Erik i Nora podchodzą do wodopoju i trafiają na Sama i Persa
Była taka szansa, że sprowadzili na siebie zemstę jakiejś Bogini Bimbru, Dionizosa, czy jeszcze innego bóstwa alkoholu. Kto tak naprawdę wiedział, co może urazić siły wyższe? Chyba nawet Morpheus Longbottom nie mógł być tego pewien, chociaż znał się na tym zdecydowanie lepiej od tej dwójki.
- Wysilić? Tylko po co, skoro wszystko się samo układa może warto odpuścić? Dać się ponieść chwili. - Miała wrażenie, że zupełnie niepotrzebnie narzuciła na przyjaciela jakąś presję, a nie o to zupełnie jej chodziło. Mieli przecież się bawić, odpuścić i zapomnieć się chociaż na chwilę. Takie rozmyślanie nie miało żadnego sensu, zrobiło się trochę za bardzo filozoficznie...
Przez chwilę skupiła się na krysztale, który Longbottom trzymał w dłoniach, pięknie się mienił i albo jej się wydawało, albo przybrał kształt goldena, było to całkiem urocze.
- Czekam na to, zrobimy ci taką kampanię, że nikt nie będzie ci w stanie dorównać. - Już widziała przed oczami te wszystkie plakaty z jego twarzą, przez myśl jej przeszło, że mogłaby zrobić nawet ciastka z jego wizerunkiem, to na pewno zrobiłoby furorę. - Zbliżasz się do trzydziestki, już niedługo będziesz mógł kandydować. - Wiedziała, że aktualnie wiek był jego jedynym ograniczeniem, ale jeszcze trochę, a na pewno spełni to marzenie.
- Pamiętaj, to nie szata zdobi człowieka, liczy się coś więcej. - Może faktycznie nieco przesadziła z tą sukienką? Szybko jednak przestała się tym przejmować, bo pojawił się nieco większy kłopot, o którym właściwie chyba nie chciała powiedzieć Longbottomowi, przywykła do tego, że był to temat, o którym nikomu nie wspominała, miała nie rozdrapywać ran, zapomnieć o wszystkim. Tyle, że wspomnienia wróciły, bardzo szybko w najmniej odpowiednim momencie, a zaczęło się od tej nieszczęsnej popijawy w Warowni. Na całe szczęście Erik chyba nie zauważył jej chwilowej zmiany nastroju.
Nie musiała go namawiać, trochę się bała, że może mieć jakieś obiekcje związane ze spożywaniem alkoholu, bo ostatnio skończyło się to dla nich nie najlepiej, jednak jak zawsze podszedł do tematu z aprobatą. Schowają się przy tych drinkach i będzie mogła zastanowić się, co robić dalej. Najprostsze wydawało się jej być zwyczajnie unikanie kontaktu, chociażby wzrokowego, tyle, że tak bardzo się na tym skupiła, że nie zauważyła, iż Samuel najwyraźniej wybrał ten sam sposób.
Dotarli do baru. Norka wpatrywała się w drinki, aby wybrać ten upragniony. Sięgnęła po jeden z nich i umoczyła w nim swoje usta. Jeszcze moment, a alkohol pomoże jej odreagować, przynajmniej taką miała nadzieję. Zamroczy choć na chwilę myśli pałętające się po jej głowie.
Zadarła głowę do góry, aby spojrzeć na przyjaciela. Wpatrywała się w niego dłuższą chwilę, szukając odpowiedzi na pytanie, które jej zadał. - Wyglądasz wspaniale, jak zawsze, może faktycznie nieco luźniej, możemy ci coś wyczarować, żebyś poczuł się lepiej, chociaż jak dla mnie jest idealnie. - Nie wydawało jej się, żeby mu czegoś brakowało, ale rozumiała z czego wynika to zawahanie.
Dostrzegła gest wykonany przez przyjaciela. Zaciekawiona była z kim się wita. Wykonała więc zgrabny obrót na jednej stopie, o sto osiemdziesiąt stopni. Sukienka zawirowała, a wraz z nią gwiazdki, które się na niej znajdowały, mieniły się przy tym okropnie.
No i wtedy okazało się, że jej sprytny plan poniósł klęskę, bo Sam stał niedaleko, to na nim skupiła się w pierwszej chwili, spoglądała na niego zdecydowanie zbyt długo, nie mogła oderwać od mężczyzny swojego wzroku. Zmężniał, nie był już tym chłopcem z Kniei, którego zapamiętała, o którym myślała, kiedy wpatrywała się w gwiazdy, wiele razy. Zastanawiała się, czy jest szczęśliwy, czy wszystko z nim dobrze, pomimo rozczarowania, które przeżyła. Jednak zawsze mogło być gorzej, bo po chwili dostrzegła też Perseusa stojącego u jego boku. Przysunęła kieliszek do ust, i dopiła jego zawartość jednym haustem. Wiedziała, że to przyjaciel Erika, tyle, że miała z nim związane dosyć wstydliwe wspomnienie, do którego wolała by nie wracać. Odstawiła szkło na stolik i wysiliła się na uśmiech.