Wood nie kryła swego zaskoczenia, najchętniej zaczęłaby skakać z radości, ale to był trochę słaby moment, szczególnie, że ona zdawała sobie sprawę z tego, że wszyscy na nich spoglądają. Będzie mogła to zrobić, kiedy wreszcie stąd wyjdą i na spokojnie porozmawiają, chociaż rozmowa nie była chyba pierwszą rzeczą, którą chciała zrobić w tej chwili. Miała ochotę zamknąć się z Lupinem w tym jego pokoju, z dala od tych wszystkich oczu, które aktualnie skupiły się na nich.
- Nie wiem, które z nas jest większym szczęściarzem. - Może razem byli? Naprawdę nie spodziewała się, że to się wydarzy. Faktycznie, ludzie coraz częściej sugerowali, że są narzeczeństwem, niektórzy myśleli nawet, że ślub już ich połączył, jednak to wszystko nie było sformalizowane. Nawet ona zaczęła się w tym gubić, a teraz miała pewność, że Cameron wybrał ją, że chciał tego, bo do swoich uczuć nie miała najmniejszych wątpliwości. Zrozumiała to jakiś czas temu, ale nie chciała go naciskać, nie chciała sugerować, chciała, żeby sam mógł podjąć decyzję.
Heather nie przejmowała się tym, że organizatorzy wiedzieli, że nie powinno ich tutaj być. Gdyby teraz wyrzucili ich na oczach gości, sami by sobie strzelili w kolano, bo stali się największą atrakcją tego balu. Nie oszukujmy się, musiało się tak wydarzyć, chcąc nie chcąc jej obecność na pewno byłaby zauważona, nie należała do tych anonimowych osób, a teraz przy nich wszystkich Cameron poprosił ją o rękę, a ona się zgodziła! Nadal nie mogła uwierzyć w to, co się przed chwilą wydarzyło, nie przewidziała, że może zrobić coś takiego, a wydawało jej się, że zawsze potrafiła rozgryźć, co siedzi w jego głowie, jak widać nie.
- Nic nam nie zrobią, skłaniam się ku temu, że już jesteśmy gośćmi honorowymi, są zachwyceni. - Szepnęła mu jeszcze cicho na ucho, aby dodać mu odwagi, bo zauważyła, że zaczyna do niego docierać, co się wydarzyło. Mogło się to skończyć źle, bardzo źle. Wiedziała, że Cameron potrafił bardzo panikować, oby ich to teraz nie spotkało.
No i wykrakała. Jakby się zawahał, kiedy się do niej zbliżał, tyle, że nie było to zamierzone. Emocje musiały powoli zacząć z niego schodzić, uścisnęła go mocniej, a po chwili złapała pod rękę, bo bała się, że wyląduje na ziemi.
- Dostaniesz wódę, na pewno ci się po tym wszystkim należy. - Rzekła jeszcze do niego cicho, po czym krzyknęła dużo głośniej. - Przepraszamy za to przedstawienie, ale czy jest na sali uzdrowiciel? - Ona na pewno nie będzie w stanie mu pomóc, znając siebie to mogłaby tylko zaszkodzić.