16.02.2024, 13:41 ✶
Rozmawiam z Norą, Samuelem i Perseuszem przy barze.
Pod wpływem magicznego drinka zaczynam latać i obecnie wiszę do góry nogami trzymając się Sama.
Kryształowy wilk na blacie baru migocze na zielono-szaro, bo się od niego oddalam.
Mówisz o tej imprezie, czy moim życiu?, rzucił markotnie w myślach Erik, skinąwszy jedynie głową na komentarz Nory. Wszystko się układało... Niedopowiedzenie kwartału. Starał się trzymać nadziei, że sama potańcówka rozkręci się bez jego większego udziału. Nie chciał ryzykować, że niestandardowy jak na jego standardy nastrój przyczyni się do tego, że zepsuje komuś humor. Bywało już gorzej, a trochę maskowania prawdziwego nastroju jeszcze nikomu wielkiej krzywdy nie zrobiło. Nie byłaby to pierwsza maska, jaką musiał przywdziać w życiu.
— To prawda, ale jak ma się dobry gust, to ludzie to zauważają. I doceniają. A na marginesie, ładnemu we wszystkim ładnie, więc już nie musisz się tak przejmować — odparł dyplomatycznie, skoro chciała przerzucać się mądrościami ludowymi i przysłowiami. — Chodź, wypijemy jeden, dwa drinki i od razu zrobi nam się lepiej. Ostatnio zadzialalo.
Zaśmiał się cicho, przekładając nerwowo kryształową figurkę z jednej dłoni do drugiej. Ich nocna popijawa nie była zła sama w sobie; pozwoliła im trochę zresetować baterię i chociaż na moment przestać przejmować się światem, który zdawał się na nich czyhać za progiem Warowni. Gorsze było to, że w przypadku Erika tamta gra w butelkę rozbudziła wspomnienia, jakie przez lata trzymał szczelnie zamknięte, a potem uległ własnej ciekawości i emocjom. Igrał z ogniem, chcąc sprawdzić, czy czas faktycznie wyleczył wszystkie rany. Niespodzianka, nie wyleczył. Może nawet wręcz przeciwnie.
— To nie będzie to samo — zwrócił uwagę, głosem rozkapryszonego dziecka. Po upiciu kilku łyków drinka, poczuł się nieprawdopodobnie lekki, niemalże jakby ktoś ściągnął z jego pleców wielki ciężar. Zerknął do naczynia zdziwiony. Co Brenna tam dodała? Jakiś środek uspokajający. — Poza tym... Jak stoisz z transmutacją?
Odwzajemnił posłane ku niemu skinięcie głowy Blacka. Cieszył się, że mimo natłoku pracy i osobistych zobowiązań udało mu się wyrwać na to lokalne wydarzenie. Nie połączył jednak kropek, że po takim czasie Nora dalej mogłaby czuć się niezręcznie w jego towarzystwie. Jakby się tak nad tym zastanowić, to Perseusz zaczął wnikać w tutejszą społeczność coraz mocniej i mocniej: znalazł się, chociażby na Beltane, a także Lithcie, kiedy to słońce i księżyc zagościły jednocześnie na niebie. Logiczne było, że ich ścieżki zaczną się przecinać coraz częściej.
— Wy też wyglądacie całkiem znakomicie — odparł odruchowo, uśmiechając się krzywo do obu panów, gdy do nich podeszli. Dobrze, że nie powiedział ''smakowicie'', bo i to słowo tańczyło mu na języku. Przeniósł wzrok z Sama na Perseusza, aby zaraz wrócić do tego pierwszego. — Do twarzy ci w tym kolorze, Sam.
Jeszcze raz otaksował nieco zazdrośnie wzrokiem jego komplet. Dobrze, że chociaż Perseusz też ubrał się nieco luźniej. Ach no tak, powinien pogratulować tego, że nie tylko trafił na imprezę, ale też dotrwał do ślubu, który miał się odbyć nazajutrz!
— Martwiliśmy się, że Vespera nie wypuści cię z wieży, Percy. — Pokręcił głową w lekkim rozbawieniu. — Brenna była wręcz przekonana, że trzymają cię pod kluczem.
Na jego ustach zagościł ślad szczerego uśmiechu, zapewne jednego z niewielu jakim w ostatnich dniach kogokolwiek obdarzył. Nie mógł się jednak powstrzymać; wizja ta wydawała się aż nazbyt komiczna. Zwłaszcza gdy dodało się do niej parę kapibar ruszających na odbicie swojego idola. Dopił resztki drinka i uniósł czoło w górę, zerkając ku sufitowi.
— Tak, moja siostra przebiła samą siebie. Jak zwykle zresztą. Jest bardzo... uspokajający. — Może ta noc wcale nie będzie taka straszna? Erik radził sobie dobrze jak mało kto z komplementowaniem innych, więc jak utrzyma dotychczasową passę, to wystarczy, że będzie robił to, co mu najlepiej wychodzi. — Chociaż jezioro też jest bardzo ładne. Chociaż to może tylko ja. Lubię wodę.
Westchnął cicho, wychylając się trochę w bok i stając na palcach, aby zerknąć ku parkietowi. Czy ktoś już zaczął tańczyć, czy mogli może tam podejść i... Erik wybałuszył oczy, gdy niespodziewanie zaczął unosić się w powietrze. Kryształowy golden retriever leżący na ladzie zaczął coraz intensywniej migotać wraz ze zwiększającym się dystansem od swojego właściciela.
— Co tu się... — wymamrotał, nie wiedząc co zrobić, aby ponownie opaść. Pięć centymetrów, dziesięć centymetrów, piętnaście centymetrów... Jak tak dalej pójdzie, to obejrzy sobie sufit z bliska! Erik chwycił się pierwszej osoby, jaką dosięgnął. — Czy ktoś mógłby łaskawie mnie... Ooooo!!!
Wypicie całego drinka w tak krótkim czasie zdecydowanie nie było dobrym pomysłem. Efekty zaklętego alkoholu były aż nazbyt mocne, bo nogi Erika dalej leciały ku górze, sprawiając, że mężczyzna wisiał w powietrzu do góry nogami, trzymając się kurczowo ręki Samuela, jakby od tego zależało jego życie. Cudowny początek imprezy. Absolutnie fenomenalny.
Pod wpływem magicznego drinka zaczynam latać i obecnie wiszę do góry nogami trzymając się Sama.
Kryształowy wilk na blacie baru migocze na zielono-szaro, bo się od niego oddalam.
Mówisz o tej imprezie, czy moim życiu?, rzucił markotnie w myślach Erik, skinąwszy jedynie głową na komentarz Nory. Wszystko się układało... Niedopowiedzenie kwartału. Starał się trzymać nadziei, że sama potańcówka rozkręci się bez jego większego udziału. Nie chciał ryzykować, że niestandardowy jak na jego standardy nastrój przyczyni się do tego, że zepsuje komuś humor. Bywało już gorzej, a trochę maskowania prawdziwego nastroju jeszcze nikomu wielkiej krzywdy nie zrobiło. Nie byłaby to pierwsza maska, jaką musiał przywdziać w życiu.
— To prawda, ale jak ma się dobry gust, to ludzie to zauważają. I doceniają. A na marginesie, ładnemu we wszystkim ładnie, więc już nie musisz się tak przejmować — odparł dyplomatycznie, skoro chciała przerzucać się mądrościami ludowymi i przysłowiami. — Chodź, wypijemy jeden, dwa drinki i od razu zrobi nam się lepiej. Ostatnio zadzialalo.
Zaśmiał się cicho, przekładając nerwowo kryształową figurkę z jednej dłoni do drugiej. Ich nocna popijawa nie była zła sama w sobie; pozwoliła im trochę zresetować baterię i chociaż na moment przestać przejmować się światem, który zdawał się na nich czyhać za progiem Warowni. Gorsze było to, że w przypadku Erika tamta gra w butelkę rozbudziła wspomnienia, jakie przez lata trzymał szczelnie zamknięte, a potem uległ własnej ciekawości i emocjom. Igrał z ogniem, chcąc sprawdzić, czy czas faktycznie wyleczył wszystkie rany. Niespodzianka, nie wyleczył. Może nawet wręcz przeciwnie.
— To nie będzie to samo — zwrócił uwagę, głosem rozkapryszonego dziecka. Po upiciu kilku łyków drinka, poczuł się nieprawdopodobnie lekki, niemalże jakby ktoś ściągnął z jego pleców wielki ciężar. Zerknął do naczynia zdziwiony. Co Brenna tam dodała? Jakiś środek uspokajający. — Poza tym... Jak stoisz z transmutacją?
Odwzajemnił posłane ku niemu skinięcie głowy Blacka. Cieszył się, że mimo natłoku pracy i osobistych zobowiązań udało mu się wyrwać na to lokalne wydarzenie. Nie połączył jednak kropek, że po takim czasie Nora dalej mogłaby czuć się niezręcznie w jego towarzystwie. Jakby się tak nad tym zastanowić, to Perseusz zaczął wnikać w tutejszą społeczność coraz mocniej i mocniej: znalazł się, chociażby na Beltane, a także Lithcie, kiedy to słońce i księżyc zagościły jednocześnie na niebie. Logiczne było, że ich ścieżki zaczną się przecinać coraz częściej.
— Wy też wyglądacie całkiem znakomicie — odparł odruchowo, uśmiechając się krzywo do obu panów, gdy do nich podeszli. Dobrze, że nie powiedział ''smakowicie'', bo i to słowo tańczyło mu na języku. Przeniósł wzrok z Sama na Perseusza, aby zaraz wrócić do tego pierwszego. — Do twarzy ci w tym kolorze, Sam.
Jeszcze raz otaksował nieco zazdrośnie wzrokiem jego komplet. Dobrze, że chociaż Perseusz też ubrał się nieco luźniej. Ach no tak, powinien pogratulować tego, że nie tylko trafił na imprezę, ale też dotrwał do ślubu, który miał się odbyć nazajutrz!
— Martwiliśmy się, że Vespera nie wypuści cię z wieży, Percy. — Pokręcił głową w lekkim rozbawieniu. — Brenna była wręcz przekonana, że trzymają cię pod kluczem.
Na jego ustach zagościł ślad szczerego uśmiechu, zapewne jednego z niewielu jakim w ostatnich dniach kogokolwiek obdarzył. Nie mógł się jednak powstrzymać; wizja ta wydawała się aż nazbyt komiczna. Zwłaszcza gdy dodało się do niej parę kapibar ruszających na odbicie swojego idola. Dopił resztki drinka i uniósł czoło w górę, zerkając ku sufitowi.
— Tak, moja siostra przebiła samą siebie. Jak zwykle zresztą. Jest bardzo... uspokajający. — Może ta noc wcale nie będzie taka straszna? Erik radził sobie dobrze jak mało kto z komplementowaniem innych, więc jak utrzyma dotychczasową passę, to wystarczy, że będzie robił to, co mu najlepiej wychodzi. — Chociaż jezioro też jest bardzo ładne. Chociaż to może tylko ja. Lubię wodę.
Westchnął cicho, wychylając się trochę w bok i stając na palcach, aby zerknąć ku parkietowi. Czy ktoś już zaczął tańczyć, czy mogli może tam podejść i... Erik wybałuszył oczy, gdy niespodziewanie zaczął unosić się w powietrze. Kryształowy golden retriever leżący na ladzie zaczął coraz intensywniej migotać wraz ze zwiększającym się dystansem od swojego właściciela.
— Co tu się... — wymamrotał, nie wiedząc co zrobić, aby ponownie opaść. Pięć centymetrów, dziesięć centymetrów, piętnaście centymetrów... Jak tak dalej pójdzie, to obejrzy sobie sufit z bliska! Erik chwycił się pierwszej osoby, jaką dosięgnął. — Czy ktoś mógłby łaskawie mnie... Ooooo!!!
Wypicie całego drinka w tak krótkim czasie zdecydowanie nie było dobrym pomysłem. Efekty zaklętego alkoholu były aż nazbyt mocne, bo nogi Erika dalej leciały ku górze, sprawiając, że mężczyzna wisiał w powietrzu do góry nogami, trzymając się kurczowo ręki Samuela, jakby od tego zależało jego życie. Cudowny początek imprezy. Absolutnie fenomenalny.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞