15.02.2024, 14:53 ✶
Olivia stęknęła, bo zderzenie z posadzką nie było tym, czego oczekiwała dzisiejszego dnia. No i bolało, nie była przyzwyczajona do tego, by rozbijać się kośćmi o kamienie. W pierwszej chwili, gdy dostrzegła blond włosy i bladą cerę, poczuła złość. Z marszu, tak jak inni, wzięła go za ślizgona. A ślizgoni byli... No właśnie. Miała tak nieprzyjemne doznania z nimi ostatnio, że tylko "przepraszam" sprawiło, że Olivia nie wylała wiadra pomyj na łeb biednego chłopaka. Przecież ślizgoni nie przepraszali, a na pewno nie robili tego Malfoyowie. A fakt, że to ona również nie uważała i lazła gdzie popadnie, być może pomógł w tym opanowaniu się chociaż troszeczkę.
- To hm. Ja przepraszam - powiedziała w końcu, podejrzliwie łypiąc na chłopaka. To nie tak, że nie zwracała na innych uwagi, po prostu miała talent do zapominania twarzy, które migały jej bez kontekstu w pokoju wspólnym czy wielkiej sali. Zauważyła jednak barwy swojego domu, co ostatecznie rozwiało wszelkie wątpliwości. Ale by była wtopa, gdyby na niego nawrzeszczała, aj. - Powinnam patrzeć, gdzie idę.
Dodała już łagodniej, zbierając się z ziemi. Sięgnęła po pergaminy, skoro Lovegood zajął się zbieraniem jej książek. Wszystkie dotyczyły zielarstwa i eliksirów, nie było wśród nich ani jednej książki typowo rozrywkowej. Możliwe, że Olivia miała na głowie jakąś pracę do napisania, patrząc na to, że część zwojów, które zebrała, była pusta.
- Dzięki, zagapiłam się - odebrała od chłopaka książki i ułożyła je tak, by nic jej nie wypadło z rąk. Mogłaby je włożyć do torby, ale pech chciał, że zapomniała jej z pokoju, i jakoś tak wyszło, że zorientowała się pod biblioteką. I nie chciało jej się już wracać, więc taki był tego efekt.
Lovegood usłyszał czyjś płacz. Dobiegał zza zamkniętych drzwi, obok których zderzył się z Olivią. Brzmiał... żałośnie smutno, jakby komuś zadziała się naprawdę ogromna, niewypowiedziana krzywda. Tylko osoba, która miałaby serce z kamienia, nie zainteresowałaby się tymi dźwiękami, tak przejmująco smutne były.
- To hm. Ja przepraszam - powiedziała w końcu, podejrzliwie łypiąc na chłopaka. To nie tak, że nie zwracała na innych uwagi, po prostu miała talent do zapominania twarzy, które migały jej bez kontekstu w pokoju wspólnym czy wielkiej sali. Zauważyła jednak barwy swojego domu, co ostatecznie rozwiało wszelkie wątpliwości. Ale by była wtopa, gdyby na niego nawrzeszczała, aj. - Powinnam patrzeć, gdzie idę.
Dodała już łagodniej, zbierając się z ziemi. Sięgnęła po pergaminy, skoro Lovegood zajął się zbieraniem jej książek. Wszystkie dotyczyły zielarstwa i eliksirów, nie było wśród nich ani jednej książki typowo rozrywkowej. Możliwe, że Olivia miała na głowie jakąś pracę do napisania, patrząc na to, że część zwojów, które zebrała, była pusta.
- Dzięki, zagapiłam się - odebrała od chłopaka książki i ułożyła je tak, by nic jej nie wypadło z rąk. Mogłaby je włożyć do torby, ale pech chciał, że zapomniała jej z pokoju, i jakoś tak wyszło, że zorientowała się pod biblioteką. I nie chciało jej się już wracać, więc taki był tego efekt.
Lovegood usłyszał czyjś płacz. Dobiegał zza zamkniętych drzwi, obok których zderzył się z Olivią. Brzmiał... żałośnie smutno, jakby komuś zadziała się naprawdę ogromna, niewypowiedziana krzywda. Tylko osoba, która miałaby serce z kamienia, nie zainteresowałaby się tymi dźwiękami, tak przejmująco smutne były.