16.02.2024, 16:42 ✶
Słowa Brenny ugodziły go jak już w serce, a na jego twarz wstąpiła zbolała mina. Nie wiedział, co bardziej go rani: jej złośliwość, czy dźgnięcie palcem. Spuścił nos na kwintę i zaczął rozmasowywać sobie teatralnie ramię, jakby chciał w ten sposób wyzbyć się bólu. Wprawdzie nie zrobiła mu żadnej krzywdy, ale co by było, gdyby jej paznokcie przebiły się przez materiał koszuli i zadrapały go do krwi? Ból byłby taki, jakby szarpała jego duszę, a nie tylko skrawki skóry. Westchnął dramatycznie jak dama w opresji.
— Okładki to nie wszystko — odbił piłeczkę bez większego zaangażowania. Walczył o uznanie Perseusza za celebrytę, aby siostra była zmuszona przyznać mu racji, niźli z faktycznej woli udowodnienie jej, że nazwisko Black nabiera znaczenia w kuluarów świata popularnych czarodziejów i czarownic. — Ludzie gadają, a czasem nie ważne, czy mówią o kimś dobrze czy źle. Percy wywodzi się z dobrego domu, jada w ekskluzywnych knajpach i ma rozległe znajomości. No i pogryzł go bóbr na naszym balu. — Uśmiechnął się słodko, wiedząc, że akurat tutaj nie było czemu zaprzeczać. — Ach, no i przyjechał na jeden z ostatnich sabatów na koniu, a przy okazji pracuje w Lecznicy Dusz. Mnóstwo punktów zaczepienia dla prasy. Zwłaszcza w przededniu ślubu.
Gdyby tylko chciał, zapewne mógł sobie nieba uchylić, jednak czy Blackom zależało na tym, aby piąć się w górę jeszcze bardziej? Już i tak dziedziczyli imiona po gwiazdach, które dla większości świata były poza zasięgiem. Może nawet w życiach członków najczystszych rodzin świata czarodziejów przychodził taki moment, gdy to prostota zwykłego codziennego życia przemawiała do nich bardziej niż pokonywanie kolejnych stopni na drabinie popularności?
— Mhmm... Muszę przyznać, że to bardzo ciekawy punkt widzenia — rzucił żartobliwie, odsuwając się nieco od tematu stricte Charlesa, a uderzając w same usprawiedliwienia tak dzielnie deklarowane przez Brennę. — Więc twoim zdaniem po to po prostu akt dobroci lub litości, że pozwalamy innym nie przyjmować naszego nazwiska?
Zmieszał się mimowolnie, słysząc, kiedy pierwszy raz poznała Samuela. Który to musiał być... Sześćdziesiąty drugi? To dopiero byłby zbieg okoliczności, pomyślał, starając się trzymać myśli na wodzy. Musiała spotkać McGonagalla w odstępie zaledwie kilku tygodni lub miesięcy odkąd Erik trafił na Selwyna i całkowicie stracił głową. Czysty przypadek, ale jakże ironiczny, biorąc pod uwagę, że w obu przypadkach były to osoby, na których im zależało, a jednak tylko jedno z rodzeństwa wyszło z tej walki zwycięsko. Cholerny Selwyn, zaczął bezgłośnie złorzeczyć, wypuszczając powoli powietrze z płuc.
— Tak, rozumiem — wymamrotał powoli, starając się utrzymać swój naturalny ton głosu. Dalej czuł na barkach przytłaczający ciężar przeszłości. — Jeśli znowu będziesz w takiej dramatycznej sytuacji, to daj znać. Ja ci chętnie znajdę jakieś zajęcie. Nauczyłaś już Łatka aportować na komendę?
Dopiero gdy zaczął się rozglądać na boki, zorientował się, że Brenna wróciła do roboty. Stał jeszcze przez chwilę jak słup przy stole, zbierając się do kupy, aż przeniósł się w inną część zaczarowanej stodoły, aby tam zająć się nierozstawionymi jeszcze dekoracjami. Robił to w gruncie rzeczy mechanicznie; machał różdżką bez większego zaangażowania, pozwalając, aby pamięć ciała zrobiła swoje. Nie pierwszy raz pomagał przy organizacji takich przyjęć, więc ręce same wiedziały co robić, jakie naczynie postawić gdzie, a w które miejsce przesunąć wazon ze świeżo ściętymi kwiatami. Dopiero pytanie siostry, które padło nieco później wyrwało z marazmu.
— Nie...? — zaprzeczył powolii, lustrując siostrę czujnym spojrzeniem. Coś go zdradziło, czy to po prostu ona była za bystra? Uniósł pytająco brwi, starając się podkreślić, że nie wie, o co chodzi. To była zbyt długa historia i co najgorsze, wiele wskazywało, że niedokończona. Nie chciał obarczać tym siostry. — A ty... Chcesz o czymś porozmawiać? — Skrócił dzielącą ich odległość o kilka kroków. — Może nie sypiam zbyt dobrze od ostatniej pełni i snuję się jak ghoul, ale... Ty też masz sporo na głowie. Jeśli czegoś potrzebujesz, to pomogę.
Czy to wystarczy, aby odciągnąć uwagę jego siostry? Poniekąd powiedział jej prawdę: nie sypiał dobrze i termin poniekąd zbiegał się z lipcową pełnią. Inna sprawa, że akurat tym razem wilkołak gnieżdżący się na co dzień w jego duszy nie był głównym źródłem kłopotów, a ta ludzka strona Erika. Poza tym... Może powinien czuć się zmartwiony tym, jak się zachowywała Brenna? Bądź co bądź, taki tryb życia mógł wykończyć każdego. Praca, codziennie obowiązki, służba w Zakonie, a Dumbledore w końcu obdarzył ją sporym zaufaniem. Byli tylko ludźmi, nawet jeśli bardzo chcieli udawać, że nie mieli żadnych limitów i ograniczeń.
— Okładki to nie wszystko — odbił piłeczkę bez większego zaangażowania. Walczył o uznanie Perseusza za celebrytę, aby siostra była zmuszona przyznać mu racji, niźli z faktycznej woli udowodnienie jej, że nazwisko Black nabiera znaczenia w kuluarów świata popularnych czarodziejów i czarownic. — Ludzie gadają, a czasem nie ważne, czy mówią o kimś dobrze czy źle. Percy wywodzi się z dobrego domu, jada w ekskluzywnych knajpach i ma rozległe znajomości. No i pogryzł go bóbr na naszym balu. — Uśmiechnął się słodko, wiedząc, że akurat tutaj nie było czemu zaprzeczać. — Ach, no i przyjechał na jeden z ostatnich sabatów na koniu, a przy okazji pracuje w Lecznicy Dusz. Mnóstwo punktów zaczepienia dla prasy. Zwłaszcza w przededniu ślubu.
Gdyby tylko chciał, zapewne mógł sobie nieba uchylić, jednak czy Blackom zależało na tym, aby piąć się w górę jeszcze bardziej? Już i tak dziedziczyli imiona po gwiazdach, które dla większości świata były poza zasięgiem. Może nawet w życiach członków najczystszych rodzin świata czarodziejów przychodził taki moment, gdy to prostota zwykłego codziennego życia przemawiała do nich bardziej niż pokonywanie kolejnych stopni na drabinie popularności?
— Mhmm... Muszę przyznać, że to bardzo ciekawy punkt widzenia — rzucił żartobliwie, odsuwając się nieco od tematu stricte Charlesa, a uderzając w same usprawiedliwienia tak dzielnie deklarowane przez Brennę. — Więc twoim zdaniem po to po prostu akt dobroci lub litości, że pozwalamy innym nie przyjmować naszego nazwiska?
Zmieszał się mimowolnie, słysząc, kiedy pierwszy raz poznała Samuela. Który to musiał być... Sześćdziesiąty drugi? To dopiero byłby zbieg okoliczności, pomyślał, starając się trzymać myśli na wodzy. Musiała spotkać McGonagalla w odstępie zaledwie kilku tygodni lub miesięcy odkąd Erik trafił na Selwyna i całkowicie stracił głową. Czysty przypadek, ale jakże ironiczny, biorąc pod uwagę, że w obu przypadkach były to osoby, na których im zależało, a jednak tylko jedno z rodzeństwa wyszło z tej walki zwycięsko. Cholerny Selwyn, zaczął bezgłośnie złorzeczyć, wypuszczając powoli powietrze z płuc.
— Tak, rozumiem — wymamrotał powoli, starając się utrzymać swój naturalny ton głosu. Dalej czuł na barkach przytłaczający ciężar przeszłości. — Jeśli znowu będziesz w takiej dramatycznej sytuacji, to daj znać. Ja ci chętnie znajdę jakieś zajęcie. Nauczyłaś już Łatka aportować na komendę?
Dopiero gdy zaczął się rozglądać na boki, zorientował się, że Brenna wróciła do roboty. Stał jeszcze przez chwilę jak słup przy stole, zbierając się do kupy, aż przeniósł się w inną część zaczarowanej stodoły, aby tam zająć się nierozstawionymi jeszcze dekoracjami. Robił to w gruncie rzeczy mechanicznie; machał różdżką bez większego zaangażowania, pozwalając, aby pamięć ciała zrobiła swoje. Nie pierwszy raz pomagał przy organizacji takich przyjęć, więc ręce same wiedziały co robić, jakie naczynie postawić gdzie, a w które miejsce przesunąć wazon ze świeżo ściętymi kwiatami. Dopiero pytanie siostry, które padło nieco później wyrwało z marazmu.
— Nie...? — zaprzeczył powolii, lustrując siostrę czujnym spojrzeniem. Coś go zdradziło, czy to po prostu ona była za bystra? Uniósł pytająco brwi, starając się podkreślić, że nie wie, o co chodzi. To była zbyt długa historia i co najgorsze, wiele wskazywało, że niedokończona. Nie chciał obarczać tym siostry. — A ty... Chcesz o czymś porozmawiać? — Skrócił dzielącą ich odległość o kilka kroków. — Może nie sypiam zbyt dobrze od ostatniej pełni i snuję się jak ghoul, ale... Ty też masz sporo na głowie. Jeśli czegoś potrzebujesz, to pomogę.
Czy to wystarczy, aby odciągnąć uwagę jego siostry? Poniekąd powiedział jej prawdę: nie sypiał dobrze i termin poniekąd zbiegał się z lipcową pełnią. Inna sprawa, że akurat tym razem wilkołak gnieżdżący się na co dzień w jego duszy nie był głównym źródłem kłopotów, a ta ludzka strona Erika. Poza tym... Może powinien czuć się zmartwiony tym, jak się zachowywała Brenna? Bądź co bądź, taki tryb życia mógł wykończyć każdego. Praca, codziennie obowiązki, służba w Zakonie, a Dumbledore w końcu obdarzył ją sporym zaufaniem. Byli tylko ludźmi, nawet jeśli bardzo chcieli udawać, że nie mieli żadnych limitów i ograniczeń.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞