15.02.2024, 04:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.02.2024, 04:36 przez Dora Crawford.)
zagaduje do Neila
Dora już od samego ranka grasowała, pomagając dopiąć wszystko na ostatni guzik i podobnie jak Brenna, pojawiła się na miejscu grubo przed czasem, robiąc za dodatkową parę rąk dla Longbottom, gdy ta tylko tego potrzebowała. Przede wszystkim zajęła się kwiatami, które miały zdobić rozłożone stoły, z przyjemnością sięgając po jedne z jej bardziej ulubionych, ale też i takich, które wpisywałyby się w ogólny nastrój panujący na miejscu potańcówki. Miały ładnie spinać magiczną atmosferę, którą roztaczało rozgwieżdżone niebo, omszone podłogi czy pokryte roślinnością ściany.
Jak zwykle, kiedy miała spędzać czas na terenie Doliny, nie prosiła Brenny o to, by poprawiła jej twarz. Miała w końcu spędzić dzień pośród znajomych, bliższych czy dalszych, ale wciąż tych, którzy stali po dobrej stronie barykady. Ufała więc, że absolutnie nic złego się nie stanie, tak samo jak i doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że Longbottom, jako organizatorka, zadbała o to z największą dokładnością. Ubrana była w zwiewną, lekką sukienkę, w kolorze bezchmurnego nieba, a włosy częściowo miała splecione i przewiązane wstążką.
Kiedy zaczęli zjawiać się pierwsi goście, wreszcie mogły razem z Brenną złapać nieco oddechu, a sama Dora z ochotę pobiegła do koszyka z fantami, gotowa wybrać z niego swój prezent. Kiedy wyciągnęła dłoń, obróciła w dłoniach spinkę, palcami przecierając znajdujące się na niej gwiazdy i księżyc, a potem uśmiechnęła się leciutko. Ozdoba była bardzo ładna i nie ukrywała, że podobała jej się okropnie, dlatego szybko spięła nią parę kosmyków nad lewym ruchem, zaraz ruszając z powrotem w głąb sali. Zatrzymała się przy jednym ze stolików, nalewając sobie soku i rozglądając się dookoła, w poszukiwaniu... czegoś.
Na przykład samotnych dusz. Jej spojrzenie zatrzymało się na sylwetce siedzącej przy jednym ze stołów, która jeszcze przed chwilą bawiła się pozytywką - wyciągniętą najpewniej z koszyka oferowanemu każdemu z gości. Wzięła więc głęboki oddech i ruszyła w jego stronę.
- Cześć - przywitała się, uśmiechając do Neila wesoło. - Jestem Dora. Zauważyłam, że siedzisz sam, a w takim ładnym otoczeniu to niemal zbrodnia. Nie masz nic przeciwko odrobinie towarzystwa, chociaż na chwilkę? - uśmiech wciąż rozjaśniał jej policzki, a jeśli Neil faktycznie nie miał oponować, to usiadła obok. - Czekasz na kogoś konkretnego? Jeśli to ktoś z Warowni, to może będę mogła pomóc?
!prezentgodryka
Dora już od samego ranka grasowała, pomagając dopiąć wszystko na ostatni guzik i podobnie jak Brenna, pojawiła się na miejscu grubo przed czasem, robiąc za dodatkową parę rąk dla Longbottom, gdy ta tylko tego potrzebowała. Przede wszystkim zajęła się kwiatami, które miały zdobić rozłożone stoły, z przyjemnością sięgając po jedne z jej bardziej ulubionych, ale też i takich, które wpisywałyby się w ogólny nastrój panujący na miejscu potańcówki. Miały ładnie spinać magiczną atmosferę, którą roztaczało rozgwieżdżone niebo, omszone podłogi czy pokryte roślinnością ściany.
Jak zwykle, kiedy miała spędzać czas na terenie Doliny, nie prosiła Brenny o to, by poprawiła jej twarz. Miała w końcu spędzić dzień pośród znajomych, bliższych czy dalszych, ale wciąż tych, którzy stali po dobrej stronie barykady. Ufała więc, że absolutnie nic złego się nie stanie, tak samo jak i doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że Longbottom, jako organizatorka, zadbała o to z największą dokładnością. Ubrana była w zwiewną, lekką sukienkę, w kolorze bezchmurnego nieba, a włosy częściowo miała splecione i przewiązane wstążką.
Kiedy zaczęli zjawiać się pierwsi goście, wreszcie mogły razem z Brenną złapać nieco oddechu, a sama Dora z ochotę pobiegła do koszyka z fantami, gotowa wybrać z niego swój prezent. Kiedy wyciągnęła dłoń, obróciła w dłoniach spinkę, palcami przecierając znajdujące się na niej gwiazdy i księżyc, a potem uśmiechnęła się leciutko. Ozdoba była bardzo ładna i nie ukrywała, że podobała jej się okropnie, dlatego szybko spięła nią parę kosmyków nad lewym ruchem, zaraz ruszając z powrotem w głąb sali. Zatrzymała się przy jednym ze stolików, nalewając sobie soku i rozglądając się dookoła, w poszukiwaniu... czegoś.
Na przykład samotnych dusz. Jej spojrzenie zatrzymało się na sylwetce siedzącej przy jednym ze stołów, która jeszcze przed chwilą bawiła się pozytywką - wyciągniętą najpewniej z koszyka oferowanemu każdemu z gości. Wzięła więc głęboki oddech i ruszyła w jego stronę.
- Cześć - przywitała się, uśmiechając do Neila wesoło. - Jestem Dora. Zauważyłam, że siedzisz sam, a w takim ładnym otoczeniu to niemal zbrodnia. Nie masz nic przeciwko odrobinie towarzystwa, chociaż na chwilkę? - uśmiech wciąż rozjaśniał jej policzki, a jeśli Neil faktycznie nie miał oponować, to usiadła obok. - Czekasz na kogoś konkretnego? Jeśli to ktoś z Warowni, to może będę mogła pomóc?
!prezentgodryka
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.