16.02.2024, 15:28 ✶
Na usta cisnęło się "nie warto". Ale nie wypowiedział tych słów na głos. Starał się nie wypowiadać na temat Ministerstwa - raczej w ocenie jego działania na głos był ostrożny, szczególnie jeżeli rozmawiał z osobami, które w Ministerstwie pracowały. Mogły mieć inne spojrzenie na pewne kwestie, a nie zawsze jego intencją było wchodzenie klinem między rzeczywistość a opinie.
Rodolphus nie zaczynał nowego tematu, skupiając się na wspomnieniach sprzed kilku godzin. Cisza, która zapadła między nimi, nie była niekomfortowa, jak mógł się wcześniej spodziewać. Być może dlatego, że jego własne meandry umysłu pochłonęły go na tyle, że na krótki moment przestał zwracać uwagę na otoczenie. Rzadko mu się to zdarzało, ale jednak: zdarzało. Ocknął się z tego dziwnego stanu dopiero, gdy Nicholas się odezwał. Spojrzał najpierw na niego, a potem jego wzrok ześlizgnął się na ubrudzony krwią mankiet. Westchnął ciężko. Jasna cholera. Kolejna koszula do kosza, tym razem przez własną głupotę. Ostatnią musiał wywalić przez Laurence'a. I też skończył, chodząc w ubraniach innych ludzi. Chyba musiał zrobić krok w tył i spojrzeć z boku na ostatnie wydarzenia, bo kiedyś nigdy by do tego nie dopuścił. A na pewno nie w tak krótkim odstępie czasu.
- Dzięki. Co do koszuli to obiecuję jej nie zakrwawić - mruknął w odpowiedzi, rozpinając guzik przy mankiecie. Obejrzał plamę, niezbyt dużą ale jednak widoczną. Miał takich jeszcze z tuzin, ale wszystkie były szyte na wymiar i pasowały idealnie. Stanowiły doskonałe połączenie między wynoszonym komfortem a niewygodą, niepowalającą mu na rozluźnienie się. Poza tym nienawidził zakupów, na samą myśl o tym, że będzie musiał udać się do krawca, robiło mu się słabo. - Nie kłopocz się kanapą - istnieje duża szansa, że nie zasnę w ogóle, ale nie będę ci przeszkadzać.
Lestrange wstał. Nie kręciło mu się w głowie, język również był w pełni sprawny i nie powodował plątania słów. Czuł jednak przyjemne rozluźnienie, które opanowało jego ciało i umysł - czyli dokładnie to, co chciał osiągnąć. To był cholernie niebezpieczny stan, pułapka w którą chętnie łapali się nieostrożni ludzie. Spowolnione myśli, przepełnione optymizmem spowodowanym trucizną krążącą w żyłach, były przyjemne i powodowały złudne wrażenie panowania nad sytuacją. Nie dziwił się osobom, które piły często: to było naprawdę miłe uczucie. Przeciągnął się, zerkając w kierunku łazienki. Nie dość, że będzie nosił cudze ubrania, to jeszcze będzie pachniał jak obca osoba. Zdecydowanie powinien przemyśleć swoje zachowanie, zanim ktoś nie urwie mu głowy. Jednak z propozycji zamierzał skorzystać - musiał zmyć z siebie smród Nocturnu i zapach krwi, który mimo obmycia rany drażnił jego nos. Nie wspominając o alkoholu, który wypił i który w tej chwili mu nie przeszkadzał, ale jutro - zapewne tak. Albo i wcześniej, bo podejrzewał, że bez eliksiru który pomoże mu w zaśnięciu, nie miał co liczyć na to, że prześpi ten moment, w którym alkohol przestanie w nim krążyć. Zniknął więc za drzwiami, lecz to co zobaczył w odbiciu lustra, niezbyt mu się spodobało. Był bledszy niż zwykle, źrenice miał nienaturalnie rozszerzone. Włosy, mimo tego że próbował je ujarzmić, wciąż były w nieładzie. Z ust wyrwało mu się ciche ja pierdole. I jak skończyłeś, Lestrange? Zrzucając ubrania w obcym mieszkaniu, bo do swojego nie chcesz wrócić? Miało być oazą, miejscem w którym odzyskujesz spokój i równowagę, a stało się więzieniem. Wiedział już, że popełnił błąd wpuszczając kogoś do swojej przestrzeni. Ten spokój został naruszony, a w efekcie: zburzony. I nawet chłodna woda, spływająca po jego ciele, nie była w stanie zmyć z niego tego poczucia bycia zdradzonym i wrażenia, że ostatnio zbyt wiele potknięć miał na swojej drodze. Na dodatek szykująca się nieprzespana noc na pewno nie sprawi, że jutro będzie lepiej. Nicholas mógłby go nawet na siłę upić, wlewając mu do gardła całą zawartość butelki, a zapewne i tak by nie zasnął.
Rodolphus nie zaczynał nowego tematu, skupiając się na wspomnieniach sprzed kilku godzin. Cisza, która zapadła między nimi, nie była niekomfortowa, jak mógł się wcześniej spodziewać. Być może dlatego, że jego własne meandry umysłu pochłonęły go na tyle, że na krótki moment przestał zwracać uwagę na otoczenie. Rzadko mu się to zdarzało, ale jednak: zdarzało. Ocknął się z tego dziwnego stanu dopiero, gdy Nicholas się odezwał. Spojrzał najpierw na niego, a potem jego wzrok ześlizgnął się na ubrudzony krwią mankiet. Westchnął ciężko. Jasna cholera. Kolejna koszula do kosza, tym razem przez własną głupotę. Ostatnią musiał wywalić przez Laurence'a. I też skończył, chodząc w ubraniach innych ludzi. Chyba musiał zrobić krok w tył i spojrzeć z boku na ostatnie wydarzenia, bo kiedyś nigdy by do tego nie dopuścił. A na pewno nie w tak krótkim odstępie czasu.
- Dzięki. Co do koszuli to obiecuję jej nie zakrwawić - mruknął w odpowiedzi, rozpinając guzik przy mankiecie. Obejrzał plamę, niezbyt dużą ale jednak widoczną. Miał takich jeszcze z tuzin, ale wszystkie były szyte na wymiar i pasowały idealnie. Stanowiły doskonałe połączenie między wynoszonym komfortem a niewygodą, niepowalającą mu na rozluźnienie się. Poza tym nienawidził zakupów, na samą myśl o tym, że będzie musiał udać się do krawca, robiło mu się słabo. - Nie kłopocz się kanapą - istnieje duża szansa, że nie zasnę w ogóle, ale nie będę ci przeszkadzać.
Lestrange wstał. Nie kręciło mu się w głowie, język również był w pełni sprawny i nie powodował plątania słów. Czuł jednak przyjemne rozluźnienie, które opanowało jego ciało i umysł - czyli dokładnie to, co chciał osiągnąć. To był cholernie niebezpieczny stan, pułapka w którą chętnie łapali się nieostrożni ludzie. Spowolnione myśli, przepełnione optymizmem spowodowanym trucizną krążącą w żyłach, były przyjemne i powodowały złudne wrażenie panowania nad sytuacją. Nie dziwił się osobom, które piły często: to było naprawdę miłe uczucie. Przeciągnął się, zerkając w kierunku łazienki. Nie dość, że będzie nosił cudze ubrania, to jeszcze będzie pachniał jak obca osoba. Zdecydowanie powinien przemyśleć swoje zachowanie, zanim ktoś nie urwie mu głowy. Jednak z propozycji zamierzał skorzystać - musiał zmyć z siebie smród Nocturnu i zapach krwi, który mimo obmycia rany drażnił jego nos. Nie wspominając o alkoholu, który wypił i który w tej chwili mu nie przeszkadzał, ale jutro - zapewne tak. Albo i wcześniej, bo podejrzewał, że bez eliksiru który pomoże mu w zaśnięciu, nie miał co liczyć na to, że prześpi ten moment, w którym alkohol przestanie w nim krążyć. Zniknął więc za drzwiami, lecz to co zobaczył w odbiciu lustra, niezbyt mu się spodobało. Był bledszy niż zwykle, źrenice miał nienaturalnie rozszerzone. Włosy, mimo tego że próbował je ujarzmić, wciąż były w nieładzie. Z ust wyrwało mu się ciche ja pierdole. I jak skończyłeś, Lestrange? Zrzucając ubrania w obcym mieszkaniu, bo do swojego nie chcesz wrócić? Miało być oazą, miejscem w którym odzyskujesz spokój i równowagę, a stało się więzieniem. Wiedział już, że popełnił błąd wpuszczając kogoś do swojej przestrzeni. Ten spokój został naruszony, a w efekcie: zburzony. I nawet chłodna woda, spływająca po jego ciele, nie była w stanie zmyć z niego tego poczucia bycia zdradzonym i wrażenia, że ostatnio zbyt wiele potknięć miał na swojej drodze. Na dodatek szykująca się nieprzespana noc na pewno nie sprawi, że jutro będzie lepiej. Nicholas mógłby go nawet na siłę upić, wlewając mu do gardła całą zawartość butelki, a zapewne i tak by nie zasnął.