Nie sądziła nawet, że Cameron mógłby ją podejrzewać o coś takiego jak myślenie. Gdyby tylko wiedziała... Pewnie by go wyśmiała. Jakoś nigdy nie było jej z tym po drodze, zresztą, to samo mieli jej przyjaciele, przecież inaczej by nie byli ze sobą tak blisko. Na całe szczęście nikt z ich trójki nie miał takich ludzkich odruchów, bo jeszcze by ich stopował w podejmowaniu irracjonalnych decyzji.
-Bardzo grzecznie Cami, jak na Ciebie.- Uśmiech nie schodził jej z ust, widać było, że naprawdę wyśmienicie się bawi w jego towarzystwie, zresztą jak zawsze. No, chyba, że zaczynał na nią spanikowany krzyczeć, kiedy zaczynały się pojawiać problemy, na całe szczęście na balu jeszcze się nic takiego nie wydarzyło, więc mogli na spokojnie cieszyć się tym wieczorem.
Nie było wątpliwości, że gdyby nie umiejętności Lupina związane z magią leczniczą i ona i Charlie mogliby nie mieć już kilku placów, czy mieć krzywo zrośnięte kości. Na całe szczęście mieli pierwszą pomoc medyczną, która całkiem nieźle radziła sobie z ich wszystkimi wypadkami. Cameron dzięki nim miał na kim ćwiczyć, także chyba wszyscy byli zadowoleni. - Nie bądź już taki skromny, mam Ci wyliczać ile razy mi pomogłeś?- Heather naprawdę ceniła jego zdolności i wiedziała, że gdyby nie on, to mogłoby być różnie, a tak to podczas tych wszystkich pijackich ekscesów mieli wsparcie medyczne.
Heather zdawała sobie sprawę, że niewiele osób ma tyle szczęścia, co ona. Udało jej się jeszcze w szkolnych czasach trafić na tych dwóch, którzy okazali się być takimi odklejeńcami jak ona, nie oceniali jej i tych jej wszystkich nienormalnych pomysłów, tylko reagowali na nie z entuzjazmem, miała świadomość, że mało osób podchodziłoby do wszystkiego właśnie w ten sposób. Naprawdę ogromnie cieszyła się z tego, że ma ich przy sobie, że towarzyszą jej podczas tego nudnego życia, może to właśnie dzięki nim nabierało ono koloru, bo z nimi świat zdecydowanie nie był czarno-biały.
- Jakoś sobie z tym poradzimy, jak za wszystkim!- Będzie miała to na uwadze podczas ich kolejnego spotkania, powinna również wspomnieć o tym Charliemu, przecież nie mogło to pozostać tajemnicą. Ich trójka nie miała ich przed sobą. - Masz rację, we dwójkę, to jeszcze jakoś dajemy radę, chociaż szkoda, że Charlie się nie pojawił.- W końcu byli trio, a nie duetem, zdecydowanie łatwiej przychodziło im wszystko we trójkę. Nie zamierzała jednak skazywać tego wieczoru na stratę, liczyła na to, że jeszcze się upiją w spokoju, z dala od tych wszystkich ludzi, tym darmowym alkoholem.
Zauważyła, że Cameron odwrócił wzrok, kiedy wspomniał o zazdrości. Cóż, łączyła ich trójkę bardzo dziwna relacja, sama Heather wiedziała, że często jest to coś więcej niż przyjaźń. Nie potrafiła tego wytłumaczyć, zresztą nawet nie szukała odpowiedzi. Dobrze jej było z nimi dwoma, dlaczego miałaby coś zmieniać? - Nie sądziłam, że jesteś w stanie tyle dla mnie zrobić.- Zaśmiała się w głos słysząc ten przemyślany pomysł na zabójstwo.- Długo nad tym wszystkim myślałeś?- Była ciekawa, czy przyszło to do niego pod wpływem chwili, czy już dawno zaplanował takie czynności.
- Przecież nie jestem jakąś pierwszą lepszą! To oczywiste, że w przypadku spotkań ze mną trzeba się postarać.- Dodała jeszcze słysząc komentarz Lupina skierowany do dziennikarki. Najwyraźniej kobieta wszystko łyknęła, niesamowicie ją to cieszyło, chociaż już widziała karcący wzrok matki, kiedy przeczyta te wszystkie bzdury, nie mogła się doczekać aż znowu ją zruga.
- Czy narzeczony nie jest tylko dodatkiem do pierścionka?- Starała się brzmieć naprawdę poważnie. Skoro już w to weszli, to musieli być wiarygodni. Nie miała najmniejszego problemu z tym, żeby robić z siebie taką wredną babę bez serca. - Oj nie złość się na mnie Misiaczku, przecież gdybym Cię choć trochę nie lubiła, to nie zabrałabym Ciebie ze sobą na ten bal...- Powiedziała jeszcze na zakończenie tej całej farsy do przyjaciela.
Teraz do niej dotarło, że podeszła do nich ta kobieta, która przegrała z nią licytację, zauważyła zmieszanie Camerona, nie zamierzała jednak go komentować, najwyraźniej bardzo poważnie podchodził do swojej pracy, bo nagle zrobił się sztywny. Na całe szczęście, zaczęło się to całe zamieszanie i mogli zignorować jej obecność. - Skąd wiesz? Czochrałeś kiedyś bobra? - Nie chwalił się tym jeszcze? Jak mogło do tego dojść.
- Torcik!- Rzekła z entuzjazmem, kiedy skończyło się to całe zamieszanie związane z bobrem. Sięgnęła po dwa talerze, jeden dla siebie, drugi dla swojego towarzysza. - Jedzmy, wypiliśmy już trochę, dobrze nam zrobi trochę szamy.- Przekazała Lupinowi drugi talerzyk z tortem. - Później idziemy tańczyć, chyba, że wolisz zawinąć butelkę szampana lub dwie i pójść gdzieś się przejść.- Niech i Cameron ma coś z tego wieczora, żeby nie było, że tylko ona rządzi.