30.11.2022, 15:30 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.11.2022, 15:30 przez Theseus Fletcher.)
Z początku po prostu tego nie zauważył i nawet nie pomyślał, że może być jej zimno. Gruboskórny Theseus nie miał problemów z utrzymywaniem ciepła. Zazwyczaj. Został pewnie na tego typu sprawy uodporniony, zahartowany. Dobieranie odpowiedniego ubioru przychodziło mu zazwyczaj prościej niż dzisiaj, ale pomijając niedopasowane buty, wszystko inne w tym konkretnym kontekście warstw, mogło się zgadzać.
Dopiero kiedy przeszedł przez nią lekki dreszcz, mentalnie przybił sobie piątkę z czołem. Byli już kilka kroków za linią drzew, kiedy przystanął, oparł kuszę o pierwszy lepszy pień i po prostu ściągnął marynarkę. Celowo nie poprzedzał tego pytaniem, bo gdzieś w duszy czuł, że odmówi.
- Będzie ci w tym cieplej. – powiedział z ręką wyciągniętą w stronę Loretty. – Jest z wełny, ale nie gryzie, bo ma podbicie. – przekonywał. – Nie będę cię specjalnie namawiał, ale ja też nie gryzę. – dodał, nadal mając nadzieję, że trochę ją rozśmieszy. Tak, chyba w ten sposób myślał. A co jak pomyśli, że śmierdzi? Pachniała po prostu jego perfumami, skórzaną galanterią i lasem. Ale do lasu właśnie weszli.
Sam miał na sobie koszulę i kamizelkę, ale rześkie powietrze wczesnej wiosny raczej zachęcało go do dalszych poszukiwań. Nie zliczy przecież ile razy przemókł i wyziębił się podczas o wiele trudniejszych polowań. Po jakimś czasie pewnie będzie żałował, że w ogóle to zaproponował, ale na razie napędzała go ekscytacja polowaniem.
- Malujesz ludzi, sceny… czy wszystko? Wybacz, nie jestem w tym najlepszy, chociaż potrafię docenić, jeśli już coś zobaczę. – zapewniał ją szybko. – Nie mam po prostu zbyt dużo okazji. – dodał z lekkim uśmiechem przyznającego się do winy.
I oto właśnie usłyszał dziwny, nietypowy do sytuacji odgłos. Coś na rodzaj stłumionego ryku i łamanych gałęzi. Przyłożył palec do ust i zanim odpowiedział, chwycił kuszę. Jeśli Loretta nie przyjęła jego oferty, zarzucił marynarkę na ramię.
//37,5 - w następnej turze będziemy uwzględniac rzut barda.
Dopiero kiedy przeszedł przez nią lekki dreszcz, mentalnie przybił sobie piątkę z czołem. Byli już kilka kroków za linią drzew, kiedy przystanął, oparł kuszę o pierwszy lepszy pień i po prostu ściągnął marynarkę. Celowo nie poprzedzał tego pytaniem, bo gdzieś w duszy czuł, że odmówi.
- Będzie ci w tym cieplej. – powiedział z ręką wyciągniętą w stronę Loretty. – Jest z wełny, ale nie gryzie, bo ma podbicie. – przekonywał. – Nie będę cię specjalnie namawiał, ale ja też nie gryzę. – dodał, nadal mając nadzieję, że trochę ją rozśmieszy. Tak, chyba w ten sposób myślał. A co jak pomyśli, że śmierdzi? Pachniała po prostu jego perfumami, skórzaną galanterią i lasem. Ale do lasu właśnie weszli.
Sam miał na sobie koszulę i kamizelkę, ale rześkie powietrze wczesnej wiosny raczej zachęcało go do dalszych poszukiwań. Nie zliczy przecież ile razy przemókł i wyziębił się podczas o wiele trudniejszych polowań. Po jakimś czasie pewnie będzie żałował, że w ogóle to zaproponował, ale na razie napędzała go ekscytacja polowaniem.
- Malujesz ludzi, sceny… czy wszystko? Wybacz, nie jestem w tym najlepszy, chociaż potrafię docenić, jeśli już coś zobaczę. – zapewniał ją szybko. – Nie mam po prostu zbyt dużo okazji. – dodał z lekkim uśmiechem przyznającego się do winy.
I oto właśnie usłyszał dziwny, nietypowy do sytuacji odgłos. Coś na rodzaj stłumionego ryku i łamanych gałęzi. Przyłożył palec do ust i zanim odpowiedział, chwycił kuszę. Jeśli Loretta nie przyjęła jego oferty, zarzucił marynarkę na ramię.
//37,5 - w następnej turze będziemy uwzględniac rzut barda.