16.02.2024, 22:32 ✶
Czy Brenna w ogóle dopuszczała do siebie myśl, że Aidan się spóźni? Co prawda do pracy spóźniał się rzadko, ale przecież było tyle rzeczy, które musiał zrobić po przyjściu... Kawa, przesunięcie stosiku raportów na drugą kupkę, która w jego głowie miała etykietę "na wieczne nigdy", łazienka, a potem trzeba było wrócić po wodę, strącić któryś z irytujących samolocików, które latały mu nad głową. Co z tego, że być może zawierały ważne informacje? Dopiero wtedy mógł spojrzeć na biurko i notatkę, którą zostawiła mu Longbottom.
- Kurwa - powiedział tylko, bo przecież to słowo wyrażało więcej niż tysiąc słów, a potem chwycił kurtkę, kartkę wcisnął do kieszeni i wybiegł z biura, odprowadzany kilkoma zdziwionymi spojrzeniami, bo przecież Aidan rzadko kiedy pozwalał sobie na taki pośpiech. Chyba że chodziło o wychodzenie po pracy do domu.
Kawy nie dopił, więc gdy tylko zjawił się w zaułku, jego wzrok od razu spoczął na papierowym kubku, który trzymała w ręku jego koleżanka. Mógł wziąć swój, kurde.
- Peruka? - zapytał zamiast powitania. Wyciągnął papierosa i wetknął go między wargi, podążając wzrokiem za czarnowłosą Brenną. Nie wpadł na to, ale z drugiej strony i tak nie pozwoliłby sobie wcisnąć czegoś takiego na głowę. - Co "nie bijemy go, Aidan", czy ja ci wyglądam na zwierzę bez jakiegokolwiek mózgu? Za kogo ty mnie masz, co?
Zapytał z wyrzutem, wydmuchując kłęby dymu jednocześnie nosem i ustami. No co za bezczelność, doprawdy! Zjawia się tu, taka, w nowej fryzurze i z kawą w łapie i już myśli, że może dyrygować. Chuj z tym, że plan był całkiem sprytny.
- Ok. Jakiego terrorysty? Konkretne nazwisko? Dzięki, widzę że się przygotowałaś - odebrał od niej odznakę i dokumenty. Dokumenty włożył do wewnętrznej kieszeni kurtki, odznakę: do zewnętrznej. Spojrzał w okno Larsa. - Nie będzie podejrzeń, że atakujemy go w mieszkaniu? SŁOWNIE, żeby nie było. Czy to sprawa wagi państwowej, niecierpiąca zwłoki, bo trafiliśmy na jego ślad i nie może to czekać ani minuty?
Nie był wprawnym policjantem, dopiero zaczynał tak po prawdzie, ale już teraz znalazł w tym planie dziurę. Odrobinę ją zasypał, ale czy tą bajeczką i odrobiną magii byli w stanie cokolwiek zdziałać?
- Kurwa - powiedział tylko, bo przecież to słowo wyrażało więcej niż tysiąc słów, a potem chwycił kurtkę, kartkę wcisnął do kieszeni i wybiegł z biura, odprowadzany kilkoma zdziwionymi spojrzeniami, bo przecież Aidan rzadko kiedy pozwalał sobie na taki pośpiech. Chyba że chodziło o wychodzenie po pracy do domu.
Kawy nie dopił, więc gdy tylko zjawił się w zaułku, jego wzrok od razu spoczął na papierowym kubku, który trzymała w ręku jego koleżanka. Mógł wziąć swój, kurde.
- Peruka? - zapytał zamiast powitania. Wyciągnął papierosa i wetknął go między wargi, podążając wzrokiem za czarnowłosą Brenną. Nie wpadł na to, ale z drugiej strony i tak nie pozwoliłby sobie wcisnąć czegoś takiego na głowę. - Co "nie bijemy go, Aidan", czy ja ci wyglądam na zwierzę bez jakiegokolwiek mózgu? Za kogo ty mnie masz, co?
Zapytał z wyrzutem, wydmuchując kłęby dymu jednocześnie nosem i ustami. No co za bezczelność, doprawdy! Zjawia się tu, taka, w nowej fryzurze i z kawą w łapie i już myśli, że może dyrygować. Chuj z tym, że plan był całkiem sprytny.
- Ok. Jakiego terrorysty? Konkretne nazwisko? Dzięki, widzę że się przygotowałaś - odebrał od niej odznakę i dokumenty. Dokumenty włożył do wewnętrznej kieszeni kurtki, odznakę: do zewnętrznej. Spojrzał w okno Larsa. - Nie będzie podejrzeń, że atakujemy go w mieszkaniu? SŁOWNIE, żeby nie było. Czy to sprawa wagi państwowej, niecierpiąca zwłoki, bo trafiliśmy na jego ślad i nie może to czekać ani minuty?
Nie był wprawnym policjantem, dopiero zaczynał tak po prawdzie, ale już teraz znalazł w tym planie dziurę. Odrobinę ją zasypał, ale czy tą bajeczką i odrobiną magii byli w stanie cokolwiek zdziałać?