15.02.2024, 09:39 ✶
- To wyzwanie, prawda? Chcesz wrócić do Warowni i chcesz, żebym wykopała cię stąd przemocą tylko po to, żeby ci udowodnić, że zdążę? I jeszcze nie wpuściła tu Dory, jak przyjdzie pomóc z kwiatami? - zapytała Brenna, po czym zaczęła ustawiać także półmiski, by wypełnić je owocami, przyniesionymi w skrzyneczkach. - Hm... właściwie dlaczego by mieli? To nic oficjalnego i właściwie jedyne znane osoby, które tu będą... to ty i być może Elliott. Nawet Mav i Patrick nie są pewni czy przyjdą - powiedziała, ale nagle z niepewnością w głosie, jakby nawiedziła ją obawa, że ktoś owszem, napisze. Do tej pory nie brała tego pod uwagę, bo wprawdzie wokół Zimnych panowało pewne zamieszanie, ale jednak opadało powoli wraz z upływem czasu, a większość ich bliskich znajomych nie należała do tych z pierwszych stron gazet. Prawda była też taka, że Brenna nie promowała tej imprezy wcale. Plotki co najwyżej przekazywano z ust do ust między ich znajomymi albo bliskimi właścicieli - Brenna nie zamierzała robić problemu, jeżeli ci zechcą wejść, bo jednak wątpiła, by pośród nich byli jacyś śmierciożercy. Tańców nie przygotowała z myślą o dobrej prasie, o artykułach, o inicjatywach charytatywnych. Robiła to wszystko, by na chwilę znajomi i rodzina mogli pobawić się we własnej gronie. I przy okazji właściciele tego miejsca mogli zarobić, bo zwykle urządzano tutaj wesela i urodziny, ale po Beltane niewiele osób chciało robić przyjęcie weselne w Dolinie Godryka.
- Nie wymagamy zmiany nazwiska w celu dokonania adopcji - stwierdziła, a kąciki ust drgnęły jej lekko. - Poza tym on został przygarnięty wiele lat temu. W pewnym sensie - powiedziała, spoglądając na jeden z talerzy z zastawy, zdobiony we wzór liści. Samuel był dzieckiem z Kniei. I nie miał praktycznie nikogo: od czasów, kiedy nagle dość brutalnie zerwała się jego przyjaźń z Norą Brenna nie była pewna, czy miał kogokolwiek poza nią i chyba przez to czuła się za niego podwójnie odpowiedzialna. I podwójnie cieszyła się, że ten zdecydował się przyjść na tę potańcówkę.
Kiedy Erik wydał swój osąd na temat wystroju wnętrza, jej wzrok też prześlizgnął się po okolicy. Zaklęte niebo i pokryte żywą zielenią ściany były tutaj zawsze, tworząc tło dla imprez, ale reszta była już efektem tego, że Brennę trochę poniosło przy pomysłach, a właścicielka całkiem entuzjastycznie jej asystowała. Powstało już jezioro, podłogę też pokryto leśnym dywanem mchu i paproci, wyhodowano nawet parę pojedynczych, magicznych drzew, a jeszcze miały pojawić się tutaj krzewy – kupione u Sproutów specjalnie na tę okazję.
– Nie jestem pewna – przyznała. – O tym chyba będą musieli zdecydować goście. Może następnym razem urządzę głosowanie, co sobie życzą. Czy mam ich zaprosić do mugolskiej remizy strażackiej czy przygotować… na przykład bal z motywem przewodnim kosmosu. Chociaż znając taką Norę, powie, że najlepiej oba.
- Nie wymagamy zmiany nazwiska w celu dokonania adopcji - stwierdziła, a kąciki ust drgnęły jej lekko. - Poza tym on został przygarnięty wiele lat temu. W pewnym sensie - powiedziała, spoglądając na jeden z talerzy z zastawy, zdobiony we wzór liści. Samuel był dzieckiem z Kniei. I nie miał praktycznie nikogo: od czasów, kiedy nagle dość brutalnie zerwała się jego przyjaźń z Norą Brenna nie była pewna, czy miał kogokolwiek poza nią i chyba przez to czuła się za niego podwójnie odpowiedzialna. I podwójnie cieszyła się, że ten zdecydował się przyjść na tę potańcówkę.
Kiedy Erik wydał swój osąd na temat wystroju wnętrza, jej wzrok też prześlizgnął się po okolicy. Zaklęte niebo i pokryte żywą zielenią ściany były tutaj zawsze, tworząc tło dla imprez, ale reszta była już efektem tego, że Brennę trochę poniosło przy pomysłach, a właścicielka całkiem entuzjastycznie jej asystowała. Powstało już jezioro, podłogę też pokryto leśnym dywanem mchu i paproci, wyhodowano nawet parę pojedynczych, magicznych drzew, a jeszcze miały pojawić się tutaj krzewy – kupione u Sproutów specjalnie na tę okazję.
– Nie jestem pewna – przyznała. – O tym chyba będą musieli zdecydować goście. Może następnym razem urządzę głosowanie, co sobie życzą. Czy mam ich zaprosić do mugolskiej remizy strażackiej czy przygotować… na przykład bal z motywem przewodnim kosmosu. Chociaż znając taką Norę, powie, że najlepiej oba.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.