Oddech Morpheusa zadrżał, ale przeżył w swojej pracy dość czasu, aby nie rzucać się na pomoc każdemu, kto omdlewał w podejrzanych korytarzach, gdy głosy w głowie mówią o śmierci i uwolnieniu. Palce świerzbiły go, aby zapalić, podobnie jak Vincenta, tylko on pogodził się już z tym, że nałóg trawił jego organizm. Zabawne, że gdy był młody, palenie uznawano za pro-zdrowotne i stąd właściwie się ono wzięło w jego życiu. Znów sięgnął po talię kart, aby dodać sobie otuchy.
— To Alistair, mężczyzna, który usłyszała przepowiednię o wyspie — powiedział ściszonym głosem. — Coś się pożywia tymi, którzy tu wchodzą. Wydaje mi się, że coś próbuje mnie ostrzec w mojej głowie. Głosy, o których mówił Charon. On czeka w mroku, by się pożywić, by się uwolnić. Czy mówią do kogoś jeszcze?
Spojrzał po towarzystwie z zaciętą miną Niewymownego. Jego oczy zalśniły mu determinacją oraz dziwną fascynacją. Musiał dotrzeć do sedna tej sprawy. Źródła ciemności. Persefono, córko potężnego Zeusa, przybądź, błogosławiona. Jedyne życie i śmierć cierpiących udręki śmiertelnych.
Persefono! Zawsze bowiem żywisz i uśmiercasz wszystko. Wysłuchaj, błogosławiona bogini, wydaj plony z ziemi. Kwitnąca pokojem i uśmierzającym ból zdrowiem i zamożnym, przynoszącym bogate dary życiem. Ze swojej i potężnego Plutona krainy, królowo. Przyjmij Alistaira do swojej krainy.