16.02.2024, 10:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.02.2024, 10:31 przez Samuel McGonagall.)
tltr: rozmawia przy drinkbarze z Perseusem, Norą i Erikiem
Komplement od Dory mile łechtał jego ego, ubranie czyniło go kimś innym i to było bardzo dziwne i bardzo przyjemne uczucie. Język zignorował, wina się napił, ale z ciekawości (i troszeczkę z desperacji) podpytał barmana o te zabawne kolorowe napitki, o których wspomniała Bee przed momentem. Udawana arystokracja budziła w nim prawdziwie arystokratyczną krew i pewną pazerność. Był jak misio, który dobrał się do ula – chciał spróbować wszystkiego.
Perseus, który pojawił się w samym środku tego dziwnego głodu, wywołał ciepły uśmiech na wyprofilowanej równo przyciętym zarostem twarzy. Wielokrotnie dlań pracował, i tylużkrotnie odmawiał podjęcia leczenia. Przecież był absolutnie normalny, ale musiał przyznać, że bawiły go te próby ze strony zasuszonego pięknisia. Teraz, gdy oboje stali tacy eleganccy (gdyż ponieważ nawet w garniturze w kratę poziom eleganckości Samuela wywalił zdecydowanie poza skalę), stwierdził, że to nie jest kwestia zasuszoności, a intensywnością spojrzenia swoich czarnych oczu dorównałby z pewnością matce obecnie ukoronowanego księcia iluzorycznej kniei.
– Zlecenia się sypią, ale pamiętam o tych szafkach we wschodnim skrzydle. Zajrzę do was w przyszłym tygodniu, obiecuję. A jak tam Twój ślub druhu? Czy mi się wydaje, czy to jutro? Czy teraz przypadkiem nie jest Twój.. kawalerski wieczór? Wypijmy za to! – zaproponował, wskazując barmanowi, że te kolorowe magiczne drinki, to dwa będą potrzebne.
Tymczasem gdzieś niedaleko, ktoś chyba wypowiedział imię osoby, na którą czekał. Obrócił się, by wyłapać wzrokiem pośród rosnącego gąszczu ludzi charakterystyczny chód… ale nic nie zobaczył. Zapachy mieszały się ze sobą, głosy splatały w tańcu. Nic to, może mu się wydawało...
Już zastanawiał się, czy nie przeprosić lekarza i nie sprawdzić tego, ale wryło go w ziemię. Oto przybył dziedzic ze swoją partnerką. Powinien – tak jak czynił to od czasu ich rozstania – natychmiast się ulotnić, udawać, że nigdy nie było go w tym miejscu. Wiedział jednak, że dla Perseusa to będzie jak woda na młyn, o jego aspołeczności i tonie mechanizmów obronnych, których nazw nie potrafił spamiętać. Obok nich stuknęły gotowe napitki i Sam od razu uniósł swój
– Za ostatnie chwile wolności! – zaproponował i wypił do dna.
A potem, mimo doskonałego samopoczucia na ciele, to jednak język zawiązał mu się w supeł. Co mógł powiedzieć, żeby nie zdradzić się znajomością listu? Wybrał nic, jako najbezpieczniejszą z możliwych opcję. Zatem skinął głową, uśmiechając się z mocno zaciśniętymi ustami, by w końcu wydusić z siebie:
– Ładnie razem wyglądacie. – dobrze! neutralny początek wypowiedziany na powitanie Nory i Erika dobrze rokował. Teraz coś z palety tych małych głupiutkich zdań dla wypełnienie ciszy: – Co podoba Wam się najbardziej? Bo mi sufit. Lubię to, że udaje, że go nie ma. – nie zignorował Perseusa, pytanie było również do jego być-może-nigdy-terapeuty.
!magicznydrink
Komplement od Dory mile łechtał jego ego, ubranie czyniło go kimś innym i to było bardzo dziwne i bardzo przyjemne uczucie. Język zignorował, wina się napił, ale z ciekawości (i troszeczkę z desperacji) podpytał barmana o te zabawne kolorowe napitki, o których wspomniała Bee przed momentem. Udawana arystokracja budziła w nim prawdziwie arystokratyczną krew i pewną pazerność. Był jak misio, który dobrał się do ula – chciał spróbować wszystkiego.
Perseus, który pojawił się w samym środku tego dziwnego głodu, wywołał ciepły uśmiech na wyprofilowanej równo przyciętym zarostem twarzy. Wielokrotnie dlań pracował, i tylużkrotnie odmawiał podjęcia leczenia. Przecież był absolutnie normalny, ale musiał przyznać, że bawiły go te próby ze strony zasuszonego pięknisia. Teraz, gdy oboje stali tacy eleganccy (gdyż ponieważ nawet w garniturze w kratę poziom eleganckości Samuela wywalił zdecydowanie poza skalę), stwierdził, że to nie jest kwestia zasuszoności, a intensywnością spojrzenia swoich czarnych oczu dorównałby z pewnością matce obecnie ukoronowanego księcia iluzorycznej kniei.
– Zlecenia się sypią, ale pamiętam o tych szafkach we wschodnim skrzydle. Zajrzę do was w przyszłym tygodniu, obiecuję. A jak tam Twój ślub druhu? Czy mi się wydaje, czy to jutro? Czy teraz przypadkiem nie jest Twój.. kawalerski wieczór? Wypijmy za to! – zaproponował, wskazując barmanowi, że te kolorowe magiczne drinki, to dwa będą potrzebne.
Tymczasem gdzieś niedaleko, ktoś chyba wypowiedział imię osoby, na którą czekał. Obrócił się, by wyłapać wzrokiem pośród rosnącego gąszczu ludzi charakterystyczny chód… ale nic nie zobaczył. Zapachy mieszały się ze sobą, głosy splatały w tańcu. Nic to, może mu się wydawało...
Już zastanawiał się, czy nie przeprosić lekarza i nie sprawdzić tego, ale wryło go w ziemię. Oto przybył dziedzic ze swoją partnerką. Powinien – tak jak czynił to od czasu ich rozstania – natychmiast się ulotnić, udawać, że nigdy nie było go w tym miejscu. Wiedział jednak, że dla Perseusa to będzie jak woda na młyn, o jego aspołeczności i tonie mechanizmów obronnych, których nazw nie potrafił spamiętać. Obok nich stuknęły gotowe napitki i Sam od razu uniósł swój
– Za ostatnie chwile wolności! – zaproponował i wypił do dna.
A potem, mimo doskonałego samopoczucia na ciele, to jednak język zawiązał mu się w supeł. Co mógł powiedzieć, żeby nie zdradzić się znajomością listu? Wybrał nic, jako najbezpieczniejszą z możliwych opcję. Zatem skinął głową, uśmiechając się z mocno zaciśniętymi ustami, by w końcu wydusić z siebie:
– Ładnie razem wyglądacie. – dobrze! neutralny początek wypowiedziany na powitanie Nory i Erika dobrze rokował. Teraz coś z palety tych małych głupiutkich zdań dla wypełnienie ciszy: – Co podoba Wam się najbardziej? Bo mi sufit. Lubię to, że udaje, że go nie ma. – nie zignorował Perseusa, pytanie było również do jego być-może-nigdy-terapeuty.
szukam i nufczę za Morpheusem
Rzut N 1d100 - 9
Akcja nieudana
Akcja nieudana
!magicznydrink