16.02.2024, 22:11 ✶
Nie byłem z siebie dumny, że narobiłem jej sińców, ale sama tego chciała, sama prowokowała, krzyczała, że chce więcej, a mnie, kurwa, poniosło. Ten jeden, ostatni raz. Już kolejnych takich fanaberii nie miało być i to ewidentnie nie tak bardzo z moich własnych obietnic, ale z powodu jebanego faktu, że mnie kurwa zamkną w ciemnym Azkabanie i zgniję tam sobie w samotności. Bez Otto, Persephony ani nikogo innego. A to wszystko w nagrodę za rozpętanie drobnej Trzeciej Wojny Światowej w mugolskim pociągu. Suka.
Nie powinna była tego wykorzystywać. Sama chciała. Sama lubiła się rżnąć jak suka, a teraz co...? Nagle biedna, zbita, zrozpaczona. Nie podobało mi się to totalnie, a na domiar złego zmuszało mnie to, cała ta popieprzona akcja, do przerwania konsumpcji gulaszu, a to dopiero było skurwysyńskie w tym wszystkim najbardziej. Uwielbiałem jeść, a byłem głodny. Byłem śmiertelnie poważnie głodny.
Ja próbowałem być miły i uśmiechnięty, zrelaksowany i kochany. Może nawet chciałem jej zrekompensować krzywdy wyrządzone w trakcie... tego czegoś, co usunęliśmy z pamięci? Przynajmniej próbowaliśmy usunąć, ja próbowałem, ale jakoś się nie dało, a ona... Awrr. Ja być zgubiony. Czerwień wściekłości zalewała mój umysł. Myśl, że mogłem ją usunąć, wibrowała natrętnie. Czemu, na cholerę, tego nie zrobiłem???
Rzuciłem łyżką w talerz. Jebane baby. Była jeszcze bardziej nieznośna niż Ambrosia.
- MYŚLISZ, ŻE CO CI TO KURWA JEBANA MAĆ DA!? KARMISZ ICH ŻAŁOSNYM FAŁSZEM - warknąłem, nie wiedząc na dobrą sprawę, czy słyszała, nie wiedziałem jak daleko uciekła. Uwiodła mnie, a teraz zgrywała ofiarę. To ja tu byłem ofiarą, a ona po prostu dostała złoty bilet i sobie pogrywała księżniczka. Powinna być mi wdzięczna, że zabrałem ją z tej szwedzkiej, zapadłej dziury.
- WYPIERDALAJ, KOBIETO! CHCIAŁEM BYĆ MIŁY, ALE TAK SIĘ NIE DA! - stwierdziłem, popychając ten jej żałosny wózek, ją samą, jak gdyby była natrętną muchą. - STÓJ ALBO SKOŃCZYSZ MARNIE I CI LUDZIE TEŻ SKOŃCZĄ MARNIE, POMAGAJĄC CI - zacząłem mówić po szwedzku by zebrane grono za bardzo nie wnikało, o co mi chodziło. To były sprawy pomiędzy mną a Persephoną i takimi pozostaną. Skończę z nią tak jak zacząłem. Bez pomyślunku, w gładki, prosty sposób. Nie będzie mi psuła spokoju, reputacji i zupy.
Puściłem się biegiem niczym wściekły doberman. Taki ze wścieklizną serio. Pewnie gdybym oglądał siebie z boku, to bym sobie pomyślał, ale idiota żałosny biegnie za tą debilką, ale właśnie to ja byłem tym idiotą i debilem, i zjebem, i wszystkim, co cholernie złe i pojebane.
Złapałem ją za ramię i pociągnąłem do siebie, wyrywając ją z towarzystwa konduktora. Potrząsnąłem nią niczym szmacianą lalką.
- Chcesz wrócić do jebanej Szwecji czy już ci wszystko jedno!? - zapytałem ją, bo nie wiedziałem, co też odpierdalała. Teraz to na dobrą sprawę mogłem ją wysłać do tej Szwecji w puszkach. Przemielę ją na gładką maź, przyprawię jakimś paskudnym cholerstwem i na eksport. - Wkurwiasz mnie. To nie fair, że wyciągasz na światło to, co miało być zapomniane! Co to za zagrywki?! Wpierw mnie zmuszasz do znęcania się nad sobą, a teraz kot ogonem, ogonem kota odstawiasz?! - pytałem sam nie wiem po co, bo w głowie i tak miałem jedno i to jedno miało w niej pozostać. Choć kiedy tak wpatrywałem się w te jej zapłakane, przerażone oczy, to jednak... Nie, chuja tam! Nic tam nie było. Jebana pustka w moim sercu.
Złapałem ją za policzki dłonią i ścisnąłem mocno by nie była już taka atrakcyjna. Wstrętna, zapłakana zdzira - tym była.
- Co ty w ogóle chcesz osiągnąć?! Wrócić, zostać... zginąć marnie, hę? - dodałem, bo chciałem się tylko upewnić. Ewidentnie zmierzała ku temu ostatniemu. Obserwowałem jej oczy, to lewe, to prawe, zastanawiając się, w czym była rzecz, bo przecież nie byłem taki zły i podły, ale może jednak nie można mnie było lubić? Może właśnie dlatego Otto zerwał kontakt? Padalec jebany kolejny. Wszyscy byli siebie warci, ci Degenhardtowie.
Cóż, nie czekałem jednak na odpowiedź, bo ten typ się coś sapał. Popchnąłem ją na najbliższą przeszkloną ścianę by zrobić miejsce dla swojego prawego sierpowego. Zobaczmy, czy typ straci przytomność od tego grzmotnięcia?
Rzucam na AF w ramach prawego sierpowego dla Pana konduktora
Nie powinna była tego wykorzystywać. Sama chciała. Sama lubiła się rżnąć jak suka, a teraz co...? Nagle biedna, zbita, zrozpaczona. Nie podobało mi się to totalnie, a na domiar złego zmuszało mnie to, cała ta popieprzona akcja, do przerwania konsumpcji gulaszu, a to dopiero było skurwysyńskie w tym wszystkim najbardziej. Uwielbiałem jeść, a byłem głodny. Byłem śmiertelnie poważnie głodny.
Ja próbowałem być miły i uśmiechnięty, zrelaksowany i kochany. Może nawet chciałem jej zrekompensować krzywdy wyrządzone w trakcie... tego czegoś, co usunęliśmy z pamięci? Przynajmniej próbowaliśmy usunąć, ja próbowałem, ale jakoś się nie dało, a ona... Awrr. Ja być zgubiony. Czerwień wściekłości zalewała mój umysł. Myśl, że mogłem ją usunąć, wibrowała natrętnie. Czemu, na cholerę, tego nie zrobiłem???
Rzuciłem łyżką w talerz. Jebane baby. Była jeszcze bardziej nieznośna niż Ambrosia.
- MYŚLISZ, ŻE CO CI TO KURWA JEBANA MAĆ DA!? KARMISZ ICH ŻAŁOSNYM FAŁSZEM - warknąłem, nie wiedząc na dobrą sprawę, czy słyszała, nie wiedziałem jak daleko uciekła. Uwiodła mnie, a teraz zgrywała ofiarę. To ja tu byłem ofiarą, a ona po prostu dostała złoty bilet i sobie pogrywała księżniczka. Powinna być mi wdzięczna, że zabrałem ją z tej szwedzkiej, zapadłej dziury.
- WYPIERDALAJ, KOBIETO! CHCIAŁEM BYĆ MIŁY, ALE TAK SIĘ NIE DA! - stwierdziłem, popychając ten jej żałosny wózek, ją samą, jak gdyby była natrętną muchą. - STÓJ ALBO SKOŃCZYSZ MARNIE I CI LUDZIE TEŻ SKOŃCZĄ MARNIE, POMAGAJĄC CI - zacząłem mówić po szwedzku by zebrane grono za bardzo nie wnikało, o co mi chodziło. To były sprawy pomiędzy mną a Persephoną i takimi pozostaną. Skończę z nią tak jak zacząłem. Bez pomyślunku, w gładki, prosty sposób. Nie będzie mi psuła spokoju, reputacji i zupy.
Puściłem się biegiem niczym wściekły doberman. Taki ze wścieklizną serio. Pewnie gdybym oglądał siebie z boku, to bym sobie pomyślał, ale idiota żałosny biegnie za tą debilką, ale właśnie to ja byłem tym idiotą i debilem, i zjebem, i wszystkim, co cholernie złe i pojebane.
Złapałem ją za ramię i pociągnąłem do siebie, wyrywając ją z towarzystwa konduktora. Potrząsnąłem nią niczym szmacianą lalką.
- Chcesz wrócić do jebanej Szwecji czy już ci wszystko jedno!? - zapytałem ją, bo nie wiedziałem, co też odpierdalała. Teraz to na dobrą sprawę mogłem ją wysłać do tej Szwecji w puszkach. Przemielę ją na gładką maź, przyprawię jakimś paskudnym cholerstwem i na eksport. - Wkurwiasz mnie. To nie fair, że wyciągasz na światło to, co miało być zapomniane! Co to za zagrywki?! Wpierw mnie zmuszasz do znęcania się nad sobą, a teraz kot ogonem, ogonem kota odstawiasz?! - pytałem sam nie wiem po co, bo w głowie i tak miałem jedno i to jedno miało w niej pozostać. Choć kiedy tak wpatrywałem się w te jej zapłakane, przerażone oczy, to jednak... Nie, chuja tam! Nic tam nie było. Jebana pustka w moim sercu.
Złapałem ją za policzki dłonią i ścisnąłem mocno by nie była już taka atrakcyjna. Wstrętna, zapłakana zdzira - tym była.
- Co ty w ogóle chcesz osiągnąć?! Wrócić, zostać... zginąć marnie, hę? - dodałem, bo chciałem się tylko upewnić. Ewidentnie zmierzała ku temu ostatniemu. Obserwowałem jej oczy, to lewe, to prawe, zastanawiając się, w czym była rzecz, bo przecież nie byłem taki zły i podły, ale może jednak nie można mnie było lubić? Może właśnie dlatego Otto zerwał kontakt? Padalec jebany kolejny. Wszyscy byli siebie warci, ci Degenhardtowie.
Cóż, nie czekałem jednak na odpowiedź, bo ten typ się coś sapał. Popchnąłem ją na najbliższą przeszkloną ścianę by zrobić miejsce dla swojego prawego sierpowego. Zobaczmy, czy typ straci przytomność od tego grzmotnięcia?
Rzucam na AF w ramach prawego sierpowego dla Pana konduktora
Rzut PO 1d100 - 43
Sukces!
Sukces!