14.02.2024, 13:38 ✶
- Sądząc po twojej minie, stoczyłeś ze sobą prawdziwą bitwę - stwierdziła Brenna, spoglądając to na Morpheusa, to na ciastko. Jej nie kusiło jakoś specjalnie - pewnie dlatego, że była okropnie rozpieszczona smakołykami Nory, a i po tylu godzinach przysmak nie prezentował się już tak apetycznie, jak jakiś czas temu.
Postanowiła pominąć dyplomatycznym milczeniem, że zasadniczo do potańcówki zostało parę dni i Longbottom zapewne doszedłby do siebie po zjedzeniu tego ciasta. Wolała, żeby go nie ruszał. I żeby ktoś je sprawdził odpowiednim zaklęciem, czy na pewno niczego do niego nie dodano.
- Cieszę się, że chcesz iść. I mam nadzieję, że ci się spodoba - powiedziała. Bardzo chciała, żeby, do licha, bawili się dobrze chociaż przez chwilę. Tak dla odmiany wobec tych wszystkich razów, gdy prosiła, żeby schodzili z nią na Nokturn, wybierali się na podejrzane wyspy albo gdzieś się włamywali. – Zabrać to, żeby nie wodziło cię już na pokuszenie? - zapytała, wskazując przy tym na talerzyk.
Zmarszczyła lekko brwi na ten "koniec świata". Tak naprawdę Brenna trochę to przegapiła – wiecznie ktoś wróżył koniec świata, zwłaszcza po Beltane, gdy Voldemort wdarł się do limbo. Słyszała już szepty o gniewie bogów, o tym, że widma rozplenią się z Kniei na cały świat, a nawet uwagi, że rośliny jakoś dziwnie zaczęły się zachowywać. Kilka dodatkowych plakatów umknęło jej uwadze. Wprawdzie jacyś młodsi Brygadziści rozmawiali o tej sprawie, ale Brennę wysyłano raczej do sprawdzania włamań, pobić, morderstw niż do spraw związanych z końcem świata – może z obawy przed tym, że niechcący taki sama sprowadzi, jeżeli już zamieszać ją w temat nadchodzącej apokalipsy.
Nie słyszała też o sympozjum Vakela. Nie negowała jego talentu, ale nie miała ani czasu, ani siły na interesowanie się występami naukowymi kogokolwiek, kto nie był jej dobrym znajomym.
– Mówiąc szczerze, tak, trochę mnie to zaskakuje – stwierdziła, zajmując najbliższe miejsce, w którym mogła usiąść, bo zanosiło się, że rozmowa jednak chwilę potrwa. Zwłaszcza, że chciała jeszcze zrelacjonować mu po krótce, czego dowiedziała się o wyspie. – Mam podobno bardzo bogatą wyobraźnię, ale trudno mi znaleźć związek między elementami takimi jak ciastko z lukrem, śpiewający trzynastolatek i koniec świata. Czy powinnam się martwić, że ktoś naprawdę ci grozi, iść go szukać i skopać mu tyłek, czy to jednak jest jakiś durny dowcip? – zapytała wprost. Nie chciała naciskać na pełne wyjaśnienia, jeżeli wujek nie wpakował się w żadne kłopoty, ale sytuacja… no, była co najmniej dziwna.
Postanowiła pominąć dyplomatycznym milczeniem, że zasadniczo do potańcówki zostało parę dni i Longbottom zapewne doszedłby do siebie po zjedzeniu tego ciasta. Wolała, żeby go nie ruszał. I żeby ktoś je sprawdził odpowiednim zaklęciem, czy na pewno niczego do niego nie dodano.
- Cieszę się, że chcesz iść. I mam nadzieję, że ci się spodoba - powiedziała. Bardzo chciała, żeby, do licha, bawili się dobrze chociaż przez chwilę. Tak dla odmiany wobec tych wszystkich razów, gdy prosiła, żeby schodzili z nią na Nokturn, wybierali się na podejrzane wyspy albo gdzieś się włamywali. – Zabrać to, żeby nie wodziło cię już na pokuszenie? - zapytała, wskazując przy tym na talerzyk.
Zmarszczyła lekko brwi na ten "koniec świata". Tak naprawdę Brenna trochę to przegapiła – wiecznie ktoś wróżył koniec świata, zwłaszcza po Beltane, gdy Voldemort wdarł się do limbo. Słyszała już szepty o gniewie bogów, o tym, że widma rozplenią się z Kniei na cały świat, a nawet uwagi, że rośliny jakoś dziwnie zaczęły się zachowywać. Kilka dodatkowych plakatów umknęło jej uwadze. Wprawdzie jacyś młodsi Brygadziści rozmawiali o tej sprawie, ale Brennę wysyłano raczej do sprawdzania włamań, pobić, morderstw niż do spraw związanych z końcem świata – może z obawy przed tym, że niechcący taki sama sprowadzi, jeżeli już zamieszać ją w temat nadchodzącej apokalipsy.
Nie słyszała też o sympozjum Vakela. Nie negowała jego talentu, ale nie miała ani czasu, ani siły na interesowanie się występami naukowymi kogokolwiek, kto nie był jej dobrym znajomym.
– Mówiąc szczerze, tak, trochę mnie to zaskakuje – stwierdziła, zajmując najbliższe miejsce, w którym mogła usiąść, bo zanosiło się, że rozmowa jednak chwilę potrwa. Zwłaszcza, że chciała jeszcze zrelacjonować mu po krótce, czego dowiedziała się o wyspie. – Mam podobno bardzo bogatą wyobraźnię, ale trudno mi znaleźć związek między elementami takimi jak ciastko z lukrem, śpiewający trzynastolatek i koniec świata. Czy powinnam się martwić, że ktoś naprawdę ci grozi, iść go szukać i skopać mu tyłek, czy to jednak jest jakiś durny dowcip? – zapytała wprost. Nie chciała naciskać na pełne wyjaśnienia, jeżeli wujek nie wpakował się w żadne kłopoty, ale sytuacja… no, była co najmniej dziwna.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.