Uśmiechnęła się promiennie, kiedy usłyszała słowa padające z ust Erika. zawsze umiał ją wprawić w dobry nastrój. Na szczęście nie śmiał jej zwrócić uwagi, że przesadziła, bo wtedy to odwróciłaby się na pięcie i poszła stąd sobie, a on poszedłby do środka sam!
Wyciągnęła z kosza szal, który mienił się niczym prawdziwe gwiazdy - dokładnie tak, jak sukienka, którą założyła. - Nie ma zbiegów okoliczności, wszystko to znaki. - Póki co, wszystko układało się aż nadto idealnie. Może naprawdę, miał to być spokojny wieczór. Postanowiła też narzucić sobie ten szal na ramiona, najwyżej później w tańcu się go pozbędzie.
- Wolę więc nie zastanawiać się, co będzie za jakieś dziesięć lat, chociaż myśli podsuwają mi jakieś latające projekty, czy inne cuda. - Jeśli każdy kolejny musiał być lepszy, to kto wie, do czego posunie się Brenna.
Usłyszawszy komentarz Erika wyłapała wzrokiem Brennę, aby zobaczyć o czym mówi. - Jest królową tego miejsca, może okazać się łaskawa dla wielu osób. - i wtedy, coś do niej dotarło.
Kolor włosów mężczyzny, który przed nią klęczał wydał jej się być znajomy, tak samo jak jego sylwetka, chociaż może nieco dotknięta czasem. Zupełnie nieświadomie złapała Erika za nadgarstek i zacisnęła na nim swoją dłoń, może nawet trochę za mocno. Spięła się przy tym również i wyprostowała niczym struna. Miała ochotę cofnąć się o krok, później następny i zmierzyć w kierunku wyjścia.
To był Sam. Jej Sam, którego nie widziała od pamiętnego momentu, kiedy bez żadnych konkretnych wyjaśnień ją zostawił. Sam, do którego ostatnio w nocy wysłała list pod wpływem chwili, zamroczona alkoholem. List wrócił, wydawało jej się, że nie trafił do odbiorcy, skoro jednak był teraz tutaj, to dlaczego sowa, go nie znalazła? Wydawało jej się, że czuła na kartce zapach tytoniu, kiedy mięła i rwała ten kawałek papieru, który do niej przyniosła, kawałek papieru, który świadczył o jej słabości. Świat zawirował.
Serce zaczęło bić jej mocniej, wrażenie miała, że zaraz wyskoczy jej z piersi, twarz zrobiła się blada, niczym ten kawałek papieru, który mu wysłała. Nie spodziewała się, że spotka dzisiaj tutaj księcia z Kniei, niedźwiedzia, który kiedyś owinął ją sobie wokół palca, a później bez ostrzeżenia wyrwał jej serce.
- Hmm, tak, jeziorko, jest wspaniałe. - Wróciła do Erika, złapała się na tym, że wbiła mu paznokcie w nadgarstek. - Przepraszam. - Skomentowała to cicho, bez żadnych wyjaśnień.
- Idziemy się napić? - Alkohol lekarstwo na wszystko, przynajmniej tak mówili.