!prezentgodryka
Vincent lubił imprezy w takich miejscach jak stodoła. Nie były one żadnymi balami organizowanymi przez jego brata, więc miał sto procent pewności, że nikt nie będzie chciał go zeswatać z jakąś pannicą. Ubrał się luźno, ale elegancko. Miał na sobie czarną koszulę, ale nie założył krawata, do tego wziął skórzaną kurtkę, ale jej nie zakładał. Wziął ją na wszelki wypadek, bo Angielska pogoda była zaskakująca w każdym calu. Do tego ciemne, dżinsowe spodnie i zawsze te same, ciemne, wojskowe buty. Może nie nadawały się do tańczenia, ale było mu w nich wygodnie. Wszedł odrobinę spóźniony, bo do samego końca nie wiedział, czy się pojawi. Rozejrzał się po miejscu u pokiwał z uznaniem głową. Brenna przeszła samą siebie. Miejsce wyglądało bajecznie. Przeleciał każdego z osobna, a gdy dostrzegł Longbottom podszedł do niej z uśmiechem na ustach. W końcu przestał już chować ich znajomość. Zaczynał mieć z nią coraz więcej powiązań i coraz ciężej będzie udawać im, że się nie znają.
Nim jednak do niej dotarł ktoś podsunął mu jakiś koszyk, więc odruchowo wyjął z niego przedmiot. Spojrzał na niewielkie lusterko i uniósł w zdumieniu brwi, gdy zobaczył tam Brenne. Nie wiedział o co chodziło, więc schował je szybko do kieszeni, aby dziewczyna tego nie zauważyła. Podszedł do niej i dźgnął ją palcem w ramię.
– Zdecydowanie nie wygląda to jak impreza w stodole, Paskudo – zagadnął ją z uśmiechem – Nie siedź tak, zacznij się bawić – stanął przed nią i wyciągnął do niej dłoń – Zatańczysz ze mną, Paskudo? – uśmiechnął się cynicznie patrząc jej w oczy. Zdecydowanie nie wyglądał w tym momencie jak przyjaciel, ale nie myślał o konsekwencjach tego, że wyciąga Brenne Longbottom do tańca.