Norę obsiadły świetliki, do tego nie może mówić prawdy, stoi w kółeczku: Erik (fruwający), Sam, Pers, Morph i Neil.
Uśmiech rozświetlał jej twarz, kiedy Erik ją komplementował. To było miłe, za każdym razem, chociaż słyszała podobne słowa już wiele razy. Dobrze było mieć świadomość, że ma się przy sobie kogoś, kto zawsze jest skłonny rzucić jakimś ciepłym słowem, nawet jeśli tego w tej chwili nie potrzebowała, bo miała świadomość, że wygląda dobrze, nie po to szykowała się od rana, żeby teraz nad tym dywagować. - Ostatnio zadziałało, aż za bardzo. - Wolałaby zapomnieć o tej sytuacji i rozluźnieniu, które przyniósł wypity w Warowni bimber, bo było to raczej dosyć żenujące, ale zdarzało się najlepszym, czyż nie?
- Może i nie będzie to samo, ale może doceń, że się staram, co? - Zdecydowanie nie trafiła z jego strojem, ale naprawdę mogła jeszcze spróbować to naprawić, wiedziała, że aparycja jest dla Longbottoma istotna, nie bez powodu był czasem żartobliwie nazywany przez najbliższych Misterem Magii. - Coraz pewniej się czuję w transmutacji, to jedyna dziedzina magii z której korzystam przy pracy. - Nie był to może jakiś wybitny poziom, ale mogłaby coś pokombinować, skoro dawała sobie radę z magicznymi tortami, to pewnie udałoby się jej też stworzyć jakieś ubranie, przynajmniej tak zakładała.
Drink, który wypiła... był smaczny, to na pewno, najważniejsze jednak, żeby szybko przyniósł oczekiwany efekt, bo zdecydowanie potrzebowała rozluźnienia. - Nie, nie wyglądamy razem ładnie. - Na jej twarzy pojawiła się dziwna konsternacja, bo to chyba nie do końca było to, co chciała powiedzieć. Miała świadomość, że drinki mogą przynosić różne efekty, w końcu pan kelner ostrzegał, rzuciła mu szybkie spojrzenie, jakby szukała jakiejś odpowiedzi, no ale jej nie znalazła. Odetchnęła zaś jedynie głęboko, bo nie miała pojęcia, co się dzieje. Wspaniały nastrój prysnął, jak przy dotknięciu czarodziejską różdżką.
- Najbardziej podoba mi się, że można tutaj spotkać dawno niewidzianych znajomych. - Znajomych, żeby to było takie proste. Kłamała, czuła, że kłamie, że wszystko, co mówi jest nieprawdą. Zaróżowiła się przy tym okropnie, jeszcze chwila, a stąd odejdą, chociaż, Erik pewnie będzie chciał dotrzymać towarzystwa Persowi, kurwa mać przeszło jej przez myśl, gdy zaczęła analizować całą sytuację.
- Przyjmij moje kondolencje, z okazji tego drastycznego kroku, na który się zdecydowałeś. - Powiedziała uśmiechając się od ucha do ucha do Blacka, dopóki nie dotarło do niej, co właściwie powiedziała. Czuła, że policzki pieką ją coraz bardziej.
Na całe szczęście, wtedy Erik wzbił się w powietrze. Próbowała go złapać, ale była za niska, aby sięgnąć jego dłoni, szczególnie, że dzisiaj też odpuściła wyższe buty. - Zostawcie go, niech wisi na suficie... - Powiedziała, chociaż zupełnie nie o to jej chodziło. Spoglądała jednak błagalnie na Sama aby nie pozwolił mu odlecieć.
Jakby tego było mało, kolejne osoby pojawiły się przy ich małym zgromadzeniu, kiwnęła im głową na przywitanie. - Ta, jasne. - Powiedziała, kiedy Morpheus wspomniał, że wygląda pięknie. Przytuliła go jednak ciepło na przywitanie. Później spojrzała na Neila. - Spodziewałam się ciebie tutaj. - Znaczy, zupełnie się go nie spodziewała tutaj zobaczyć, jeszcze w towarzystwie starszego z Longbottomów, ale słowa mówiły, co innego.
Wtedy, podleciały do niej te świetliki, które postanowiły usiąść na jej ramionach. Nie miała pojęcia dlaczego to zrobiły, może przyciągnęła je jej sukienka, szal, czy kto wie co jeszcze. Figg nie przeganiała ich, przyglądała się im zadowolona i zachwycała ich blaskiem.