17.02.2024, 00:05 ✶
Wchodzę z Sebastianem, biorę prezent, rozglądam się po wnętrzu i nawijam o Brennie Longbottom.
!prezentgodryka
Po niedawnym pobycie we Włoszech Patrick był trochę opalony. Jego skóra zbrązowiała a w ciemnych włosach pojawiły się jaśniejsze refleksy. Jak na potańcówkę w stodole, nie nałożył na siebie garnituru, choć teraz – spoglądając na niektórych bawiących się – pomyślał, że może warto było postarać się bardziej niż nałożyć na siebie ciemne spodnie i białą koszulę, której rękawy i tak zdążył już podtoczyć a kołnierzyk rozpiąć.
Zagwizdał z uznaniem pod nosem, najpierw dostrzegając magicznie zaklęte, gwieździste niebo a potem niewielkie jezioro. Niby to były tylko zaklęcia a magię Steward znał od kołyski, ale i tak wywierały na nim spore wrażenie. Jak Longbottom znalazła czas, żeby zadbać o wszystkie szczegóły?
- Brenna robi się coraz lepsza w organizacji imprez – rzucił do towarzyszącego mu Sebastiana. Na parę sekund utkwił przy tym nawet wzrok w wirującej na parkiecie brygadzistce. Bez munduru wyglądała młodziej niż normalnie. – Ciekawe jak spróbuje to wszystko przebić na następnym przyjęciu… - Bo tego, że spróbuje, Patrick był mniej więcej tak samo pewien jak tego, że zorganizuje jeszcze jakieś.
Brenna nie potrafiła usiedzieć w jednym miejscu. Biorąc pod uwagę, że całkiem niedawno również była we Włoszech (obydwoje w końcu mieli zaproszenie na to samo wesele siostry Cataliny), pracowała w BUMie, działała w Zakonie Feniksa i jeszcze zorganizowała tę potańcówkę, ciężko było sobie wyobrazić, że jej doba tak jak i reszty zwykłych śmiertelników, miała tylko dwadzieścia cztery godziny.
- O, prezenty – rzucił w stronę Sebastiana, gdy dostrzegł pracownicę z koszem. Podszedł do kobiety posyłając jej przy tym szeroki uśmiech. Sięgnął ręką, by wylosować cokolwiek los miał mu do zaoferowania. Tak naprawdę niespecjalnie zależało mu na jakimś prezencie, ale zżerała go ciekawość, co też Longbottom przygotowała dla uczestników zabawy, bo Patrick założył z góry, że to również był jej pomysł. – Widzę, że tym razem Brenna zrezygnowała z kontrowersji. Żadnego wystawionego brata na licytację. – Ale może chodziło o to, że w tej stodole atmosfera była dużo luźniejsza niż na balu i obecni goście należeli w przeważającej większości do innej grupy czarodziei niż ci, którzy byli tam obecni.
Patrick przystanął, czekając aż Sebastian również sięgnie ręką do koszyka. Tego wieczoru zdawał się odprężony i dużo spokojniejszy niż przed kilkoma miesiącami, gdy przyszedł porozmawiać do McMillana o limbo. Najwyraźniej pobyt we Włoszech dobrze mu zrobił. Uśmiechnął się pod nosem i pokręcił głową.
- Cofam to, co powiedziałem o kontrowersjach - dodał po pary chwilach, gdy dostrzegł latającego i wiszącego do góry nogami Erika.
!prezentgodryka
Po niedawnym pobycie we Włoszech Patrick był trochę opalony. Jego skóra zbrązowiała a w ciemnych włosach pojawiły się jaśniejsze refleksy. Jak na potańcówkę w stodole, nie nałożył na siebie garnituru, choć teraz – spoglądając na niektórych bawiących się – pomyślał, że może warto było postarać się bardziej niż nałożyć na siebie ciemne spodnie i białą koszulę, której rękawy i tak zdążył już podtoczyć a kołnierzyk rozpiąć.
Zagwizdał z uznaniem pod nosem, najpierw dostrzegając magicznie zaklęte, gwieździste niebo a potem niewielkie jezioro. Niby to były tylko zaklęcia a magię Steward znał od kołyski, ale i tak wywierały na nim spore wrażenie. Jak Longbottom znalazła czas, żeby zadbać o wszystkie szczegóły?
- Brenna robi się coraz lepsza w organizacji imprez – rzucił do towarzyszącego mu Sebastiana. Na parę sekund utkwił przy tym nawet wzrok w wirującej na parkiecie brygadzistce. Bez munduru wyglądała młodziej niż normalnie. – Ciekawe jak spróbuje to wszystko przebić na następnym przyjęciu… - Bo tego, że spróbuje, Patrick był mniej więcej tak samo pewien jak tego, że zorganizuje jeszcze jakieś.
Brenna nie potrafiła usiedzieć w jednym miejscu. Biorąc pod uwagę, że całkiem niedawno również była we Włoszech (obydwoje w końcu mieli zaproszenie na to samo wesele siostry Cataliny), pracowała w BUMie, działała w Zakonie Feniksa i jeszcze zorganizowała tę potańcówkę, ciężko było sobie wyobrazić, że jej doba tak jak i reszty zwykłych śmiertelników, miała tylko dwadzieścia cztery godziny.
- O, prezenty – rzucił w stronę Sebastiana, gdy dostrzegł pracownicę z koszem. Podszedł do kobiety posyłając jej przy tym szeroki uśmiech. Sięgnął ręką, by wylosować cokolwiek los miał mu do zaoferowania. Tak naprawdę niespecjalnie zależało mu na jakimś prezencie, ale zżerała go ciekawość, co też Longbottom przygotowała dla uczestników zabawy, bo Patrick założył z góry, że to również był jej pomysł. – Widzę, że tym razem Brenna zrezygnowała z kontrowersji. Żadnego wystawionego brata na licytację. – Ale może chodziło o to, że w tej stodole atmosfera była dużo luźniejsza niż na balu i obecni goście należeli w przeważającej większości do innej grupy czarodziei niż ci, którzy byli tam obecni.
Patrick przystanął, czekając aż Sebastian również sięgnie ręką do koszyka. Tego wieczoru zdawał się odprężony i dużo spokojniejszy niż przed kilkoma miesiącami, gdy przyszedł porozmawiać do McMillana o limbo. Najwyraźniej pobyt we Włoszech dobrze mu zrobił. Uśmiechnął się pod nosem i pokręcił głową.
- Cofam to, co powiedziałem o kontrowersjach - dodał po pary chwilach, gdy dostrzegł latającego i wiszącego do góry nogami Erika.