16.02.2024, 23:18 ✶
Czy jego odpowiedź dała mu do myślenia, czy nie - nie dał po sobie tego poznać. To były przemyślenia, które postanowił zostawić sobie na rano. Lecz gdy rano nadeszło, sprawy skomplikowały się jeszcze bardziej. Od kilku dni miał wrażenie, że żyje w jakiejś innej rzeczywistości, że wkroczył do innej czasoprzestrzeni i żyje w jakiejś symulacji. Niespodziewany list od Roberta tylko go utwierdzał w tym przekonaniu. Czy pogrążał się w szaleństwie? Tak szybko? Przecież potrzeba było lat, by umysł Niewymownego przestał działać tak, jak powinien.
- Nie mam pojęcia, jak zwykle nie zdradził szczegółów - odpowiedział zgodnie z prawdą, lekko wzruszając ramionami. To akurat nie było nietypowe, Robert rzadko kiedy informował o co chodzi: a przynajmniej nie listownie. Był ostrożny i nie miał się czemu dziwić, sam wolał pisać o "pewnych sprawach" czy "spotkaniach", zamiast pisać wprost, ryzykując że list wpadnie w niepowołane ręce. Wątpił jednak, by to była sprawa osobista: on i Robert nie mieli relacji, w której pozwalaliby sobie na osobiste wycieczki czy zwierzenia. Nie tego od niego potrzebował, ich relacja była czysto zawodowa, naukowa. - Ale skoro chce się spotkać dzisiaj, to zakładam, że jest pilna.
Nie miał powodów, by myśleć inaczej. Z reguły ustalali spotkania w pewnym odstępie czasu. Tak też było tym razem, przecież mieli spotkać się pod koniec miesiąca. Spinki, które zostawił w mieszkaniu, spoczywały bezpiecznie na dnie szuflady, owinięte w woreczek, by przypadkiem ich nie dotknąć. A więc o co mogło chodzić? Rodolphus westchnął cicho, obserwując Nicholasa. W jego wyuczonych ruchach było coś, co sprowadzało na ziemię i pozwalało zebrać myśli. Zebranie butelki i szklanek, postawienie talerza z kanapkami, potem dwóch czystych. Podanie herbaty. Skąd wiedział, że nie pije kawy? Mówił mu to kiedyś? A może sam się domyślił, że Lestrange stroni od jakichkolwiek używek? Czy może to było to lekkie skrzywienie się przy biurku, gdy wtedy prosił go o dokumentację w Ministerstwie? Czy Nicholas aż tak zapamiętywał szczegóły? Doprawdy, ludzki umysł był pełen niespodzianek. Między innymi dlatego zdecydował się poświęcić życie na badanie go. Szło to niezwykle powoli, ze względu na pewne komplikacje oraz delikatność tych badań a także nie do końca zrozumiałe dla niego podejście Ministerstwa, lecz nie planował się wychylać. Przynajmniej nie teraz. Robił to, co do niego należało. W przeciwieństwie do Nicholasa nie starał się o awans. W zasadzie jeżeli Ministerstwo się nie zmieni, to nie był pewny, czy nie zrezygnuje. Ale od tego kroku dzieliło go kilka, jeśli nie kilkanaście lat. Naprawdę wierzył w to, że ich badania przyniosą zmianę i powiew świeżości dla przyszłych pokoleń. Że zmienią świat.
- Nie kłopocz się kolacją, przyniosę coś. Przynajmniej w ten sposób zmażę niesmak, który pozostawiłem wczoraj tą niespodziewaną wizytą - mruknął, zanim przełożył kanapkę na talerz. Nie było mu wstyd i to było widać: po prostu konwenanse wymagały tego, by w jakiś sposób się mu odwdzięczył za to, że wpadł do jego mieszkania bez zapowiedzi i jeszcze bezczelnie został na śniadanie. I kilka następnych.
- Nie mam pojęcia, jak zwykle nie zdradził szczegółów - odpowiedział zgodnie z prawdą, lekko wzruszając ramionami. To akurat nie było nietypowe, Robert rzadko kiedy informował o co chodzi: a przynajmniej nie listownie. Był ostrożny i nie miał się czemu dziwić, sam wolał pisać o "pewnych sprawach" czy "spotkaniach", zamiast pisać wprost, ryzykując że list wpadnie w niepowołane ręce. Wątpił jednak, by to była sprawa osobista: on i Robert nie mieli relacji, w której pozwalaliby sobie na osobiste wycieczki czy zwierzenia. Nie tego od niego potrzebował, ich relacja była czysto zawodowa, naukowa. - Ale skoro chce się spotkać dzisiaj, to zakładam, że jest pilna.
Nie miał powodów, by myśleć inaczej. Z reguły ustalali spotkania w pewnym odstępie czasu. Tak też było tym razem, przecież mieli spotkać się pod koniec miesiąca. Spinki, które zostawił w mieszkaniu, spoczywały bezpiecznie na dnie szuflady, owinięte w woreczek, by przypadkiem ich nie dotknąć. A więc o co mogło chodzić? Rodolphus westchnął cicho, obserwując Nicholasa. W jego wyuczonych ruchach było coś, co sprowadzało na ziemię i pozwalało zebrać myśli. Zebranie butelki i szklanek, postawienie talerza z kanapkami, potem dwóch czystych. Podanie herbaty. Skąd wiedział, że nie pije kawy? Mówił mu to kiedyś? A może sam się domyślił, że Lestrange stroni od jakichkolwiek używek? Czy może to było to lekkie skrzywienie się przy biurku, gdy wtedy prosił go o dokumentację w Ministerstwie? Czy Nicholas aż tak zapamiętywał szczegóły? Doprawdy, ludzki umysł był pełen niespodzianek. Między innymi dlatego zdecydował się poświęcić życie na badanie go. Szło to niezwykle powoli, ze względu na pewne komplikacje oraz delikatność tych badań a także nie do końca zrozumiałe dla niego podejście Ministerstwa, lecz nie planował się wychylać. Przynajmniej nie teraz. Robił to, co do niego należało. W przeciwieństwie do Nicholasa nie starał się o awans. W zasadzie jeżeli Ministerstwo się nie zmieni, to nie był pewny, czy nie zrezygnuje. Ale od tego kroku dzieliło go kilka, jeśli nie kilkanaście lat. Naprawdę wierzył w to, że ich badania przyniosą zmianę i powiew świeżości dla przyszłych pokoleń. Że zmienią świat.
- Nie kłopocz się kolacją, przyniosę coś. Przynajmniej w ten sposób zmażę niesmak, który pozostawiłem wczoraj tą niespodziewaną wizytą - mruknął, zanim przełożył kanapkę na talerz. Nie było mu wstyd i to było widać: po prostu konwenanse wymagały tego, by w jakiś sposób się mu odwdzięczył za to, że wpadł do jego mieszkania bez zapowiedzi i jeszcze bezczelnie został na śniadanie. I kilka następnych.