Wiem, czym jest potańcówka. U siebie na wsi byłam na wielu z nich z rodzicami. Kręciłam się do muzyki aż nie zasnęłam pod stołem i ktoś mnie nie zaniósł do domu. Gdy już mogłam sama decydować, spędzałam dwie godziny na przygotowaniu się. Chciałam mieć idealną fryzurę, ciekawy makijaż i dobrze dobrany strój. Potem pokręciłam się kilka minut na imprezie i wracałam do domu. Tak było też po moim powrocie z Durmstrangu, chociaż wtedy moi rodzice aż tak się nie interesowali tego typu rozrywkami i zazwyczaj je przegapiałam.
Wiem też, co oznacza zaproszenie na potańcówkę przez chłopaka. U siebie na wsi. Nie wiem niestety, czy cała moja wiedza na te tematy jest aktualna tutaj, a głupio mi kogokolwiek spytać, a nawet w myślach sugerować, że Samuel zaprosił mnie... w tym kontekście. Najprawdopodobniej chciał być gościnny, jako że jestem nowa w okolicy. Na pewno o to chodzi.
W praktyce większym problemem okazał się dobór stroju do okazji. Lysander nie potrafił mi pomóc. Wiejskie potańcówki to nie jego bajka, tak samo jak Lyssy. Przegrzebałam londyńskie lumpeksy pewnego dnia i znalazłam dość uniwersalną sukienkę. Nadawała się na co dzień, ale też mogła ujść jako strój na przyjęcie. Do kompletu miała berecik, prawdziwie złote znalezisko.
Nie chciałam szaleć z makijażem, postawiłam więc na moje ulubione kreski na powiece i jej załamaniu, a także pomarańczowym cieniu. Po czym zasłoniłam to wszystko dużymi okularami przeciwsłonecznymi. Idealnie.
Gdy zobaczyłam Samuela w samochodzie, odebrało mi mowę. Nie tylko byłam zaskoczona faktem, że nie pójdziemy pieszo, ale cóż za piękną maszynę posiadał!
— Jaki cudowny busik! — wydusiłam z siebie, wsiadając do środka. Mój umysł na moment kompletnie przestał się zamartwiać powodami, dla których Samuel mnie zaprosił na imprezę, ale nie na długo. Bo po chwili wręczył mi bukiecik kwiatów, a mi się aż zakręciło w głowie.
— Dziękuję... — wydukałam zaskoczona. Może to wciąż był tylko koleżeński zwyczaj grzecznościowy.
Drogę przemierzaliśmy w milczeniu, co pozwoliło mi zakumulować ładunki niezręczności. Może nie powinnam była się zgadzać? Przecież mogłam powiedzieć, że jestem zbyt zapracowana... Ale stało się.
Na szczęście impreza miała mieć miejsce w zwykłej stodole. Jak swojsko! Z uśmiechem weszłam do środka i okulary niemal mi spadły z nosa widząc wnętrze tego "pospolitego" wiejskiego budynku. To było tak czarodziejskie i niesamowite, że bardziej się nie dało! Nie spodziewałam się czegoś takiego. To zdecydowanie nie przypominało żadnej ze znanych mi potańcówek. Szybko zaczęłam się rozglądać za innymi kobietami. Musiałam się upewnić, że mój ubiór jest chociaż w minimalnym stopniu na miejscu.
— L-losować? — Spojrzałam na koszyk, którym Samuel wybił mnie z paniki. — To standardowy zwyczaj u was na imprezach?
Sięgnęłam nieśmiało po upominek.
!prezentgodryka