17.02.2024, 09:18 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.02.2024, 16:37 przez Brenna Longbottom.)
Tańczę i gadam z Vincem, a potem się kłaniam w podzięce za taniec
Brenna tańcząc na parkiecie nie miała okazji zobaczyć występu Erika – może dobrze, bo gdyby go dostrzegła, na pewno pobiegłaby go ratować, a miał tam przecież paru potencjalnych bohaterów…
A on mówił, że to ona ciągle pakowała się w jakieś kłopoty!
Nie widziała niczego jednak, więc zamiast tego zajmowała się tańcem, jedną ręką trzymając dłoń Vincenta, drugą opierając mu na przedramieniu.
- Sherwood, jesteś Ślizgonem. Zmanipuluj jakoś swojego brata. Udaj, że zakochałeś się w mugolce, i że rezygnujesz z tego związku dla dobra rodziny, ale masz złamane serce i potrzebujesz czasu. Powiedz mu, że już się o kogoś starasz, zyskasz może trochę spokoju. Albo bądź mężczyzną i oznajmij, że sam znajdziesz sobie żonę, a on ma się odczepić… gdybym była złośliwa, powiedziałabym, że możesz też wspomnieć, że jego córka jest rok starsza od ciebie, ale nie chcę zrzucać takiego wiadra zimnej wody na głowę Pandory - oświadczyła Brenna, obracając się w tańcu. Ona sama tańczyć umiała i lubiła, bo ogólnie lubiła być w ruchu, a jej matka nie przeżyłaby chyba, gdyby jej dzieci nie nabyły tej podstawowej w oczach Elise Potter umiejętności. I nie pałała taką niechęcią do bali jak Vincent, ale może miało to coś wspólnego z tym, że jej własny ojciec nie próbował znaleźć córce męża, a chociaż brat snuł jakieś intrygi, to Brenna była względnie spokojna, że jego zdoła spacyfikować.
Inna sprawa, że jednak lepiej czuła się tutaj. Wśród przyjaciół. Nawet jeżeli było tutaj parę pojedynczych osób, którym nie do końca ufała, to jednak ta reszta miała przytłaczającą przewagę.
- Tak. Kelner ma ostrzegać każdego, że mają specjalny efekt. Podobno po niektórych czujesz się bardzo lekki, po innych masz ochotę śpiewać, takie tam... - wyjaśniła, na moment milknąc przy kolejnym obrocie. Nie że Brennie by przeszkadzało, gdyby skończyła na drzewie albo nagle wyśpiewała coś na scenie: należała akurat do osób mało przejmujących się takimi rzeczami. Ale nie zamierzała tykać drinków, bo ktoś musiał być trzeźwy. Na wypadek, gdyby coś się stało. I żeby ktoś potem zgarnął podpitych gości do Warowni lub władował do Błędnego Rycerza. - Mnie nawet taki drink nie pomoże - oświadczyła samokrytycznie, a potem roześmiała się, kiedy wspomniał o lusterku. – Jasne, ja i mój narcyzm. Mogłeś trafić gorzej i wylosować na przykład mój autograf. Albo zdjęcie. Wrzuciłam tam też skróconą autobiografię, bo przecież każdego to interesuje… A tak na serio, musiałeś myśleć coś w rodzaju „ale Brennie odwaliło, że wstawiła las do stodoły”. Pokazuje osoby, o których akurat myślisz. Albo miejsca – wyjaśniła, a potem, gdy muzyka umilkła na moment przed kolejnym utworem (i nim Vika rozpoczęła swój wielki występ), Brenna puściła jego rękę, chwyciła dół sukni i wykonała lekki, nieco teatralny ukłon.
– Dziękuję za taniec, panie Prewett.
Brenna tańcząc na parkiecie nie miała okazji zobaczyć występu Erika – może dobrze, bo gdyby go dostrzegła, na pewno pobiegłaby go ratować, a miał tam przecież paru potencjalnych bohaterów…
A on mówił, że to ona ciągle pakowała się w jakieś kłopoty!
Nie widziała niczego jednak, więc zamiast tego zajmowała się tańcem, jedną ręką trzymając dłoń Vincenta, drugą opierając mu na przedramieniu.
- Sherwood, jesteś Ślizgonem. Zmanipuluj jakoś swojego brata. Udaj, że zakochałeś się w mugolce, i że rezygnujesz z tego związku dla dobra rodziny, ale masz złamane serce i potrzebujesz czasu. Powiedz mu, że już się o kogoś starasz, zyskasz może trochę spokoju. Albo bądź mężczyzną i oznajmij, że sam znajdziesz sobie żonę, a on ma się odczepić… gdybym była złośliwa, powiedziałabym, że możesz też wspomnieć, że jego córka jest rok starsza od ciebie, ale nie chcę zrzucać takiego wiadra zimnej wody na głowę Pandory - oświadczyła Brenna, obracając się w tańcu. Ona sama tańczyć umiała i lubiła, bo ogólnie lubiła być w ruchu, a jej matka nie przeżyłaby chyba, gdyby jej dzieci nie nabyły tej podstawowej w oczach Elise Potter umiejętności. I nie pałała taką niechęcią do bali jak Vincent, ale może miało to coś wspólnego z tym, że jej własny ojciec nie próbował znaleźć córce męża, a chociaż brat snuł jakieś intrygi, to Brenna była względnie spokojna, że jego zdoła spacyfikować.
Inna sprawa, że jednak lepiej czuła się tutaj. Wśród przyjaciół. Nawet jeżeli było tutaj parę pojedynczych osób, którym nie do końca ufała, to jednak ta reszta miała przytłaczającą przewagę.
- Tak. Kelner ma ostrzegać każdego, że mają specjalny efekt. Podobno po niektórych czujesz się bardzo lekki, po innych masz ochotę śpiewać, takie tam... - wyjaśniła, na moment milknąc przy kolejnym obrocie. Nie że Brennie by przeszkadzało, gdyby skończyła na drzewie albo nagle wyśpiewała coś na scenie: należała akurat do osób mało przejmujących się takimi rzeczami. Ale nie zamierzała tykać drinków, bo ktoś musiał być trzeźwy. Na wypadek, gdyby coś się stało. I żeby ktoś potem zgarnął podpitych gości do Warowni lub władował do Błędnego Rycerza. - Mnie nawet taki drink nie pomoże - oświadczyła samokrytycznie, a potem roześmiała się, kiedy wspomniał o lusterku. – Jasne, ja i mój narcyzm. Mogłeś trafić gorzej i wylosować na przykład mój autograf. Albo zdjęcie. Wrzuciłam tam też skróconą autobiografię, bo przecież każdego to interesuje… A tak na serio, musiałeś myśleć coś w rodzaju „ale Brennie odwaliło, że wstawiła las do stodoły”. Pokazuje osoby, o których akurat myślisz. Albo miejsca – wyjaśniła, a potem, gdy muzyka umilkła na moment przed kolejnym utworem (i nim Vika rozpoczęła swój wielki występ), Brenna puściła jego rękę, chwyciła dół sukni i wykonała lekki, nieco teatralny ukłon.
– Dziękuję za taniec, panie Prewett.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.