— Oh, rozumiem...
Samuel dodał mi nadziei na to, że być może mój strój wpasowywał się w klimat... Może. Na pewno jeszcze przyjrzę się sukienkom innych czarownic, ale teraz czas na upominki. Wylosowałam bardzo ładną spinkę. Nie ukrywałam zdziwienia, ale i zauroczenia swoim łupem. Ozdoba była dobrej jakości, a jej motyw uniwersalnie pasował do każdej okazji... Chociaż niespecjalnie do mojego obecnego stroju. Postanowiłam wpiąć ją w dekolt sukienki, żeby posłużyła mi jako broszka. A skoro Samuel wspomniał o niebie, spojrzałam w górę. Niesamowite, jak piękne rzeczy można stworzyć za pomocą magii. Dlaczego takie sufity nie gościły w każdym czarodziejskim domostwie?
— Babcia mówiła mi, że w Hogwarcie w Dużej Sali był taki zaczarowany sufit... Czy wyglądał podobnie jak tutaj? Bo... chyba chodziłeś do Hogwartu, prawda?
Spojrzałam na lusterko, które wylosował.
— [b]Jaki ładne! — Skomplementowałam, nie dostrzegając jego magicznych właściwości.
"Pozwolisz" było tak wieloznaczne i zestresowało mnie, ale w porę dostrzegłam wystawione ramię, którego się delikatnie złapałam.
— Tak mówisz? Czyli te zaklęcia pewnie nie należą do najprostszych... Wyobrażam sobie, że gdyby były łatwe, to każdy używałby ich na co dzień, bo jakby inaczej.
Skupiłam się na podziwianiu wystroju. Od sufitu, przez dekoracje na wysokości wzroku, po parkiet. Przepiękna iluzja! Jakże bym chciała potrafić coś takiego wyczarować... A może udałoby mi się coś podobnego namalować?
Samuel zaprowadził mnie do stołu z jedzeniem. Tutaj dopiero zaczęła się przygoda. Jaki wybór! Część potraw miało dedykowaną karteczkę. Jakie to urocze! Widać, że zebrało się tu ciepłe towarzystwo dobrze znających się osób. Ciekawe, czy to oznacza, że Samuel zapozna mnie z kimś nowym...
Wtedy zauważyłam latającego Erika i zdusiłam w sobie okrzyk.
— Co tu się dzieje? — Szepnęłam zaskoczona. — Czy tu ma się odbyć jakiś festiwal latania?
Spojrzałam wtedy też na otaczającą unoszącą się osobę kobietę. To była chyba ta pani od pączków z Beltane. Miała cudowną sukienkę. Pasowała tutaj, jak nikt inny. A ja? Ale może to ona ubrała się nad wyraz? Ten latający czarodziej miał pomarańczową koszulę, co dodawało nieco luźniejszego tonu. Ale trzymał za rękę dość formalnie ubranego mężczyznę... Czy interpretacja dress code'u jest dowolna? Czy znajdę odpowiedź na to pytanie? Czy... czy tym elegancko ubranym mężczyzną nie jest Samuel Od Kóz? Rzeczywiście, to on. Jeśli istniała szansa, że mnie zauważył skinęłam mu głową i pomachałam z lekkim uśmiechem.