30.11.2022, 22:57 ✶
- Hej, Bren, mówisz chaotycznie. Nie zrozumiałem wszystkiego. - na szczęście nie poślizgnął się i nie spadł. Postanowił udawać, że jest dzielnym dorosłym czarodziejem i drobne wysokości są mu niestraszne... do momentu aż ich nie dostrzeże. Z tego też powodu musiał (i to praktykował) patrzeć na zadowoloną buzię Brenny, raz na jakiś czas zahaczając o jej spojrzenie.
- Sugerujesz, że w pobliżu jest inne zaklęte drzewo niż te w Kniei? - oczy mu rozbłysły. Rzadko spacerował po Dolinie Godryka, a więc wiele miejsc było mu obcych. W większości czasu zajmował się klątwami zgłaszanymi do Banku Gringrotta, a nie starczało mu czasu na odnajdywanie "pereł" pośród dzikich terenów Doliny.
- Zdajesz sobie sprawę, że mnie nie trzeba dwukrotnie namawiać jeśli chodzi o sprawdzanie poziomu magii w przedmiotach, miejscach i podmiotach? - uniósł brew i gotów był zerwać się na równe nogi (tj. nieumyślnie spaść) i ruszyć na poszukiwanie tego drzewa. Nie obawiał się nawet potencjalnych obrażeń, podstawy magii uzdrawiania znał (musiał to umieć skoro miał za bliźniaczą siostrę uzdrowicielkę).
- Drzew o uschniętych gałęziach może być wiele, zwłaszcza w tak zalesionym terenie i świeżo po zimie. Myślę, że szukanie tego teraz to jak próby znalezienia źdźbła trawy pośród liści. - nie do końca wierzył w tę historię. Nie wydawała się dostatecznie "porywająca". Faktycznie, musiała to być bajka dla małych czarodziejskich dzieci, bo swoim okiem nie dawał temu wiary.
- Jeśli ma to w sobie nasiono prawdy to magia musi być prastara i słabo wykrywalna bo entowie i drzewce zostały pogrzebane w starej historii magii, której nie traktuje się już realnie. - wzruszył ramionami. Mimo wszystko musiał przyznać, że święto Ostary upiększało okolicę i jeśli się człek uprze to dojrzy przejaw rzadkiej magii nawet w kamieniu. Trzeba do tego mieć dobrze rozwiniętą wrażliwość na magię i może wyobraźnię? Cóż, Castiel potrafił twardo stąpać po ziemi.
- Poza tym czego stare drzewo miałoby chcieć od Merlina winnych wędrowców? Brakuje tu około setki szczegółów, a sama wiesz, że podania legend mogą być rozrzedzone kiedy są przekazywane z ust do ust, a nie z papieru na papier. - mógłby debatować o tym dobre parę godzin, a nie znalazłby w tym nudy. Prawiłby na ten temat do momentu całkowitego wyczerpania treści.
Uśmiechnął się na widok swoich bosych stóp.
- Pamiętaj, że od dzieciaka pływałem w lodowatych wodach oceanicznych bądź jeziornych. Chłodna trawa to dla mnie upał. - a poszerzył uśmiech bo jednak był zdecydowanym zwolennikiem chłodnych temperatur a nie gorąca. Lubił zimę i żałował, że już się skończyła. Musiał mentalnie przygotować się do upałów, które za parę miesięcy zaatakują Wielką Brytanię i będą odbierać chęci do życia.
- Nikt nie wie co tak naprawdę siedzi w głowie mojego brata. Tylko on sam. - wzruszył ramionami bo o ile żartowali sobie o przeprowadzce do cukierni (brakowało osób do gotowania w ich domu, niestety), tak nie miał pojęcia czy było w tym ziarno realnych zamiarów. Nigdy nie poznał wspomnianej i zyskującej na sławie Nory. Być może kiedyś wybierze się do jej miejsca pracy. Póki co miał mnóstwo innych zajęć, których się łapał.
- Dziękuję, że próbujesz się ze mną dzielić jednak nie będę nierozsądny i odmówię. Planuję później sam ich poszukać, aby później rzucić nimi w mojego brata. - na końcu języka chciał powiedzieć "w moją kuzynkę" lecz nie przystoi opowiadać jednej kobiecie o ataku na drugą kobietę - jeszcze się sprzymierzą i z kim będzie się czuł swobodnie jak nie z Brenną?! Cóż, trzeba zachować ostrożność.
- Sugerujesz, że w pobliżu jest inne zaklęte drzewo niż te w Kniei? - oczy mu rozbłysły. Rzadko spacerował po Dolinie Godryka, a więc wiele miejsc było mu obcych. W większości czasu zajmował się klątwami zgłaszanymi do Banku Gringrotta, a nie starczało mu czasu na odnajdywanie "pereł" pośród dzikich terenów Doliny.
- Zdajesz sobie sprawę, że mnie nie trzeba dwukrotnie namawiać jeśli chodzi o sprawdzanie poziomu magii w przedmiotach, miejscach i podmiotach? - uniósł brew i gotów był zerwać się na równe nogi (tj. nieumyślnie spaść) i ruszyć na poszukiwanie tego drzewa. Nie obawiał się nawet potencjalnych obrażeń, podstawy magii uzdrawiania znał (musiał to umieć skoro miał za bliźniaczą siostrę uzdrowicielkę).
- Drzew o uschniętych gałęziach może być wiele, zwłaszcza w tak zalesionym terenie i świeżo po zimie. Myślę, że szukanie tego teraz to jak próby znalezienia źdźbła trawy pośród liści. - nie do końca wierzył w tę historię. Nie wydawała się dostatecznie "porywająca". Faktycznie, musiała to być bajka dla małych czarodziejskich dzieci, bo swoim okiem nie dawał temu wiary.
- Jeśli ma to w sobie nasiono prawdy to magia musi być prastara i słabo wykrywalna bo entowie i drzewce zostały pogrzebane w starej historii magii, której nie traktuje się już realnie. - wzruszył ramionami. Mimo wszystko musiał przyznać, że święto Ostary upiększało okolicę i jeśli się człek uprze to dojrzy przejaw rzadkiej magii nawet w kamieniu. Trzeba do tego mieć dobrze rozwiniętą wrażliwość na magię i może wyobraźnię? Cóż, Castiel potrafił twardo stąpać po ziemi.
- Poza tym czego stare drzewo miałoby chcieć od Merlina winnych wędrowców? Brakuje tu około setki szczegółów, a sama wiesz, że podania legend mogą być rozrzedzone kiedy są przekazywane z ust do ust, a nie z papieru na papier. - mógłby debatować o tym dobre parę godzin, a nie znalazłby w tym nudy. Prawiłby na ten temat do momentu całkowitego wyczerpania treści.
Uśmiechnął się na widok swoich bosych stóp.
- Pamiętaj, że od dzieciaka pływałem w lodowatych wodach oceanicznych bądź jeziornych. Chłodna trawa to dla mnie upał. - a poszerzył uśmiech bo jednak był zdecydowanym zwolennikiem chłodnych temperatur a nie gorąca. Lubił zimę i żałował, że już się skończyła. Musiał mentalnie przygotować się do upałów, które za parę miesięcy zaatakują Wielką Brytanię i będą odbierać chęci do życia.
- Nikt nie wie co tak naprawdę siedzi w głowie mojego brata. Tylko on sam. - wzruszył ramionami bo o ile żartowali sobie o przeprowadzce do cukierni (brakowało osób do gotowania w ich domu, niestety), tak nie miał pojęcia czy było w tym ziarno realnych zamiarów. Nigdy nie poznał wspomnianej i zyskującej na sławie Nory. Być może kiedyś wybierze się do jej miejsca pracy. Póki co miał mnóstwo innych zajęć, których się łapał.
- Dziękuję, że próbujesz się ze mną dzielić jednak nie będę nierozsądny i odmówię. Planuję później sam ich poszukać, aby później rzucić nimi w mojego brata. - na końcu języka chciał powiedzieć "w moją kuzynkę" lecz nie przystoi opowiadać jednej kobiecie o ataku na drugą kobietę - jeszcze się sprzymierzą i z kim będzie się czuł swobodnie jak nie z Brenną?! Cóż, trzeba zachować ostrożność.