnicą, że mimo pracy w BUM Aidan miał pewne kłopoty z opanowaniem agresji. Co prawda w Ministerstwie nie dochodziło do rękoczynów, lecz nierzadko bywały pewne intensywne, ogniste wręcz starcia słowne z innymi osobami, które miały inne zdanie. Zupełnie tak, jakby jego imię zostało mu nadane nieprzypadkowo, a zdefiniowało jego charakter i jestestwo. Chłopak odsunął się od Brenny, gdy upewnił się, że ta mu zaraz nie złoży się jak z domek kart prosto na śmietnik.
- Nie pytam, skąd znasz te szczegóły i co robiłaś, gdy ja bawiłem się w przepytywanie sąsiadki - powiedział w końcu, ściągając brwi w zamyśleniu. Nie interesowało go to, jakim sposobem Longbottom weszła w posiadanie tych niepokojących informacji: ważne że miała cokolwiek, czego mogli się chwycić. Czyli psychol, nie debil. Ale czemu w takim razie dał się złapać? Aidan odpalił kolejnego papierosa, zupełnie odruchowo, chociaż przed chwilą dopiero co zgasił jednego. - Seryjni często chcą być złapani. Tylko nieliczni bawią się w kotka i myszkę z policją. Niektórzy celowo zostawiają wskazówki, które mają sprowadzić policję na ich trop. Kojarzysz sprawę Zodiaka? Był nielicznym wyjątkiem.
Zaciągnął się kilka razy, odruchowo kierując swój wzrok na okno, z którego przed kwadransem sam wyglądał. Podrapał się po policzku, wypuszczając kłęby szarego dymu.
- Zapisz to albo zapamiętaj, żebyśmy niczego nie pominęli. Mamy trochę kawałków układanki, ale mam wrażenie, że zaczynamy od środka, nie od krawędzi. Wiesz, jak przy puzzlach - powiedział w końcu, wyrzucając niedopalonego papierosa. Zgasił go obcasem buta i kiwnął Brennie na znak, że na dzisiaj wystarczy. Tyle się namyślał, że jego umysł podpowiadał mu stare, magiczne i mugolskie sprawy dotyczące seryjnych morderców. Szukał wzorca i być może oszukiwał sam siebie - to był znak, że na dzisiaj wystarczy. - Dopadnij mnie z samego rana.
Parkinson rozejrzał się jeszcze, czy nikomu nie przyjdzie do głowy by nagle tu wejść i pogrzebać w śmieciach, a potem teleportował się z powrotem do Ministerstwa. Nie po to, żeby dokończyć raporty czy cokolwiek, ale musiał wziąć swoją kurtkę. Było zimno, a on nie chciał ryzykować przeziębienia. Wrócą do tego rano, on teraz - w przeciwieństwie do niektórych, jak widać - potrzebował snu.
Nie było tajemnicą, że mimo pracy w BUM Aidan miał pewne kłopoty z opanowaniem agresji. Co prawda w Ministerstwie nie dochodziło do rękoczynów, lecz nierzadko bywały pewne intensywne, ogniste wręcz starcia słowne z innymi osobami, które miały inne zdanie. Zupełnie tak, jakby jego imię zostało mu nadane nieprzypadkowo, a zdefiniowało jego charakter i jestestwo. Chłopak odsunął się od Brenny, gdy upewnił się, że ta mu zaraz nie złoży się jak z domek kart prosto na śmietnik.
- Nie pytam, skąd znasz te szczegóły i co robiłaś, gdy ja bawiłem się w przepytywanie sąsiadki - powiedział w końcu, ściągając brwi w zamyśleniu. Nie interesowało go to, jakim sposobem Longbottom weszła w posiadanie tych niepokojących informacji: ważne że miała cokolwiek, czego mogli się chwycić. Czyli psychol, nie debil. Ale czemu w takim razie dał się złapać? Aidan odpalił kolejnego papierosa, zupełnie odruchowo, chociaż przed chwilą dopiero co zgasił jednego. - Seryjni często chcą być złapani. Tylko nieliczni bawią się w kotka i myszkę z policją. Niektórzy celowo zostawiają wskazówki, które mają sprowadzić policję na ich trop. Kojarzysz sprawę Zodiaka? Był nielicznym wyjątkiem.
Zaciągnął się kilka razy, odruchowo kierując swój wzrok na okno, z którego przed kwadransem sam wyglądał. Podrapał się po policzku, wypuszczając kłęby szarego dymu.
- Zapisz to albo zapamiętaj, żebyśmy niczego nie pominęli. Mamy trochę kawałków układanki, ale mam wrażenie, że zaczynamy od środka, nie od krawędzi. Wiesz, jak przy puzzlach - powiedział w końcu, wyrzucając niedopalonego papierosa. Zgasił go obcasem buta i kiwnął Brennie na znak, że na dzisiaj wystarczy. Tyle się namyślał, że jego umysł podpowiadał mu stare, magiczne i mugolskie sprawy dotyczące seryjnych morderców. Szukał wzorca i być może oszukiwał sam siebie - to był znak, że na dzisiaj wystarczy. - Dopadnij mnie z samego rana.
Parkinson rozejrzał się jeszcze, czy nikomu nie przyjdzie do głowy by nagle tu wejść i pogrzebać w śmieciach, a potem teleportował się z powrotem do Ministerstwa. Nie po to, żeby dokończyć raporty czy cokolwiek, ale musiał wziąć swoją kurtkę. Było zimno, a on nie chciał ryzykować przeziębienia. Wrócą do tego rano, on teraz - w przeciwieństwie do niektórych, jak widać - potrzebował snu.
Koniec sesji