Była wykończona, prosiła Felixa, aby nauczył ją czytać i ta nauka była cholernie mozolna. Nawet w pewnym momencie się popłakała, gdy zaczęła mylić dwie podobne do siebie literki. Ćwiczyli na książkach kucharskich, bo to jej się dobrze kojarzyło, a gdy Felix zwracał jej uwagę, że czyta z pamięci to czuła się jak największy debil na świecie. W końcu poprosiła o przerwę, aby to on jej coś poczytał. Ubrała swoją różową piżamę, która składała się z koszulki na cienkim ramiączku i spodenek, które sięgały jej niżej pośladków. Wsunęła się pod kołdrę, przytuliła do niego, zamknęła oczy i słuchała jego kojącego głosu, który sprawiał, że znużenie dopadło ją zdecydowanie szybciej.
Strach. To poczuła, gdy otworzyła oczy na lotnisku trzymana za rękę przez obcego jej mężczyznę. W sumie nie do końca obcego, bo jeszcze kilka chwil temu zamordował jej chłopaka. Patrzyła na niego z niedowierzaniem. Chyba miał jakieś zaniki pamięci, sama Elaine wiedziała, że chwilę temu chciał ją zabrać do samolotu. Zacisnęła mocniej dłoń na jego własnej dłoni czując, że to jedyna rzecz, która była jej znajoma, ale nie wiedziała dlaczego. Mniej znajome było to, że była ona cholernie zimna w porównaniu do jej własnej, która była ciepła.
– Na lotnisku – odparła patrząc na niego i marszcząc mocno brwi – Miałeś zabrać mnie w bezpieczne miejsce – dodałaś jeszcze rozglądając się nerwowo po okolicy. – Ale coś się… schrzaniło, nie pamiętam… – dodałaś patrząc na jego bladą twarz. Była jej znajoma, ale dlaczego?