16.02.2024, 14:29 ✶
Razem z Morpheusem podchodzimy do drinków.
No i poszli, na szczęście. Nie to, że nie lubił... kobiet... zapomniał ich imion, po prostu jakoś tak za dużo rzeczy na raz się zrobiło. Dopiero w połowie trasy po drinki zauważył, że zostawił pozytywkę na stole, ale raczej nie zginie, prawda? I tak mieli tam wracać.
Milczał tę krótką drogę, z niezadowoleniem w głowie widząc do kogo się zbliżają. Ta impreza powoli zaczynała się dla niego zmieniać w grę ,,Jakiego znajomego jeszcze spotkam". Jednak objęcie Morpheusa przyciągnęło go do rzeczywistości, szarej i smutnej, ale grunt, że byli w niej razem. Poprawiło mu to humor, ale wprawiło w kolejną konsternację, bo jak to się tak przy ludziach zachowywać? W sumie to jego znajomi, to może wiedzą? Ale co wiedzą i ile wiedzą, ile im mówił? Nieważne, póki co cieszył się jego bliskością i zapachem, a uśmiech na twarzy wilkołaka dalej dzielnie trwał. To było błąd. Zawsze robił plany, a później jak dochodziły do skutku, to żałował. Chyba nigdy się nie nauczy.
Spojrzał na Erika i cóż, w końcu uśmiechnął się szczerze, choć nieśmiało, bo jak to się tak śmiać z innych? Wzrok jednak zjechał w dół na osoby na ziemi. Perseus był... był jego lekarzem? A on przecież... Przecież? On gadał Perseusowi, jak to Morpheus mu serce złamał. Oczywiście imion nie używał ani nazwisk, ale jednak. Wszystko robiło się coraz bardziej skomplikowane. Do tego ten Samuel, oni wszyscy. Czuł się jak pięcioletni bratanek zabrany na ślub, bo opiekunka się pochorowała. Stał uśmiechał się miło, kiwał głową na powitanie... A wewnętrznie umierał. Ile czasu minęło? Dwadzieścia minut imprezy? Półgodziny? Nie miał przy sobie zegarka...
No i poszli, na szczęście. Nie to, że nie lubił... kobiet... zapomniał ich imion, po prostu jakoś tak za dużo rzeczy na raz się zrobiło. Dopiero w połowie trasy po drinki zauważył, że zostawił pozytywkę na stole, ale raczej nie zginie, prawda? I tak mieli tam wracać.
Milczał tę krótką drogę, z niezadowoleniem w głowie widząc do kogo się zbliżają. Ta impreza powoli zaczynała się dla niego zmieniać w grę ,,Jakiego znajomego jeszcze spotkam". Jednak objęcie Morpheusa przyciągnęło go do rzeczywistości, szarej i smutnej, ale grunt, że byli w niej razem. Poprawiło mu to humor, ale wprawiło w kolejną konsternację, bo jak to się tak przy ludziach zachowywać? W sumie to jego znajomi, to może wiedzą? Ale co wiedzą i ile wiedzą, ile im mówił? Nieważne, póki co cieszył się jego bliskością i zapachem, a uśmiech na twarzy wilkołaka dalej dzielnie trwał. To było błąd. Zawsze robił plany, a później jak dochodziły do skutku, to żałował. Chyba nigdy się nie nauczy.
Spojrzał na Erika i cóż, w końcu uśmiechnął się szczerze, choć nieśmiało, bo jak to się tak śmiać z innych? Wzrok jednak zjechał w dół na osoby na ziemi. Perseus był... był jego lekarzem? A on przecież... Przecież? On gadał Perseusowi, jak to Morpheus mu serce złamał. Oczywiście imion nie używał ani nazwisk, ale jednak. Wszystko robiło się coraz bardziej skomplikowane. Do tego ten Samuel, oni wszyscy. Czuł się jak pięcioletni bratanek zabrany na ślub, bo opiekunka się pochorowała. Stał uśmiechał się miło, kiwał głową na powitanie... A wewnętrznie umierał. Ile czasu minęło? Dwadzieścia minut imprezy? Półgodziny? Nie miał przy sobie zegarka...