15.02.2024, 00:22 ✶
Trzymanie emocji w sobie nie pomagało, jednak Erik odczuwał irracjonalny lęk przed otwarciem się przed kimkolwiek w tak dużym stopniu. Miał wrażenie, że niektóre części składowe jego złego humoru ciągnęły się za nim już od dawna, a rozgrzebywanie przeszłości uznawał za coś, co nie mogło mu wyjść na dobre. Nie chciał tkwić w tym stanie przez kolejne tygodnie, ale na własną rękę nie potrafił stworzyć tego magicznego ''impulsu'', który popchnie go ku czemuś lepszemu. Może ta noc to zmieni?
— Ta, jasne. Oboje wiemy, że nie zdążysz — rzucił z krzywym uśmiechem, czując się sprowokowany do tego, aby dalej podpuszczać swoją siostrę. — Poza tym... Naprawdę myślisz, że potrzeba stroju labradora, żeby pisać o tym przyjęciu? Przyjdzie tu pół rodziny, przyjaciół i kilku współpracowników. A nasze nazwiska nie są jakieś szczególnie mało powszechne. Zwłaszcza w obecnych czasach.
Nie wiedział, w jakim stopniu Brenna i właściciele lokalu aktywnie promowali imprezę, jednak skoro wieść o takowej niosła się już od kilku dni po Dolinie Godryka, to mogła dojść także i do przedstawicieli mediów. Wprawdzie przez aferę z Widmami popularność Doliny nieco zmniejszyła się w pewnych aspektach, tak zainteresowanie miasteczkiem mogło szybko powrócić. Tak jak i jego mieszkańcami. Gdyby wpadło im w oko parę nazwisk i powiązaliby to wszystko z ostatnimi doniesieniami z Beltane i cofnęli się nawet o parę miesięcy wstecz.. Widział potencjał na artykuł pod tytułem ''A tak bawią się bohaterowie spod Polany Ognisk".
— Róż to nie jest mój kolor. — Pokiwał kategorycznie głowę, gdy do jego umysłu wdarło się na wpół zatarte wspomnienie z ostatniej popijawy, gdy z jakiegoś powodu... Założył na siebie marynarkę własnej matki? Wzdrygnął się na samą myśl, gdy smak wypitego wówczas bimbru niemalże poczuł na języku. — Jesteś pewna, że McGonagall? Jeszcze nie Longbottom? — Zaśmiał się krótko. Od czerwca zdążył zorientować się, że mężczyzna ma rękę do takich rzeczy, jednak nie wpadłby na to, aby zamówić u niego zestaw talerzy. — Mam wrażenie, że Sam jest na dobrej drodze do adopcji. Zaraz po Thomasie, Julianie, Alice i tak dalej i tak dalej.
Dosyć szybko przyzwyczaił się do obecności Samuela na terenie posiadłości. Bądź co bądź, osobiście go do niej sprowadził. Już pierwsze dni potwierdziły, że była to dobra decyzja. Płot, od którego rozpoczęto naprawy, był już w o wiele lepszym stanie i wszystko wskazywało na to, że podobnych efektów będą w stanie uświadczyć również w mniejszych budynkach na terenie Warowni. Poza tym była jeszcze kwestia przywiązania Sama do Kniei i tego, że chciał aktywnie pomóc w razie potrzeby. Erik nieco się nachmurzył. Czas mijał, a działania... Stały w miejscu? Robiły małe kroczki? Nie był już pewny.
— Mamy w domu dużo innej — dodał ugodowo, skoro nie byli w stanie wypełnić wzajemnych dziur w pamięci.
Po pytaniu Bren otaksował wnętrze beznamiętnym wzrokiem, starając się pozostać obiektywnym. Nie było to proste. Sam nie wpadłby na to, aby poświęcić tyle czasu i kreatywności, żeby przekształcić stodołę w zaczarowany las. Rozumiał jednak zamysł swojej siostry: coś niesamowitego, coś, co miało odseparować ich od rzeczywistości na zewnątrz.
— Czy jak powiem, że jest na bogato, to uznasz że jest dobrze, czy źle? — spytał przyciszonym głosem z grymasem na ustach.
— Ta, jasne. Oboje wiemy, że nie zdążysz — rzucił z krzywym uśmiechem, czując się sprowokowany do tego, aby dalej podpuszczać swoją siostrę. — Poza tym... Naprawdę myślisz, że potrzeba stroju labradora, żeby pisać o tym przyjęciu? Przyjdzie tu pół rodziny, przyjaciół i kilku współpracowników. A nasze nazwiska nie są jakieś szczególnie mało powszechne. Zwłaszcza w obecnych czasach.
Nie wiedział, w jakim stopniu Brenna i właściciele lokalu aktywnie promowali imprezę, jednak skoro wieść o takowej niosła się już od kilku dni po Dolinie Godryka, to mogła dojść także i do przedstawicieli mediów. Wprawdzie przez aferę z Widmami popularność Doliny nieco zmniejszyła się w pewnych aspektach, tak zainteresowanie miasteczkiem mogło szybko powrócić. Tak jak i jego mieszkańcami. Gdyby wpadło im w oko parę nazwisk i powiązaliby to wszystko z ostatnimi doniesieniami z Beltane i cofnęli się nawet o parę miesięcy wstecz.. Widział potencjał na artykuł pod tytułem ''A tak bawią się bohaterowie spod Polany Ognisk".
— Róż to nie jest mój kolor. — Pokiwał kategorycznie głowę, gdy do jego umysłu wdarło się na wpół zatarte wspomnienie z ostatniej popijawy, gdy z jakiegoś powodu... Założył na siebie marynarkę własnej matki? Wzdrygnął się na samą myśl, gdy smak wypitego wówczas bimbru niemalże poczuł na języku. — Jesteś pewna, że McGonagall? Jeszcze nie Longbottom? — Zaśmiał się krótko. Od czerwca zdążył zorientować się, że mężczyzna ma rękę do takich rzeczy, jednak nie wpadłby na to, aby zamówić u niego zestaw talerzy. — Mam wrażenie, że Sam jest na dobrej drodze do adopcji. Zaraz po Thomasie, Julianie, Alice i tak dalej i tak dalej.
Dosyć szybko przyzwyczaił się do obecności Samuela na terenie posiadłości. Bądź co bądź, osobiście go do niej sprowadził. Już pierwsze dni potwierdziły, że była to dobra decyzja. Płot, od którego rozpoczęto naprawy, był już w o wiele lepszym stanie i wszystko wskazywało na to, że podobnych efektów będą w stanie uświadczyć również w mniejszych budynkach na terenie Warowni. Poza tym była jeszcze kwestia przywiązania Sama do Kniei i tego, że chciał aktywnie pomóc w razie potrzeby. Erik nieco się nachmurzył. Czas mijał, a działania... Stały w miejscu? Robiły małe kroczki? Nie był już pewny.
— Mamy w domu dużo innej — dodał ugodowo, skoro nie byli w stanie wypełnić wzajemnych dziur w pamięci.
Po pytaniu Bren otaksował wnętrze beznamiętnym wzrokiem, starając się pozostać obiektywnym. Nie było to proste. Sam nie wpadłby na to, aby poświęcić tyle czasu i kreatywności, żeby przekształcić stodołę w zaczarowany las. Rozumiał jednak zamysł swojej siostry: coś niesamowitego, coś, co miało odseparować ich od rzeczywistości na zewnątrz.
— Czy jak powiem, że jest na bogato, to uznasz że jest dobrze, czy źle? — spytał przyciszonym głosem z grymasem na ustach.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞